piątek, 27 marca 2015

Dopadła mnie przedślubna gorączka, czyli garść zwierzeń i narzekań :-)


Zaczęło mi odbijać. I to konkretnie. Sama siebie nie poznaję i gdyby ktoś powiedział mi wcześniej, że zbliżający się wielkimi krokami termin ślubu spowoduje u mnie taka burzę emocji, to popukałabym się po głowie, prychnęła ze wzgardą i pewnym głosem odparła, że mnie takie pierdoły nie ruszają. Dzisiaj, niecałe pięć miesięcy przed wielkim dniem niczego już nie jestem pewna (oczywiście poza tym, że wychodzę za odpowiedniego faceta) i cały czas mam wrażenie, że z naszymi przygotowaniami jesteśmy głęboko w... lesie.

Wydawało mi się, że organizowanie ślubu i wesela będzie fajne, zabawne i przyjemne. Po części takie właśnie jest, ale przymiotnik „idealny” zaczyna mnie coraz bardziej stresować. Bo wszystko w tym dniu, droga panno młoda, musi być idealne! Tę prawdę objawił mi nie kto inny jak Internet we własnej osobie. Kiedy zaczynałam przygotowania, a tym samym byłam w punkcie wyjścia, czyli jeszcze nie wiedziałam czego chcę, ale już wiedziałam czego na pewno nie chcę (a to już całkiem dużo) zaczęłam przekopywać czeluści Internetu w poszukiwaniu inspiracji. Nie mogę powiedzieć, żeby to był błąd, ale od nadmiaru informacji zakręciło mi się w głowie.

Sukienka, buty, kwiaty, biżuteria, fryzura i makijaż muszą być perfekcyjne. Oczywiście ja tez muszę być w tym dniu doskonała, dlatego najlepiej od razu powinnam przejść na dietę i zacząć ćwiczyć, bo bez tego ani rusz. Dobra, przyznaję się, że zaczęłam stosować dietę MŻ (mniej żreć) i pijam zielone koktajle oczyszczająco-upiększające (zauważyłam już nawet pierwsze pozytywne efekty). Jakichkolwiek ćwiczeń nie znoszę, a z wysiłku fizycznego tylko jazda na rowerze sprawia mi frajdę, więc póki co jedynie powtarzam sobie w myślach, że muszę ruszyć dupcię z kanapy. Ale co z tego, skoro leżenie i czytanie jest takie przyjemne.


Wracając do przygotowań, to dowiedziałam się na przykład, że muszę (tzn. musimy wspólnie z narzeczonym, ale wiadomo, że facetom takie pierdoły zwisają) wybrać kolor przewodni wesela. Jakby to miało jakieś znaczenie... No ale dobra, początkowo myślałam o jasnym fiolecie, ale narzeczony wpadł na genialny pomysł z zaproszeniami, więc w końcu stanęło na zielonym i jego odcieniach (nie wiem czy trzeba trzymać się jednego odcienia, czy można je łączyć, ale nie mam już nerwów, żeby się nad tym zastanawiać). 

Mając wybrany kolor szybko zdecydowałam się na konkretny bukiet i wzór zaproszeń. O dziwo poszło szybko i bezboleśnie chociaż obejrzałam ich w necie tysiące. Ostatnio zerkając na moją ulubiona „ślubną” stronę wyczytałam, że lakier do paznokci powinien współgrać z bukietem. No już chyba bez przesady, bo kolor lakieru na paznokciach to akurat ostanie czym się martwię. Nie spodziewałam się, że tak szybko wybiorę suknię ślubną (planowałam wydziwiać, marudzić i zrzędzić, a tu rach-ciach i sukienka zamówiona). Z całej listy „idealnych” rzeczy jestem pewna jednego – moja suknia jest (a raczej będzie, jak tylko zostanie uszyta) doskonała. Z butami tez poszło łatwo, bo kupiłam je w pierwszym sklepie, do którego weszłam. Oczywiście nie obeszło się bez przygód...

