wtorek, 24 lutego 2015

W Miasteczku Ostatnich Westchnień



W pierwszej chwili powieść Grzegorza Gortata „Miasteczko Ostatnich Westchnień” skojarzyła mi się z „Księgą cmentarną” Neila Gaimana. W obu przypadkach spokój nieboszczyków zostaje zakłócony przez pojawienie się między nimi  nieproszonego gościa. Stworzenia, które nie ma prawa przebywać wśród zmarłych. A jednak poczciwe duszyczki decydują się otoczyć opieką małego przybysza i wychować go po swojemu. U Gaimana chłopczykiem zajęli się mieszkańcy pobliskiego cmentarza, natomiast u Gortata sprawa jest bardziej skomplikowana, bo niemowlę trafia do zaświatów zamieszkiwanych przez... zwierzęta.

Miasteczko Ostatnich Westchnień jest krainą umarłych zwierząt, miejscem przejściowym, w którym wszystkie duszyczki mogą odzyskać spokój i zdecydować o swoim dalszym, pośmiertnym losie. Wyjścia są dwa – droga do Nieba lub powrót na ziemię w skórze człowieka. Opcja druga raczej nie wchodzi w grę, bo zmaltretowane za życia, doświadczone przez okrutnych ludzi zwierzaki, nie chcą dzielić ludzkiego losu. Ból i żal jest zbyt wielki. Kiedy w Miasteczku pojawia się ludzkie szczenię mieszkańcy są przerażeni. Najprostszym rozwiązaniem byłoby pozbycie się malca, w końcu ludzie nie mieli dla nich litości, więc oni nie mają żadnych powodów, żeby okazać miłosierdzie młodemu. Ale przecież to tylko dziecko. Do tego małe i bezbronne.

O ostatecznym losie chłopca decyduje czarny pitbull Raben, który staje się opiekunem i przewodnikiem dziecka. Czas szczęścia i beztroski znów wraca do Miasteczka, ale wraz z upływem kolejnych lat malec dorasta i zaczyna zauważać, że znacznie różni się od swoich przyjaciół. Pojawiają się niewygodne pytania o różnice, tożsamość i pochodzenie. Mieszkańcy Miasteczka głupi nie są, ale nie bardzo wiedzą jak wybrnąć z całej sytuacji. Obecność chłopca znów zaczyna być kłopotliwa, bo trzeba podjąć decyzję, której wszyscy się obawiają. Najwyższa pora, żeby dzieciak wrócił do swojego świata.... 

Wspomniałam na początku, że „Miasteczko Ostatnich Westchnień” skojarzyło mi się z „Księgą cmentarną”. Pamiętam, że powieść Gaimana nie zrobiła na mnie wrażenia. Przeczytałam bez większych emocji, a szczegóły już dawno uleciały mi z pamięci. Za to proza Gortata przykuła moją uwagę od samego początku, a historie zwierząt zmiażdżyły mi serce. Jak dla mnie cała fabuła mogłaby być zbudowana z tragicznych opowiastek mieszkańców Miasteczka. Ale literatura dla dzieci rządzi się innymi prawami, dlatego w pewnym momencie akcja powieści przyspiesza i nabiera kreskówkowego charakteru. 

„Miasteczko Ostatnich Westchnień” to piękna, wzruszająca i wartościowa powieść, która uwrażliwi małych czytelników na problem znęcania się nad zwierzętami. Najlepsze jest to, że każdy zwierzak przemawia własnym głosem, dzieli się swoja historią w sposób taktowny i delikatny, tak żeby nie przerazić dzieci za bardzo. To dorosły czytelnik w pełni rozumie grozę płynącą z opowieści mieszkańców Miasteczka. Co ważne Grzegorz Gortat oddziela grubą kreską dobro od zła, więc dzieci nie będą miały problemu z opowiedzeniem się po odpowiedniej stronie. 

