środa, 25 marca 2015

Kolor duszy według Cormaca McCarthy’ego




tytuł: Sunset Limited
tytuł oryg.: The Sunset Limited
autor: Cormac McCarthy
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
rok wydania: 2013
ilość stron: 126

moja ocena: 8/10

Pozostając pod ogromnym wrażeniem „Drogi” niemal natychmiast rzuciłam się na jedyny tom  Cormaca McCarthy’ego jaki miałam w domu, czyli „Sunset Limited”. Lektura niewielkich rozmiarów tomiku umocniła mnie w przekonaniu, że nie bezpodstawnie zapałałam nagłą miłością do amerykańskiego pisarza.

Akcja dramatu Cormaca McCarthy’ego rozgrywa się w maleńkim, nowojorskim mieszkaniu. Scenografię stanowi zaledwie kilka niezbędnych do życia sprzętów, przede wszystkim stół, przy którym siedzą dwaj bohaterowie. Czarny i Biały. Dosłownie. Na pierwszy rzut oka rożni ich jedynie kolor skóry, ale już po chwili czytelnik orientuje się, że mężczyźni to zupełne przeciwieństwa. Okoliczności, w których się spotykają również nie należą do konwencjonalnych. Czarny złapał Białego, gdy ten próbował popełnić samobójstwo skacząc pod pociąg na stacji metra Sunset Limited. Ale o tym czytelnik dowie się później z rozmowy mężczyzn. Z rozmowy, w trakcie której poruszone zostaną najważniejsze tematy dotyczące życia i śmierci.

Amerykański pisarz zestawił swoich bohaterów na zasadzie przeciwieństw. Nie chodzi tylko o kolor skóry, dzięki któremu możemy rozróżnić mężczyzn. W całym ich życiu jedynym wspólnym punktem jest przypadkowe spotkanie na stacji Sunset Limited. Biały jest intelektualistą, profesorem uniwersyteckim, człowiekiem oczytanym, inteligentnym i przeraźliwie samotnym. Teoretycznie odniósł zawodowy sukces, bez wątpienia żyje na wysokim poziomie, ale nie ma żadnej rodziny, ani przyjaciół. W pracy cieszy się poważaniem kolegów, ale nie sympatią. Biały nikogo nie lubi i prawdopodobnie sam nie jest lubiany. W jego duszy panuje ciemność, a jego życiem rządzi rezygnacja, która pchnęła go do podjęcia tak dramatycznej decyzji. 

Z kolei Czarny od początku miał pod górkę. Wychowany na południu musiał doświadczyć rasizmu i wielu upokorzeń. Błędy z przeszłości sprawiły, że przez lata siedział w więzieniu, gdzie musiał walczyć o godność i przeżycie. Ale wbrew wszystkiemu te doświadczenia wzmocniły go wewnętrznie, wyciszyły i sprowadziły na dobrą drogę. Czarny wierzy Boga i w ludzi. Nosi w sobie światło. Wie, że świat, pomimo całego okrucieństwa, jest dobry, a człowieka zawsze ma jakiś wybór. Konsekwentnie realizuje swoją własną misję, pomaga potrzebującym i udziela im schronienia. Biały jest jego kolejnym zadaniem, bo przecież w Bożym planie nie ma przypadkowych spotkań. Tylko czy w ciągu zaledwie kilku godzin można przywróć komuś sens życia?

Jeżeli chodzi o kwestię człowieczeństwa, to w dramacie Cormaca McCarthy’ego Czarny okazuje się tak naprawdę białym, a Biały czarnym. Sprytny zabieg autora tylko podkreśla odmienne światopoglądy bohaterów i pokazuje, że pozornie podłe, biedne i poharatane życie może mieć więcej sensu, niż sterylne, ale bezwartościowe istnienie, bo egzystencję Białego trudno nazwać prawdziwym życiem. Oczywiście autor nie neguje życia na wysokim poziomie, dobrej pracy i rozwoju osobistego. Ale każe się zastanowić nad tym, czy w trakcie codziennej gonitwy nie zgubiliśmy czegoś istotnego. 

„Sunset Limited” to króciutka, ale bardzo wymagająca książka. Mocno filozoficzna proza, która w bezpośredni sposób dotyka czytelnika (no chyba, że ktoś czyta zupełnie bezrefleksyjnie). Bo w trakcie lektury nie sposób uciec od pytań o sens istnienia, o życie bez Boga i ludzi, o fundamentalne wartości, którymi kierujemy się w życiu i w końcu o konsekwencje naszych decyzji. Ale wbrew pozorom pisarz nie rozwiązuje żadnych kwestii. Atakuje pytaniami, ale nie czeka na odpowiedź. Czytelnik musi rozważyć je we własnym sercu i przyznać przed sobą samym, a właśnie to może okazać się najtrudniejszym zadaniem, jakiego koloru jest jego dusza. Czarna czy biała?

PS
„Sunset Limited” to kolejne działo Cormaca McCarthy’ego, które doczekało się ekranizacji. Filmu jeszcze nie widziałam, ale mam nadzieję, że będzie tak dobry jak książka. W rolach gównych zagrali Samuel L. Jackson i Tommy Lee Jones. 

5 komentarzy:

  1. OO faktycznie jaka krótka. Nie widziałam jeszcze filmu ani nie czytałam książki, ale zapamiętam tytuł i jak będę mieć okazję na pewno nadrobię braki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z takimi aktorami...to musi być dobra ekranizacja!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja za to widziałem film (bardzo dobry), a nie czytałem sztuki, bo obawiam się, że w przypadku dramatu to już mnie nic tu nie zaskoczy. Co innego, gdyby to była minipowieść, gdzie można pozmieniać wersje dialogowe. Ale recenzja bardzo dobra. Fajnie, że spodobał Ci się McCarthy, bo to najwyższa półka współczesnej literatury. Ciężko stwierdzić, która książka autora jest najbardziej mroczna ze wszystkich, ale bez wątpienia "Boże dziecię" czy "Krwawy południk" dają wielkiego kopa i wsiadają na psychikę. Polecam Ci serdecznie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zazdroszczę Ci tej książki. Mnie jej jeszcze brakuje w biblioteczce, ale nadrobię to na pewno. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Narobiłaś mi smaku na książkę i na film:)

    OdpowiedzUsuń