Sympatyczne panie z salonu Ryłko wysłuchały mojej opowieści o zbliżającym się ślubie, dały sobie wytłumaczyć, że nie lubię butów na obcasie, wypytały o wygląd sukni i znalazły dla mnie śliczne, szare, lakierowane czółenka na małym, wygodnym obcasiku. Buty tanie nie były, ale trzymam się  wersji, że za maż pójdę tylko raz, więc nawet bez większego żalu wyciągnęłam pieniądze z portfela. Po powrocie do domu założyłam buty w pokoju, przemaszerowałam w nich przez korytarz, wyszłam trzy stopnie po schodach, żeby obejrzeć się lustrze i wtedy usłyszałam, że coś spada na podłogę. Maleńki, srebrny element z nazwą firmy, który był przyczepiony z boku bucika odpadł, a w bucie została dziura. 


Takie rzeczy tylko w bzdurnych babskich powieściach, albo komediach romantycznych! Nie wiedziałam, czy bardziej chce mi się śmiać czy płakać. Na szczęście panie w salonie Ryłko poszły mi całkowicie na rękę i bez problemu wymieniły uszkodzone buty na zupełnie nową parę. Zepsute szpileczki (czy jakkolwiek nazywa się ten rodzaj obuwia) zostały zareklamowane z salonu, czyli panie zgłosiły, że uszkodzenie nastąpiło u nich, a nie w domu u klienta. Nie wiem czy to ich standardowa procedura, czy może status panny młodej i przerażenie w moich oczach sprawiły, że zostałam potraktowana ulgowo, a przemiłe sprzedawczynie nie chciały narażać mnie na większy stres. 

Mam nadzieję, że już nic więcej nie uda mi się zepsuć, a ponieważ mam niszczycielski talent i potrafię zepsuć dosłownie wszystko, a do tego jestem tak niezdarna, że byłabym doskonałą bohaterką książek z serii Young Adult, zaczęłam się martwić o budynek, w którym będziemy mieć przyjęcie (mam nadzieję, że jest ubezpieczony). Z listy rzeczy idealnych brakuje nam najważniejszego, czyli obrączek. Mamy nawet wybrany wzór, ale nie możemy zdecydować na treść wewnętrznego graweru. Imię i data ślubu są zbyt oczywiste i kłócą się z naszym wewnętrznym indywidualizmem, więc wciąż szukamy tekstu, który spodoba się obojgu.

Kolejnym moim zmartwieniem, pewnie wymyślę sobie jeszcze niejedno, jest fryzura, czy klasyczny dylemat – lepiej se związać czy rozpuścić.  No i co w te włosy wpiąć. Welon odpada, bo z moimi jasnymi włosami i bladą gębą w welonie wyglądam jakbym nie żyła od kilku dni. Początkowo wymyśliłam sobie wianek z żywych kwiatów (przeklęty Internet), bo sztuczne to się na cmentarz nosi. Obleciałam kwiaciarnie w mieście, ale panie florystyki patrzyły na mnie z politowaniem i niby zapewniały, że oczywiście mogą mi zrobić każdy, jaki tylko sobie wymarzę, ale ich miny mówiły wszystko. Z bólem serca zrezygnowałam z tego pomysłu, ale na szczęście moja droga przyjaciółka Ewcia (w tym momencie nawet moja droga świadkowa) znalazła świetną stonkę z dodatkami do włosów dla panien młodych  i tam wygrzebałam fajną opaskę. 

Oczywiście w walce o idealne wesele nie jestem sama, bo towarzyszy mi narzeczony przyjmujący wszystko ze stoickim spokojem oraz cały legion uprzejmych doradców, a raczej doradczyń. Niby wszystko fajnie, ale problem z pomocnicami i innymi serdecznymi duszyczkami, które służą dobrą radą jest taki, że zupełnie nie zwracają uwagi na mój styl, wiek, czy choćby figurę, ale podrzucają kolejne wspaniałe pomysły, które same widziałyby na swoim wymarzonym weselu. To miłe, że ktoś chce pomóc, ale doradzanie dla samego gadania naprawdę mija się z celem i co najwyżej irytuje i tak już zdenerwowaną pannę młodą. Jeśli więc bywam nieznośna i zdarzają mi się niegrzeczne odpowiedzi, to wybaczcie. Za 5 miesięcy mi przejdzie. Później będzie mnie denerwował już tylko mąż :-)

38 komentarzy:

