czwartek, 12 lutego 2015

W krainie wiecznego śniegu

tytuł: Białe. Zimna wyspa Spitsbergen
autor: Ilona Wiśniewska
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2014
ilość stron: 208 

moja ocena: 6/10

Uwielbiam zimę. Uwielbiam śliczny, puchaty i zimny śnieg. Świat wygląda wtedy jak ze snu, pies szaleje, jakby nie mógł nadziwić się temu dziwnemu czemuś pokrywającemu wszystko dookoła, a ja czasami zapominam, że pod tą skrzącą pierzynką znajduje się cokolwiek innego. Ale najbardziej lubię zimę za to, że mija. Wiem, że nie mogłabym żyć gdzieś, gdzie jest przez cały czas tylko zimno, albo cały czas tylko ciepło. Choćby dlatego podziwiam Ilonę Wiśniewską, która od kilku lat mieszka na Spitsbergen – największej wyspie norweskiego archipelagu Svalbard w Arktyce.

Autorka tomu „Białe. Zimna wyspa Spitsbergen” mieszka w Longyearbyen, czyli największym mieście na wyspie. Samo Spitsbergen to prawdziwy tygiel kultur, mieszanka narodowości i języków. Reportaż Ilony Wiśniewskiej to głos z samego serca wyspy, ze środka krainy wiecznej zimy, gdzie poza wszechobecnym śniegiem i mrozem ludzie muszą sobie radzić z ciemnościami nocy polarnej lub jasnością dnia polarnego. Płożenie geograficzne Spitsbergen i specyfika życia na wyspie kuszą i fascynują, a Ilona Wiśniewska okazuje się sympatycznym przewodnikiem. 

Autorka „Białego” ukrywa się za swoimi bohaterami i ich historiami. Jest jednocześnie obserwatorem, przyjacielem i sprzymierzeńcem mieszkańców wyspy i samego Spitsbergen. Świat, który wyłania się z kart jej reportażu jest trochę nierealny i baśniowy, a mieszkańcy wyspy przypominają nieszkodliwych wariatów, którzy z jakich przedziwnych powodów zadecydowali się na życie w tak ekstremalnym miejscu. A trzeba przyznać, że każda historia podsunięta przed Wiśniewską jest na swój sposób wyjątkowa i oszałamiająca.

„Białe. Zimna wyspa Spitsbergen” to dobry reportaż na przyzwoitym poziomie, napisany w lekkim i rozrywkowym tonie. Opowieść Ilony Wiśniewskiej jest ciekawa i wciągająca, ale czegoś mi w niej zabrakło. Książkę przeczytałam już jakiś czas temu i wiele szczegółów uciekło mi z pamięci, więc możliwe, że nie były warte zapamiętania. Brakowało mi osobistych historii autorki. Chciałabym wypytać ją o jej prywatną historię, a najbardziej o męża. Prawdopodobnie to tylko moje wścibstwo i babska ciekawość, ale wydaje mi się, że reportaż Wiśniewskiej wiele by zyskał, gdyby autorka zdecydowała się nadać mu osobisty ton.

9 komentarzy:

  1. hmm, no nie jestem przekonana :D Chyba się wstrzymam z tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja z kolei nienawidzę zimy i mogłabym żyć w kraju, gdzie jest wieczna wiosna :P
    Co do tej książki, ja podziękuje, nie lubię reportaży ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tego, że i mi coś zabraknie, boję się i ja. Zaczynałam Białe i jakoś nic mnie tam nie zatrzymało, a przecież to tereny bliskie memu zimowemu sercu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Reportaże rzadko czytam, bo jestem za leniwa żeby odnajdywać te, które są warte uwagi. Poprzez Twoją recenzje nabrałam chęci do przeczytania tego co dzisiaj proponujesz.
    P.S
    Też uwielbiam zime.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię zimy, ale czytać o niej w ciepłym domku mogę jak najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Matko! Czytałaś na Spitzbergenie??? ;) Książkę już obserwuję, czuję, że warto przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja lubię wszystkie pory roku :-) Do książki czuję się wstępnie zachęcona, za rzadko czytuje reportaże, ale kusi mnie fakt, że język jest stosunkowo lekki.

    OdpowiedzUsuń
  8. tez lubie zime pod warunkiem ze jest to zima nie piekna jesienio wiosna :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Tym razem nie jestem zbytnio zainteresowana. Nawet jeśli jakimś cudem znalazłaby się w moim posiadaniu, myślę, że z jej przeczytaniem zwlekałabym miesiącami. W tym przypadku śmiem stwierdzić, że to zupełnie nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń