sobota, 28 lutego 2015

Życie po stracie

tytuł: Wyjątkowy dzień
tytuł oryg.: Une journée particulière
autor: Anne-Dauphine Julliand
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2015
ilość stron: 228

moja ocena: 7/10

Wśród wszystkich nieszczęść, które spadają na człowieka, nie potrafię sobie wyobrazić nic gorszego niż śmierć dziecka. Ta tragedia dotknęła Anne-Dauphine Julliand i jej męża Loïca. W książce „Ślady małych stóp na piasku” kobieta opisała historię małej Thaïs, u której zdiagnozowano śmiertelną chorobę genetyczną - leukodystrofię metachromatyczną. Z kolei w tomiku „Wyjątkowy dzień” Anne-Dauphine opowiada o życiu swojej rodziny po śmierci Thaïs.

W trakcie lektury „Śladów małych stóp na piasku” wypłakałam morze łez, a historia małej Thaïs złamała moje serce, spowodowała burzę emocji i wbrew wszystkiemu wywołała uśmiech. Bo pomimo tragedii w rodzinie Julliandów zatriumfowała miłość. „Wyjątkowy dzień” nie wzbudza aż takich emocji i wzruszeń, ale mimo wszystko to bardzo ważna książka. Anne-Dauphine opowiada o życiu po stracie. Jej historia zaczyna się 29 lutego, w ósmą rocznicę urodzin Thaïs. Dziewczynka umarła trochę ponad cztery lata wcześniej, rodzina ma już za sobą okres żałoby, ale czy ze śmiercią dziecka można się kiedykolwiek pogodzić? Prawdopodobnie nie, jednak autorka udowadnia, że może żyć pomimo dziury w sercu, śmiać się i kochać. 

Niektóre rany nigdy się nie zabliźnią, będą boleć do końca życia i ciążyć na sercu. Ale przecież nie chodzi o to, żeby się ich pozbyć, ale nauczyć żyć z nimi w pakiecie. Anne-Dauphine nie odcina się od bólu, pielęgnuje pamięć o  Thaïs i pomimo smutku twierdzi, że jest szczęśliwa. Dba o męża i dzieci, martwi się o zwykłe sprawy, chodzi do pracy, spotka się z przyjaciółmi, a nawet marzy o kolejnym dziecku. Po narodzinach Azylis, również dotkniętą tą samą chorobą co Thaïs, decyzja o kolejnej ciąży wydaje się lekkomyślna. Ja chyba nie miałabym odwagi zaryzykować. Ale Arthur rodzi się zdrowy, a dla rodziców i rodzeństwa jest malutkim promyczkiem radości. 

Pisarka zwraca uwagę na to, że śmierć nie jest zaraźliwa, a człowiek w żałobie potrzebuje bliskości i gestów solidarności. Ale właśnie wtedy przyjaciele najczęściej milczą. Nie wiedzą jak zareagować i co powiedzieć, boją się dodatkowo zranić kogoś, kto i tak ma już serce w kawałkach, nie zdając sobie sprawy, że ranią właśnie swoją obojętnością. Anne-Dauphine powtarza, że wcale nie trzeba wielkich słów. Czasami wystarczy krótki mail lub sms świadczący o pamięci. Autorka przywołuje historię kobiety, od której po śmierci syna odwróciły się wszystkie przyjaciółki. Przestały dzwonić i zapraszać na spotkania, bo jej obecność stała się krępująca, wydawało im się, że czymś nieodpowiednim byłby plotki i żarty w towarzystwie matki, która straciła dziecko. A ona nie pragnęła niczego innego poza powrotem do normalności, wyjściem na kawę, czy na zakupy, które odciągnęłyby ją od ponurych myśli. Dziewczyny oblały najważniejszy test przyjaźni i tylko pogorszyły sytuację osieroconej matki. 

„Wyjątkowy dzień” to szczera i wzruszająca opowieść matki, która doświadczyła największej - tragedii śmierci swojego dziecka. Dodatkowo swoją historią autorka przełamuje pewne tabu, milczącą ścianę żałoby, bo osieroceni rodzice mają prawo mówić o swojej stracie. Ale mają też prawo do dalszego życia i szczęścia, choć przecież wiadomo, że nic nigdy nie wynagrodzi im utraty dziecka. Już w pierwszej książce Anne-Dauphine udowodniła, że ma niezłomny charakter, potrafi z uśmiechem na twarzy opiekować się umierającymi córeczkami, prowadzić normalny dom. Thaïs umarła, ale Azylis wciąż żyje, choć jej mama zdaje sobie sprawę, że dziewczynka ma przed sobą mniej czasu niż inne, zdrowe dzieci. Mimo wszystko nie załamuje się, bo wie, że w życiu tak naprawdę chodzi tylko o miłość. A tego akurat w rodzinie Julliandów nie brakuje. 