  1. Wybacz, ale zdjęcie z "Gnijącej panny młodej", w połączeniu z tekstem o butach, ogromnie mnie rozbawiło;)
    Na temacie nie znam się wcale, nie będę więc nic doradzać (ani rzucać tekstów w stylu "spokojnie, jakoś to będzie", bo to bez sensu). Może i dobrze, bo pomocnic masz już na pewno dużo, jak zresztą sama zauważyłaś;) Mogę za to zapewnić wsparcie moralne (na odległość, ale dobre i to) i czytanie wszystkich tekstów o ślubie, jakie jeszcze się tutaj pojawią;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D Cieszę się, że udało mi się Cię rozbawić, bo dokładnie o to mi chodziło :D

      Usuń
  2. Oj, Marta - zorganizowanie wesela "fajne, zabawne i przyjemne"? Zwłaszcza dla ludzi, którzy nie znoszą spędów? Zastanawiam się jak to jest, czy każdej kobiecie tak odbija (bo faceci mają to gdzieś) i z czego to się bierze. Na pewno z oczekiwań, które hodujemy w sobie od małego (małej) - i stąd ten podgląd, że wszystko w tym dniu musi być idealne. No a potem to już proza życia... Na pewno powinnaś unikać jak ognia czytania internetów na ten temat - to, co ludzie potrafią wypisywać (a zwłaszcza przyszłe panny młode) woła o pomstę do wszystkich świętych. Chyba Twoje perypetie zainspirowały mnie do wpisu na temat ślubnych obyczajów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo chętnie poczytam o ślubnych obyczajach u Ciebie :D
      Od internetu trudno uciec, ale ograniczyłam się do jednej stronki, która regularnie przeglądam. A w tej mojej panice najlepsza jest świadomość, że chcę zrobić wszystko, żebyśmy z narzeczonym byli zadowoleni, bo to będzie nasz dzień, a nie cioci z Ciechocinka, dlatego gośćmi się jakoś nie przejmuję, jak im się nie będzie podobać to ich problem. Inna sprawa, że tych gości będzie zaledwie garstka najbliższych osób.
      Nie wiem czy odbija wszystkim, też mnie to zastanawia, ale jak słucham rożnych przedślubnych historii, to pocieszam się tym, że i tak mój przypadek jest łagodny :)
      Aaaaa i dowiedziałam się jeszcze, że jest taki zawód jak wedding plannerka :D

      Usuń
    2. Oczywiście, że jest taki zawód, nawet filmy o tym kręcą ;) Tyle że u nas jeszcze bardziej popularne jest organizowanie wszystkiego samemu. Mnie najbardziej w tym całym szaleństwie przeraża to, że robi się to właśnie dla innych - babci, cioci, sąsiadki, etc. I dlatego, że "wszyscy tak robią". Korzystając z różnych poradników dowiadujesz się też rzeczy, które wcześniej nie przyszły Ci do głowy, np. że kolor lakieru musi pasować do bukietu. Tylko że, skoro wcześniej o tym nie pomyślałaś, to znaczy, że nie ma to kompletnie żadnego znaczenia z Twojej perspektywy tego, co dla Ciebie byłoby idealne. I te koszmarne zabawy weselne! A zapał do wpisu mi już opadł - w końcu co ja wiem o ślubach ;)

      Usuń
    3. Aaaaaa! Żadnych zabaw! Nawet nie strasz :D Niestety tak to jest, że tego typu imprezy robi się pod kogoś, bo np. rodzice płacą i się upierają. Ja póki co bronię swojego zdania ze wszystkich sił i jeśli sytuacja mnie do tego zmusi to będę tupać nogami i wrzeszczeć. :-) Na szczęście moi rodzice nie wtrącają się za bardzo, więc praktycznie mamy wolną rękę do decydowania.
      A zwyczaje weselne są po prostu głupie (oczywiście z mojej perspektywy). Na przykład nie chciałabym po toaście rozbijać kieliszków. No po cóż to jest? Chyba żeby robić z ludzi idiotów. Na sama myśl czuję się niekomfortowo.I jeszcze na każdym weselu ten nieśmieszny żart, że rzucają tylko młodzi a goście nie...
      To skoro Ty zrezygnowałaś z wpisu, to może ja coś znajdę? I skrytykuję... :p