Mogłoby się wydawać, że powieść Gortata jest mroczna i smutna, ale to wcale nie tak. Klimat „Miasteczka….” kojarzy mi się z filmami Tima Burtona. Wszechobecną szarość rozświetlają iskierki humoru, a charakterystyczni bohaterowie trafiają prosto do serc czytelników. Mniej więcej od połowy fabuła nabiera tempa, nastrój zmienia się diametralnie, a szybka akcja zaczyna dominować nad melancholią. W powieści zabrakło mi zagłębienia się w psychikę ludzkich postaci, wyjaśnienia motywów ich postępowań, poszukania korzeni zła. Wytłumaczenie, że ktoś jest zły, bo tak, bez powodu, jest żadnym wytłumaczeniem. Dorosły może dorobić sobie własną wersję, ale z perspektywy dzieci niektóre wydarzenia powinny być bardziej czytelne i dopracowane. 

Mimo kilku niedociągnięć „Miasteczko Ostatnich Westchnień” uważam za bardzo dobrą powieść dla czytelników w każdym wieku, a może nawet bardziej dla dorosłych niż dzieci. Jestem wrażliwa na wszelkie opowiastki o zwierzętach, dlatego powieść Gortata przeczytałam z przejęciem i niesłabnącym zainteresowaniem. Zachwycił mnie burtonowski klimat Miasteczka i nadal trochę mi żal, że autor tak łatwo z niego zrezygnował na rzecz kreskówkowej akcji. Mimo wszystko pierwsze spotkanie z prozą Grzegorza Gortata uważam za bardzo udane i z przyjemnością sięgnę po inne tytuły z serii „Lepiej w to uwierz!”.

***
tytuł: Miasteczko Ostatnich Westchnień
autor: Grzegorz Gortat
wydawnictwo: EZOP Agencja Edytorska
rok wydania: 2014

13 komentarzy:

  1. I kolejna seria warta przeczytania, może nie w najbliższym czasie, ale zapamiętam tytuł, skoro warto poznać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli moje pierwsze skojarzenie z horrorem nie było takie bezpodstawne;) Ale ostatecznie okazało się, że to inna lektura. Bardziej wyjątkowa;) Ciekawe, jak wypadłoby "Miasteczko..." gdyby zająłby się nim właśnie Tim Burton;)
    Choć rzeczywiście wypadałoby bardziej zająć się psychologią niektórych postaci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi też skojarzyło się z Burtonem ;) Ezop wydaje dobre książki dla dzieci, więc wierzę, że i ta może się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo, iż uwielbiam Burtona i Gaimana, to ta pozycja wydaje mi się być trochę... Dołująca? Smutna? Przygnębiająca?

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię Gaimana, więc te początkowe skojarzenia z jego książką mnie zachęciły. ;) Odstrasza natomiast druga osoba, której twórczość przywołujesz, czyli Burton; nie przepadam za jego filmami (zwłaszcza tymi nowymi).

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie z fabuły wyczułam, że klimat jest mroczny, dziwne, że tak nie jest :D Ale widać, że książka jest mądra i z przesłaniem. Będę ją miała na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miejmy nadzieje,że autor w kolejnych dziełach dopracuje to co jest do dopracowania. Tymczasem bardzo chętnie podchodzę do tej pozycji, ponieważ od bardzo dawna mam ją na swojej liscie. Miałam ostatnio nawet ją kupić, ale została zdominowana przez inne pozycje. Trochę smuci mnie to, że autor zrezygnowałam z tego specyficznego klimatu, no ale cóż.. Może chociaż zasmakuje jego namiastki. Porównanie do prozy Gaimana skutecznie powinno zachęcić tych, do których kierowana jest ta pozycja ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Postaram się poznać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciągle jeszcze nie poznałam Gaimana. Twoja rekomendacja dotycząca książki Gortata zupełnie mnie przekonuje. Jestem mocno zaintrygowana tą pozycją!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedyś już zastanawiałam się nad tą książką, teraz już wiem co przeczytam w weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie powiem, zapowiada się interesująco ;)

    OdpowiedzUsuń