wtorek, 24 marca 2015

Pamiętaj, że to co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze



tytuł: Droga
tytuł oryg.: The Road
autor: Cormac McCarthy
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
rok wydania: 2008
ilość stron: 268

moja ocena: 10/10

Moje pierwsze spotkanie z prozą Cormac’a McCarthy’ego nastąpiło przy okazji „Rączych koni”. Powieść wybrałam na chybił trafił z biblioteki i przeczytałam zupełnie nieprzygotowana na ten brutalny, męski świat wykreowany przez amerykańskiego pisarza. Historia młodych uciekinierów bardziej mnie zaniepokoiła, niż zachwyciła, ale samo nazwisko autora mocno zapadło mi w pamięć. „Droga” przeleżała na mojej półce mniej więcej dwa lata, zanim dojrzałam do jej lektury. Teraz, kiedy moje emocje zaczęły powoli opadać, po głowie kołacze mi się tylko jedna myśl – znalazłam dla siebie nowego Mistrza!

W „Drodze” Cormac McCarthy snuje wizję przyszłości po katastrofie. Wszystko pokrywa jedynie  popiół. Świat pogrąża się w ciemności, natura kończy swój żywot, zwierzęta wyginęły jakiś czas temu. Ludzie, którym udało się przetrwać, zmieniają się w bestie, które bez wahania pożerają się wzajemnie. Nie wiadomo co się stało w przeszłości, nie wiadomo jak będzie wyglądać przyszłość. Rzeczywistość, która jest teraz przypomina senny koszmar. Gdzieś w tym potwornym i bezwzględnym świecie, po jednej z pokrytych kurzem dróg wędruje mały chłopiec i jego ojciec. Ostatni sprawiedliwi. Pchając sklepowy wózek załadowany ich jedynym dobytkiem, zmierzają w stronę wybrzeża. Nie wiedzą, czy uda im się dotrzeć do celu, ale konsekwentnie, krok za krokiem, posuwają się w wyznaczonym kierunku.

„Pamiętaj, że to co wpuszczasz do głowy, pozostaje w niej na zawsze, powiedział. Warto, byś się nad tym zastanowił.
Ale czasem przecież coś zapominamy, prawda?
Tak. Zapominamy to, co chcemy pamiętać, a pamiętamy to, o czym chcielibyśmy zapomnieć.” (s. 15)

W nagrodzonej Pulitzerem „Drodze” to nie posapokaliptyczna przyszłość przeraża najbardziej, ale kruchość istnienia ojca i syna. Świadomość, że jeden bez drugiego nie będzie w stanie przetrwać. Wiadomo, że chłopiec nie poradzi sobie w tak trudnych i niebezpiecznych warunkach. Malec zginie bez ojca, bo albo nie uda mu się zdobyć pożywienia, albo bez ochrony dorosłego stanie się łatwym łupem kanibali. Sprawa mężczyzny jest bardziej skomplikowana, bo teoretycznie jest on w stanie przetrwać bez dziecka. Ale to ogromna miłość do synka trzyma go przy życiu, każe walczyć o każdy kolejny dzień i pcha go przodu. Gdyby zabrakło chłopca, to z pewnością mężczyzna skorzystałby z ostatniej kuli w noszonym przez siebie rewolwerze, albo co gorsza wyłączyłby sumienie, zobojętniał zupełnie i dołączył do grona złych ludzi.

„Przyszło mu do głowy, że być może w dziejach świata było więcej kary niż zbrodni, ale słabą czerpał z tego pociechę.” (s. 35)

Nieustępliwie dobre serce, wrażliwość i dziecięca niewinność, która istnieją w chłopcu na przekór czasom, w których żyje, są tylko i wyłącznie zasługą ojca. Mężczyzna uczy go wszystkiego, przekazuje najważniejsze wartości, próbuje ocalić dobroć tlącą się w duszy chłopca, choć w chwilach kryzysowych ojciec wątpi w sens swoich nauk. I kiedy dojdzie do konfrontacji z głodnym starcem, to chłopiec wymusi na ojcu podzielenie się z biedakiem wspólnym posiłkiem. Właśnie te drobne gesty i rzadkie, lapidarne dialogi tak uderzają w prozie  McCarthy’ego, potęgują napięcie i łamią serce czytelnika, który na krótką chwile przestaje oddychać, żeby niczym nie zakłócać rozmowy bohaterów.