      Usuń
  3. Ja będę miała wystrój sali biało-zgaszono różowy, zielony, żeby kwiaty nie były monotonne, a cała reszta będzie biała. Początkowo byłam baaardzo nastawiona na czerwień i czerwone róże, ale dobrze, że wybiłam to sobie z głowy, bo czerwiec jest taki świeży, a czerwony to jednak dla mnie taki smutny kolor :D na pewno by przytłaczał, a biel jest piękna i w bieli jestem zakochana :)
    Momentami się uśmiałam czytając tego posta :D
    Dopóki sama też nie zaczęłam się zabierać za przygotowania to nie wiedziałam, że na makijaż trzeba się zapisać pół roku wcześniej (a i tak dzięki znajomościom się załapałam, bo wolnego miejsca nie było), że sukienkę to najlepiej rok przed mieć, ehh :D
    Ja się już cieszę, że jeszcze tylko 2 miesiące i 2 tygodnie, bo nie chce mi się już stresować i martwić, jak to wszystko wyjdzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Wam dziewczynki zazdroszczę...
      To takie niesamowite! Ślub, wesele... Uwielbiam takie okazje, podczas których spotyka się cała rodzina!
      A do tego - to wasz ślub!!!

      Ja zawsze myślę w ten sposób - im więcej teraz zachodu i zmartwień, tym śmieszniej będzie to wszystko po czasie wspominać :)

      Życzę powodzenia!!!

      Usuń
  4. Padłam jak przeczytałam Twój post :) Niestety tak bywa, że przygotowania ślubne to jeden wielki komediowy horror. Wiem, bo sama przez coś takiego przechodziłam. Na szczęście ten etap mam już dawno za sobą. A tobie życzę spokoju i dużo energii do walki z przedślubnymi przeciwnościami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, co to oznacza, ale przeczytałam Twój wpis z dużą przyjemnością :) I nie dlatego, że Twoje przedślubne zawirowania momentami Cię drażnią (a ja mogę podśmiewać się po nosem: "ha, sama tego chciałaś, było za mąż nie iść)... Nie, nie ;) Przeczytałam, bo piszesz tak lekko i zabawnie o tych wszystkich rzeczach, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Zobaczysz, jak dobrze będziesz to wszystko wspominać ;) Gnijąca Panna Młoda powaliła mnie zupełnie. Podobnie jak Beata, jestem z Tobą całym duchem!! A wierz mi, lepiej tak, bo na przedślubnych sprawach zupełnie się nie znam;) Ach, i złamałam swoje postanowienie przerwy od blogosfery. Ale to tylko przez ten wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż, śluby i wesela to zupełnie nie moja bajka, chociaż ciągle na jakieś chodzę :) Mówią, że się ludzie nie żenią, a ja po 4-6 zaproszeń rocznie dostaję regularnie od trzech czy czterech lat i uważam, że to dużo. Ale! Ja nie o tym :) Myślę, że fajnie jest mieć idealne wesele, suknię, bukiet i kolor paznokci, ale (nienawidzę prawić banałów, to z kolei kłóci się z moim wewnętrznym indywidualizmem) najważniejszy jest idealny pan młody, a skoro takiego masz, to serio, keep calm :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi do slubu zostaly nie cale 3 miesiace juz, i czasami mam wrazenie ze wszystko bedzie ok, a czasami dopada mnie i mojego narzeczonego jakas przerazajaca mysl, ze nie zdarzymy z czyms albo cos nie wypali itp, wiec doskonale Cie rozumiem, ja nie mam jeszcze butow i poki co to dla mnie mega problem, bo nie spotkalam takich co mi sie podobaja;/ suknia, ktora mam byla druga jaka przymierzylam, bukietow obejrzalam chybaze 100 i poki co wiem jak ma wygladac, ale nie wiem z jakich kwiatow;( fryzure mniej wiecej mam wybrana, obraczki juz mamy wybor zajal nam 15 minut w tym zgadzamy sie w 100%, kolor wesele przewodni jasny fiolet plus delitaktny roz,gdzie niegdzie no i biel. Na pocieszenie powiem Ci:nie stresuj sie, za dwa miesiace bedzie jeszcze gorzej;D zartuje;)
    pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie odbijało w odwrotnym kierunku niż wszystkim innym, to znaczy robiłam wszystko, żeby nie podporządkowywać się zwyczajom, "bo tak wypada". Nie cierpię "spędów", wesel, obściskiwania się, itd. Marzyłam o tym, żeby uciec, wziąć ślub w małym kościółku w górach, gdzie nie byłoby żywej duszy, o tym, żeby, broń Boże, nie było żadnego wesela. Moje marzenia oczywiście zderzyły się z rzeczywistością, bo "nie wypada". Poszłam na kompromis - zaprosiłam tylko najbliższą rodzinę i kilkoro przyjaciół na skromne przyjęcie po kościele. I jakoś przeżyłam. Ale nie mam pojęcia jak ktoś może uważać dzień ślubu za najwspanialszy dzień w życiu - ja byłam najszczęśliwsza, gdy wreszcie minął, gdy skończyły się bzdurne latania za butami, sukienkami, kwiatami, zaproszeniami i tego typu zupełnie niepotrzebnymi rzeczami.