 ***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!

16 komentarzy:

  1. ojej...smierc dziecka to najgrosze co moze sie zdarzyc - jesli mowa jest o smierci osob bliskich. Dziecko powinno chowac rodzicow nie ianczej. Ciezko z tym zyc, ale jak widac mozna nawet o tym napisac ksiazke. I teopuszczenie przez spolecznosc - eh smutne. Zapewne jest to wzruszajaca powiesc z cyklu :wyciskaczy lez. Ciesze sie, ze mialam okazje przeczytac to i owo tutaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Ślady małych stóp na piaski" i też bardzo poruszyły. Z przyjemnością sięgnę po kontynuację tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wyobrażam sobie ile ładunku emocjonalnego zawarto w książce...

    OdpowiedzUsuń
  4. mam książkę "Ślady małych stóp.." - dostałam ją w prezencie na 30 urodziny i jak tak ją przejrzałam i przeczytałam to, co jest z tyłu oraz to co Ty piszesz, to poczułam się tym prezentem dotknięta. Bo dostałam go od koleżanki której żaliłam się, że w pracy mam tak jak mam, a ona mi pewnie w odpowiedzi na to dała książkę, żeby pokazać, że są większe problemy, w trakcie których można znajść uśmiech. Sorry, ale wyszło słabo - nie cierpię jak ktoś mi daje do zrozumienia że są osoby co mają gorzej i potrafią się cieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, nie czytałam "Sladów" a mam tę książkę, przeczytam ją, ale boję się, że nie obiorę ją tak mocno jak powinnam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja się boję, że odbiorę ją zbyt mocno :( a to jest ostatnia rzecz której mi teraz trzeba

      Usuń
  6. Dobrą, przeszywającą książką w temacie straty dziecka, jest też "Cień mojego dziecka" Thomese z Czarnego...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam przed sobą "Ślady małych stóp na piasku", kupiłam ją w tym miesiącu i w najbliższym czasie przeczytam... "Wyjątkowy dzień" także muszę przeczytać, już wiem, że znajdzie się w moim koszyku w trakcie marcowych szaleństw książkowych... Piękna recenzja... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niewątpliwie takie książki są potrzebne. Uważam, że mogą być pomocne rodzinom, których dotknęła tragedia. Oczywiście każdy przeżywa traumę na swój sposób, ale może cierpienie innych osób może dać jakieś wskazówki na dalsze życie. Ja osobiście stronię od takich książek odkąd mamy Tymka. Wszystko zaraz zaczynam sobie wyobrażać i dopada mnie strach i smutek.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam w planach tę książkę... Muszę ją jak najszybciej zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnio czytałam równie pozytywną opinię tej książki, także sądzę, że po nią sięgnę, mimo iż tematyka śmierci niesamowicie mnie przygnębia. W związku z czym będę musiała znaleźć na nią odpowiedni moment...

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka jest już w drodze do mnie... Sama straciłam dziecko i wiem z jaką traumą się to wiąże. Nie wiem czemu wciąż powracam do takich przejmujących książek...

    OdpowiedzUsuń
  12. Siostra mojej współlokatorki zmarła w zeszłym roku- miała zaledwie siedemnaście lat i w ciągu dwóch miesięcy dopadł i wyniszczył jej organizm rak. Za każdym razem, kiedy spotykam ich mamę zastanawiam się, jak ona dała radę przeżyć coś takiego i nie załamać się... bardzo chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. no ja nie wiem czy taką książkę bym dała komuś kto stracił dziecko, to tak jak dać książkę komuś po amputacji o kimś kto stracił kończynę, ja jak szukałam pracy i byłam smutna dostałam durną książkę o bezrobotnej kobietce co miała super przygody i perypetie niczym typowa kretynka i wcale to nie było dobre :( Także trzeb auważać z takimi prezentami.

    OdpowiedzUsuń
  14. Uważam, że dalsze życie po stracie może być nawet trudniejsze niż sama strata... Tak, ważne by nauczyć się żyć z bólem i pielęgnować pamięć o osobie, która odeszła.

    OdpowiedzUsuń
  15. O jej :( Ta historia jest taka smutna... Koniecznie muszę się rozejrzeć za pierwszą częścią. Dla mnie najtrudniejsze było zmaganie się ze śmiercią Dziadka i kuzyna, którzy zmarli w tym samym roku w odstępie trzech miesięcy. To był wielki ból, nie wyobrażam sobie żegnać mamy, taty, babci, Karola, siostry ani swojego dziecka...

    OdpowiedzUsuń