„Zimne nieprzejednanie krążące po ziemi pozbawionej jutra. Nieubłagana ciemność. Spuszczone ze smyczy ślepe psy słońca. Miażdżąca czarna pustka wszechświata. I gdzieś tam dwa zaszczute zwierzątka dygoczące jak lisy w kryjówce. Czas dany na kredyt i świat na kredyt, i oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać.” (s. 123)

Cormac McCarthy napisał powieść wybitną, którą nie waham się nazwać arcydziełem. To brudna, brutalna, porażająca prostotą, ale i liryczna proza, opowiedziana zimnym, precyzyjnym i pięknym językiem. Autor nie oszczędza czytelnika i serwuje mu kilka naprawdę mocnych i nieprawdopodobnych scen. Ta, z kobietą w ciąży, zmroziła mi krew w żyłach do tego stopnia, że musiałam zatrzymać się na moment, oderwać oczy od tekstu i upewnić się, że świat za oknem jest taki, jakim go zapamiętałam. Bo wszechobecny i chwytający za gardło strach towarzyszy czytelnikowi przez cały czas. Strach, że wędrowcom nie uda się przetrwać, że obaj są skazani na cierpienie, a nieubłagane fatum wisi tuż nad ich głowami. Gdzieś w tle tli się iskierka nadziei, że dopóki chłopiec niesie w swoim sercu ogień, to świat wart jest ocalenia. Oby tylko zimny, przeszywający wiatr nie zdmuchnął niewielkiego płomyczka.

„Jeśli nie dotrzymujesz słowa w małych sprawach, to nie dotrzymasz też w dużych. Sam tak mówiłeś.” (s. 36)

PS
Na podstawie powieści powstał film pod tym samym tytułem. Obraz John’a Hillcoat’a jest świetny i przede wszystkim bardzo wierny książkowemu oryginałowi. Rolę ojca zagrał mój ulubiony Viggo Mortensen. Z pewnością film wart uwagi. Ale najpierw książka, przede wszystkim książka.

18 komentarzy:

  1. Ja też mam zamiar rozpocząć przygodę od "Rączych koni", już na mnie czekają na półce. Skoro nazywasz "Drogę" arcydziełem, to kupuję tę opinię w ciemno. Bardzo podobają mi się Twoje aranżacje z książką... Tytuł posta świetny. To takie moje nieoficjalne motto życiowe:)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie koniecznie muszę przeczytać, jestem teraz mega bardzo zainteresowana! Rzadko spotyka się aż takie rewelacyjne książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja właśnie obejrzałam film i teraz mnie zupełnie do książki nie ciągnie;p Czego bardzo żałuję:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak właśnie czytam zarys fabuły i zastanawiam się czy przypadkiem nie widziałam takiego filmu, a tu proszę - piszesz, że jest! Chyba warto zapoznać się i z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam McCarthy'ego. "Drogę" także, ale bardziej "To nie jest kraj dla starych ludzi". :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja wszystko wiem - wiem, że to wybitna powieść, wiem, że film jest znakomity, wiem, że się wszyscy zachwycają... Mimo to nie jestem w stanie zmienić zdania i przekonać się do prozy McCarthy'ego. Próbowałam, kilka razy (skoro wszystkim się podoba, to może ze mną jest coś nie tak). I nic z tego - nuda, brzydota i w ogóle rozpacz. A filmu nie zdołałam obejrzeć nawet do połowy, bo zasnęłam. I nie podchodziłam drugi raz. Z wizjami postapokaliptycznymi zdecydowanie nie jest mi po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta książka nie jest raczej dla mnie. Tematyka nie przekonuje mnie. Może kiedyś zmienię zdanie, ale na obecną chwilę rezygnuję z tej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjna książka i niemal równie wspaniały film. Nie da się tej fabuły wymazać z pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  9. Baaaardzo chcę przeczytać! Przy okazji muszę sobie przypomnieć film :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardziej ciągnie mnie do książki "To nie jest kraj dla starych ludzi", której ekranizacja zrobiła na mnie niesamowite wrażenie :) "Drogę" też mam w planach, tym bardziej, że jeszcze nie spotkałam się z negatywną recenzją tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mój brat niedawno kupił tą ksiażkę i czytając jej opis, byłam bardzo nią zaintrygowana, więc z pewnością zostanie ona przeze mnie przeczytana w jak najszybszym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Masz rację, że czytając „Drogę” człowiek raz po raz przeciera oczy ze zdumienia. Zupełnie inaczej zaczyna się patrzeć na świat, no i na ludzi – ja się zaczęłam zastanawiać, jak zachowaliby się w takich warunkach ludzie z mojego otoczenia. Kto wie, co by wyszło z nich w obliczu takiego zagrożenia, albo, co gorsza – co by wyszło ze mnie. Nie mam złudzeń, łatwo jest wygłaszać komunały o moralności gdy wszystko jest dobrze, ma się co jeść, ma się gdzie spać, ale w sytuacjach ekstremalnych człowiek przestaje być sobą.