    Pomijając moje uprzedzenia do robienia czegoś, na co się nie ma ochoty, bo "jak by to wyglądało" i trzymanie się bzdurnych tradycji, które wymyślił ktoś inny - gratuluję! Mam nadzieję, że wszystko się uda i że wszystko będzie tak, jak sobie zaplanujesz. Tylko nie zwracaj uwagi, gdy ktoś Ci będzie wmawiał, że masz iść na kompromis, bo tak trzeba i już! ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Etap, że sama siebie nie poznawałam, to ja przeszłam w tygodniu bezpośrednio przed ślubem, dopiero wtedy poczułam prawdziwy stres. Wcześniej wszystko szło gładko, a większość mojego załatwiania też opierała się na zasadzie wiem na pewno, czego nie chcę. Np. od samego początku wiedziałam, że nie chcę welonu i miałam wpięte w tył koka świeże frezje (oczywiście, że pod koniec wesela świeże już nie były, ale nie wypadły, co najważniejsze). Z butami miałam ten sam problem, nigdzie nie mogłam znaleźć niskiego obcasa, więc w końcu zamówiłam przez internet i co najciekawsze, to chyba moje najwygodniejsze buty, całe wesele w nich przetańczyłam, choć miałam baleriny na zmianę, okazały się niepotrzebne;)

    OdpowiedzUsuń
  10. jak aj sie ciesze ze mnie to nie czeka :D tak samo bym sie popuknela w glowe, ale ze nie planuje to sie martwic nie musze :D Co do pan ze sklepu z butami - to norma ;) to jedyny sposob abyotrzymac od reki nowa pare butow. Panie z kwiaciarni zachowaly sie jak nienormalne ... przeciez nalezy Ci sie cos chcesz w koncu placisz!!! powodzenia przez kolejne meisiace byle nie zwariuj :]

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana, wydaje mi się, że jeśli jesteś pewna że to ten jedyny to będzie idealnie :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się, że ślub brałam w czasach kiedy nie było parcia na te wszystkie duperele, chociaż nie powiem, nie obyło się bez stresu. Nawet w dniu ślubu przeżyłam załamanie, bo dopadły mnie wszystkie możliwe wątpliwości. Z perspektywy czasu widzę, że ta cała nerwówka nie jest warta funta kłaków, dlatego wrzuć na luz :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj ten 2015 rok to wszystkim na branie ślubów się zebrało! W blogosferze kilka osóbek, teraz dowiaduję się, że i Ty, do tego mam zaproszenie na dwa wesela i to w kwietniu...Szaleństwo, istne szaleństwo!
    O matko! Z tymi butami, to mnie rozłożyłaś, chyba bym tego nie wytrzymała! Cóż za babskie szczęście, nie wierzę... I leżę ze śmiechu o tych bohaterkach NA :D!
    Jejku, Kochana wpis genialny, uśmiałam się co nie miara! A odpowiedziami się nie przejmuj...Każda z nas tak ma. A co do przygotowań trzymam kciuki, że wszystko pójdzie po Twojej myśli!

