poniedziałek, 16 lutego 2015

Zadziwiająco nudne reportaże



tytuł: Absurdy PRL-u
autor: Piotr Lipiński, Michał Matys
wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN
rok wydania: 2014
ilość stron: 320

moja ocena: 4/10

Nie pamiętam PRL-u, długich kolejek, braku towarów w sklepach. Wszystkie historie z tamtego okresu znam ze wspomnień bliskich mi osób. Właściwie więcej w tych opowieściach szczęścia i radości, niż narzekania na biedę i trud życia codziennego, ale w końcu rodzice i ich znajomi byli wtedy młodzi i zakochani, więc inaczej patrzyli na świat. Chcąc poznać bardziej „społeczną” stronę peerelu sięgnęłam po tom „Absurdy PRL-u” Piotra Lipińskiego i Michała Matysa.

W swoich tekstach autorzy wracają do szarych, brudnych i szorstkich lat komuny rozpoczynając tom reportażem o papierze toaletowym. No tak, szara rolka stała się poniekąd symbolem tamtych lat. I właśnie artykuły o symbolicznych „produktach” PRL-u lat są w książce najlepsze. Pani Walewska, Brutal, czekolada Wedla, syrenka i Pewex nadal żyją w świadomości przeciętego obywatela, a ich marki są już kultowe (w Internecie można kupić fajne gadżety stylizowane na te peerelowskie). Autorzy śledzą też historie ludzi – Włady Bytomskiej, łódzkich włókniarek, junaków, cinkciarzy, aferzystów i innych. Lipiński i Matys nie tylko przytaczają fakty, ale też grzebią w przeszłości, badają przyczyny i doszukują się sensu w całym tym absurdzie. Szkoda tylko, że ich teksty są zwyczajnie... nudne.

Przeczytałam w życiu trochę reportaży, wciąż za mało, ale jednak mam pewne oczekiwania wobec tego gatunku, dlatego teksty autorów dość mocno mnie rozczarowały. Dlaczego? Otóż Wszystkie reportaże przypominają zwyczajne artykuły z prasy codziennej. Brak w nich czegoś intrygującego, zagadkowego, czy choćby zabawnego. Ot, zwykłe teksty do przeczytania i zapomnienia. Może materiał zebrany przez autorów sprawdził się lepiej jako program nagrany na potrzeby telewizji (nie oglądałam, więc trudno mi oceniać), ale wersja papierowa jest raczej nijaka. Przeczytanie całości na raz okazało się dla mnie zbyt wielkim wyzwaniem. Książkę męczyłam długo (a gruba nie jest), bo czytałam kolejne reportaże w kilkudniowych odstępach. Dobrnęłam do końca raczej z poczucia obowiązku niż ciekawości. 

Po „Absurdach PRL-u” spodziewałam się interesujących tekstów podanych w lekkiej, może nawet komediowej formie. Książka Lipińskiego i Matysa okazała się poważną, ciężką, a momentami przytłaczającą lekturą. Jestem pewna, że reportaże zawarte w tomie znajdą swoich zwolenników, szczególnie wśród wielbicieli peerelowskich motywów. Niestety jako fanka gatunku czuję się znużona i zawiedziona, a o samej książce pewnie nie będę zbyt długo pamiętać.


***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Marty i Domu Wydawniczego PWN!

http://www.dwpwn.pl/

18 komentarzy:

  1. Jako, że troszkę pamiętam PRL, to muszę przyznać, że oczekiwałabym po książce właśnie czegoś trudnego, bo takie były czasy - nic zabawnego ani śmiesznego rodem z filmów Barei.

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę się trzymać z daleka, skoro są nudne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednak nie dla mnie. O tych czasach wolę słuchać od starszych osób z mojej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Reportaże czytam rzadko, te nudne już wybitnie. ;P Dlatego temu tytułowi mówię zdecydowane: nie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, a tak liczyłam na tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś jednak sięgnę. Trochę pamiętam z lat dziecinnych i przyznam, że śmiesznie rzeczywiście było (tak jak pisze pani Dominika) tylko w filmie...

    OdpowiedzUsuń
  7. mam wrażenie, że PWN się psuje... ja o PRLu też wiem tylko z opowieści, bo byłam za mała, no ale... poznam go bliżej raczej z innych źródeł niż ta książka

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo tak słabej oceny z ciekawością zajrzę do tej książki. Myślę, że mój sentymentalizm pozwoli mi przymknąć oko na niedoskonałości, o których piszesz. Ja dorastałam w tej epoce i pewnie inaczej odbiorę tę książkę, niż ktoś, kto poznał PRL z drugiej ręki. Szkoda tylko, że autorzy nie potrafią zaciekawić i zachęcić do czytania ludzi młodych, bo jednak to były ciekawe czasy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, sporo fajnych książek o PRL jednak jest. Tak na szybko to najlepiej wspominam książkę duetu Kuroń/Żakowski "PRL dla początkujących". Jest też sporo ciekawych zbiorów reportaży z epoki, na przykład Szejnert "My, właściciele Teksasu". Dla tych zaś, którzy nie chcą nostalgii za tymi czasami dobra jest książka Krzysztofa Masłonia "Bananowy song", w której autor rozprawia się z mitami o tym, jak było fajnie i zabawnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie spodziewałam się tak niskiej oceny. A zapowiadało się tak ciekawie..

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda. Reportaże nie mogą być nudne. Po prostu nie mogą... mają ciekawić, wciągać, poruszać.
    Chyba trzeba poszukać innej książki o PRL-u;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię reportaże i to bardzo, szkoda, że te okazały się być nudne :(

    OdpowiedzUsuń
  13. PRL też znam tylko z opowiadań, raczej mnie nie ciągnie by czytać o tym okresie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też nie pamiętam PRL-u i znam ten okres raczej z opowieści. Dlatego też ciekawią mnie takie pozycje, ale "Absurdy..." będę omijać.

    OdpowiedzUsuń
  15. Normalnie dodatek "Absurdy" przyciągnąłby mnie do książki, ale w tym wypadku chyba zaważyła Twoja niska ocena, więc nie będę szukać tej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Będę omijać. Nie ma nic gorszego, niż nudne reportaże. Co do wyglądu bloga - pięknie!!! :))

    OdpowiedzUsuń
  17. Uwielbiam PRL, choć więcej pewnie pamiętam z opowiadań, tak jak Ty. Mnie to przytłoczenie pewnie by nie zniechęciło, a komedii z czasów PRLu i tak jest sporo, więc chętnie sięgnę kiedyś po Absurdy :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie ma to jak porównanie książki do papieru toaletowego ;)

    OdpowiedzUsuń