    Moim zdaniem najmocniejszą stroną książek McCarthy'ego jest właśnie sugestywność wizji zła szalejącego po świecie, bezrozumnego, nieprzewidywalnego. Człowiekowi udziela się ten strach, bezsilność, zmęczenie, zaczyna tęsknić do tego żaru, który w końcówce „To nie jest kraj dla starych ludzi” we śnie szeryfa Bella wiezie jego ojciec. Ale przecież wiadomo, że ten żar – to śmierć.

    Może o tym u mnie czytałaś, ale ja miałam „Drogę”, że tak powiem, w 3D – czytałam ją w czasie wakacji pod namiotem, rozbijając się na dziko, nasłuchując co chwila niespokojnie, czy nie zbliża się jakiś stróż prawa, albo, co gorsza, złodziej czy inny morderca :) Był klimat!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zarówno film jak i książka są u mnie obowiązkowe. Aż mam ciarki jak sobie pomyślę, że ja miałabym żyć w takim świecie. To straszne!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z Tobą w 100%! "Droga" jest niesamowita i trudno jest o niej zapomnieć nawet w długi czas po zakończeniu lektury. Co się zaś tyczy filmu, to go już mam, ale... nie wiem kiedy będę gotowa go oglądnąć. Chyba jeszcze nie nadszedł ten czas.

    OdpowiedzUsuń
  15. Film można oglądać bez obawy o niezgodność z treścią, bo zgodny jest z nią w 99%. ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Sądzę, że książka wywarła by na mnie ogromne wrażenie, z jednej strony chcę poczuć te emocje, z drugiej trochę się ich obawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Droga" to też dla mnie najważniejsza książka, którą przeczytałam. A po zapoznaniu się z biografią Autora utwierdziłam się w przekonaniu, że książka opowiada o rodzicielstwie, ojcostwie i wychowaniu dziecka. Wychowując dziecko, towarzyszymy mu jako przewodnicy po życiu, uczymy je odróżniać dobro od zła. A potem musimy je zostawić i dać mu wolną rękę, by mogło rozpocząć życie na własny rachunek...

    OdpowiedzUsuń
  18. "Droga" to też dla mnie najważniejsza książka, którą przeczytałam. A po zapoznaniu się z biografią Autora utwierdziłam się w przekonaniu, że książka opowiada o rodzicielstwie, ojcostwie i wychowaniu dziecka. Wychowując dziecko, towarzyszymy mu jako przewodnicy po życiu, uczymy je odróżniać dobro od zła. A potem musimy je zostawić i dać mu wolną rękę, by mogło rozpocząć życie na własny rachunek...

    OdpowiedzUsuń