    OdpowiedzUsuń
  14. Przerabiałam to kilka lat temu i powiem Ci krótko: nie daj się zwariować. Kolor przewodni wesela - owszem, to jest fajna rzecz: że dekoracja, bukiet, butonierka, ale żeby paznokcie też O_O??? Niedługi ślub mojego brata, więc jestem na czasie i najważniejsze są dla mnie 2 rzeczy, które mu radzę:

    1. Zróbcie tak, żeby to był WASZ ślub i WASZE wesele. TO znaczy: spersonalizujcie je. Zróbcie coś swojego: sami zaprojektujcie bileciki na ciasto, winietki na stoły, wybierzcie cytat do zaproszeń z ulubionego wiersza, piosenkę do pierwszego tańca z waszej ulubionej gry RPG, w kościele niech ktoś zagra motyw przewodni z ulubionego filmu, wprowadźcie do menu swoją ulubioną potrawę, zaśpiewajcie rodzicom w podzięce jakąś inną niż zwykle piosenkę, wplećcie w uroczystość to, co tak lubicie, jeśli jesteście książkoholikami, zażyczcie sobie książek zamiast kwiatów - i tak dalej! Niech to będzie naprawdę WASZA uroczystość i niech inni to widzą.

    2. Troszczcie się o gości. Zapewnijcie transport dla gości niezmotoryzowanych i powiadomcie ich o tym, skąd i kiedy wyjazd. Taki mały gest: powiadomić telefonicznie czy mailowo. Zorganizujcie w lokalu ustronne miejsce dla matek z małymi dziećmi, żeby mogły je nakarmić, przewinąć itp. Nie sadzajcie maleńkich dzieci w pobliżu kolumn i wzmacniaczy na sali. Sprawdźcie, czy sala ma dobrą klimatyzację. I tak dalej. Na weselu bądźcie OBECNI - przy każdej parze, przy każdym gościu - w miarę możliwości - zagadajcie, jak się bawią, czy czegoś nie potrzebują, zażartujcie, przystańcie.

    Może to szczegóły, ale naprawdę ważne. Mówię to także z perspektywy organizatora imprez, mojego obecnego zawodu (choć obecnie to karmię, przewijam i bawię :)):

    Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ubawilam sie czytajac Twoj tekst, zwlaszcza ze tez jestem Panna Mloda 2015 i tez w sumie juz za 5 miesiecy wychodze za maz ;) Ale w moim przypadku wyglada to troche inaczej, ja jeszcze wogole nie mysle o czyms takim jak makijaz czy fryzura, nie mowiac o butach czy dodatkach :P Nie jestem typowa panna mloda, a duzo bardziej od przegladania stron internetowych dla panien mlodych interesuje mnie lubimyczytac.pl i rozne blogi czytelnicze:P Oczywiscie biore udzial w przygotowaniach i wspolnie z narzeczonym juz mamy zalatwione to i owo ale nie poddajemy sie goraczce przedslubnej ;) Tobie tez zycze duzo spokoju ;) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  16. Umarłam ze śmiechu przy tym fragmencie o welonie, że wyglądasz jakbyś nie żyła od kilku dni :D Przygotowywanie wesela musi być strasznie stresujące, sama zaczynam się skłaniać ku opcji skromnego przyjęcia dla najbliższej rodziny, chociaż z drugiej strony, wiadomo - jak chyba każda z nas marzę o bajowym weselu. Życzę Ci dużo spokoju i inspiracji, żeby wszystko poszło szybko i bezproblemowo :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Czuję, że w najbliższym czasie będziesz coraz bardziej zakręcona :) Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze :) (Tylko nic lepiej nie dotykaj na sali;) Żarcik. Teraz już będziesz musiała nam tu wrzucić jakieś foty po wszystkim!
    I nie dajcie się zwariować. Najważniejsze to przecież to, że będziecie w tym dniu oboje przeżywać swoje najpiękniejsze chwile:) Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie do końca rozumiem to całe ślubne szaleństwo, ale cóż - widocznie jestem w tym osamotniona. Ja tak naprawdę martwiłam się głównie o pogodę, bo na samą myśl o deszczu zaczynałam wpadać w panikę. No i oczywiście w dniu ślubu za oknem było tak ponuro, jak się tylko da. Na szczęście do popołudnia zrobiło się ślicznie, cieplutko, słonecznie. :)
    To tylko jeden dzień, jedna noc. Wyjątkowe, ale szybko zlecą. I będą równie wspaniałe nawet wtedy, gdy paznokcie nie będą pasowały do bukietu, czy do czego tam powinny. :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Marta, ślub to nie koniec świata :P Boże, czy ja też tak to przeżywałam?!
    Hehe, swoją drogą tekst super - powinnaś pisać felietony, a nie recenzje :)
    I powiem na wstępie, zobaczysz, że koniec końców, większość wyjdzie nie po Twojej myśli... ale gdy już stoisz przed ołtarzem, to wszystko przestaje być ważne ;)

    ps. wygodne buty to podstawa, jakbyś chciała zwiać :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ale numer z butami :P
    No cóż własnego ślubu nie miałam więc nic nie doradzę, ale trzymam kciuki za udaną imprezę i miłe wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  21. Na pewno wszystko będzie dobrze. Najważniejsze, żeby nie dać się zwariować :)

    OdpowiedzUsuń
  22. świetny blog!
    obserwuję i liczę na rewanż
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. to takie uroczę, uwierz, wszystko wyjdzie idealnie - mimo, że jestem młoda i swojego ślubu jeszcze nie miałam- uważam, że twój będzie idealny, i że znajdziesz odpowiednie buty do tego! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Świetnie czytało mi się ten post i faktycznie zdjęcia z gnijącej panny młodej dodają uroku :). Pamiętam, że mi także zależało na ładnej pogodzie i martwiłam się by się nie potknąć bądź nie przydeptać sukienki :). Same przygotowania minęły bardzo szybko.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie daj się zwariować. :) Ja na moim pierwszym ślubie (bo mam na koncie rozwód i kolejny ślub) miałam właśnie wianek z takich malutkich kwiatuszków (chyba była to gipsówka) i wyglądał uroczo. Świetnie komponował się z kiecką.
    Trzymam kciuki, żeby wszystko poszło dobrze. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Heh...Pomyśleć, że o mały włos ten temat również by mnie dotyczył w tym roku. ;) Póki co - odroczony jest. ;) Pewnie przeżywałabym wszystko podobnie jak Ty. Jednocześnie współczuje stresów, ale i zazdroszczę, że lada moment bedziesz miała wszystko juz za sobą. :) No i przeżyjesz prawdopodbnie najpiekniejszy dzień w swoim życiu (albo jeden z najpiękniejszych raczej). :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Rozbawiłaś mnie tym tekstem :) Podejrzewam, że jak sama będę na etapie przygotowań do ślubu to też mnie dopadnie gorączka, tym bardziej, że ja to się wszystkim za bardzo przejmuję :) Byle w tych przygotowaniach nie zapomnieć u uśmiechu! :))

    OdpowiedzUsuń
  28. Życzę Ci wszystkiego dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Współczuję tych przedślubnych stresów, ale nie martw się na zapas. Na pewno wszystko się uda i będziesz miała nieziemskie wesele. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Cóż, temat jest dla mnie zupełnie obcy, także raczej nie mogę w tym wypadku pomóc, ale życzę Ci aby wszystko poszło jak najlepiej. Czasem marzymy o wspaniałym ślubie i tak nie jest, bo po prostu jest LEPIEJ niż na początku założyliśmy. Takich rzeczy nie da się zaplanować ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja zacznę panikować pewnie trochę później - póki co czekam na pojawienie się dzidzi i im bliżej tym...gorzej. Nie wiem czy wszystko mam (jeszcze miesiąc temu byłam pewna, że tak), czy ze wszystkim zdążę i w ogóle mnóstwo różnych "czy...?" krąży mi po głowie.

    OdpowiedzUsuń
  32. Napisz jeszcze kiedyś o swoich ślubnych przygotowaniach :) Bardzo dobrze mi się czytało ten tekst, naprawdę :) Choć sama przed takimi dylematami nie stoję, to życzę Ci jak najlepiej, by wszystko się udało i poszło po Twojej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Fajnie mi się czytało :) nawet zaczęłam się śmiać prawie głośno (a akurat jestem w nieodpowiednim miejscu :)) Powinnaś częściej pisać takie luźne teksty nie na temat książek :)
    Powodzenia w załatwianiu wszystkiego :)
    ps. limuzyna dla pary młodej już zamówiona, pamiętaj najlepsza biała i baaardzo długa ;)

    OdpowiedzUsuń