wtorek, 17 lutego 2015

Panna na włościach, czyli czeski humor w najlepszym wydaniu

tytuł: Ostatnia arystokratka
tytuł oryg.: Poslední aristokratka
autor: Evžen Boček
wydawnictwo: Stara Szkoła
rok wydania: 2015
ilość stron: 254

moja ocena: 9/10

Jestem typem czytelniczej beksy, bo bardzo łatwo się wzruszam (częściej w książkach, niż w życiu). Nawet jeśli książka mi się nie podoba i w duchu przeklinam beznadzieją fabułę, to wystarczy, że umiera jakieś dziecko lub pies, a ja ryczę jak bóbr (nad psem zawsze, nad dzieckiem zazwyczaj). Za to literatura rzadko mnie śmieszy. Owszem bawią mnie różne historie, ale na palcach jednej ręki mogę wyliczyć tytuły, które sprowokowały mnie do głośnego śmiechu. Piszę to wszystko tylko dlatego, żeby zaakcentować wyjątkowość powieści Evžena Bočka „Ostatnia arystokratka”, która sprawiła, że przez kilka godzin płakałam... ze śmiechu!

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec 1996 roku. Mieszkająca w Ameryce rodzina Kostków odzyskuje swój rodowy majątek w Czechach, czyli zamek Kostka. Już pierwsze strony powieści, przygotowania ekscentrycznych Kostków do wylotu, wprawiają czytelnika w dobry nastrój i stają się zapowiedzią szalonej przygody, którą przeżyjemy razem z arystokratami. Nastoletnia Mary (obecnie Maria) i jej rodzice stają na progu podupadającego majątku i nie bardzo wiedzą w co się pakują. Matka, rodowita Amerykanka, ma obsesję na punkcie księżnej Diany i to na niej wzoruje swoje życie i świeżo nabyty tytuł hrabiny. Z kolei ojciec sfrustrowany brakiem pieniędzy, bo poza zamkiem nie odziedziczył żadnego skarbu, rozlicza swoich przodków z marnotrawienia rodowej fortuny, wchodzi w konszachty z panem adwokatem, który sam jest co najmniej podejrzany i kombinuje jak zarobić na turystach. Przecież nikt nie zamierza brudzić sobie rąk uczciwą pracą (wiadomo, szlachta nie pracuje), nie zdając sobie sprawy jakie kłopoty wiążą się z otwarciem zamku dla zwiedzających. 

Ale to jeszcze nie koniec intrygujących bohaterów, bo na miejscu Kostkowie zastają trzech prawdziwych dziwaków i indywidualistów, czyli mieszkańców i opiekunów majątku. Kasztelan Józef brzydzi się jakąkolwiek pracą, hołubi XIX-wieczną tradycję i sprzeciwia się otwarciu zamku dla turystów. Jego największym koszmarem jest wspomnienie ślubu Heleny Vondráčkovej, który odbył się na Kostce. Wspomniany ślub jest za to najpiękniejszym wspomnieniem gospodyni - pani Cichej, która lubi sobie golnąć, dlatego na zamku nie brakuje trunków wszelakiego rodzaju. Z kolei ogrodnik pan Spock to najprawdziwszy hipochondryk, który martwi się stanem swojego zdrowia, doszukuje się symptomów niechybnej śmierci, a swoje obawy wyraża w tekstach tworzonych przez siebie piosenek. 

Historię Kostków z Kostki poznajemy z pamiętnika osiemnastoletniej Marii, która jako jedyna sprawia wrażenie normalnej w całym tym szalonym towarzystwie. Dziewczyna jest trzecią Marią w rodzie. Dwie poprzednie nie dożyły dwudziestu lat (dotknięcie ich trumien może skończyć się zgonem), dlatego młoda arystokratka również powinna się spodziewać rychłej śmierci. A przynajmniej taki makabryczny chwyt marketingowy serwuje się turystom. Opowieść młodej arystokratki jest spokojna i wyważona, bo dziewczyna rzadko decyduje się na komentarze, raczej przytacza słowa innych mieszkańców Kostki. W rzeczywistości cała historia aż ocieka ironicznym humorem i drobnymi złośliwostkami, bo Maria nie zostawia na swoich towarzyszach suchej nitki (choć trzeba przyznać, że potrafi ich obgadać w kulturalny sposób). 

Evžen Boček serwuje czytelnikom prawdziwą jazdę bez trzymanki. Absurdalne wydarzenia, humor sytuacyjny, mnóstwo gagów i niekończące się żarty, choć sama sytuacja Kostków jest raczej trudna, niż śmieszna, prowokują do głośnego chichotu. Czesi nie lubią szlachty, ale czeski pisarz zerka na swoich bohaterów czułym okiem, akceptuje ich dziwactwa i pozwala, aby wychodzili z opresji obronną ręką. To prawda, że „Ostatnia arystokratka” spełnia głównie rolę rozrywkową, ale gdyby pokopać w niej głębiej, to pod powierzchnią humoru można doszukać się błyskotliwej satyry na rzeczywistość (nie tylko czeską), a w bohaterach powieści, jak w krzywym zwierciadle, dostrzec własne odbicie. Gdyby komuś nie spodobało się to, co zobaczy w lustrze, to zawsze może sobie golnąć likieru pani Cichej.

„Ostatnia arystokratka” sprzedała się w Czechach w nakładzie ponad 70 tys. egzemplarzy. Sukces powieści Evžena Bočka wcale mnie nie dziwi, w końcu nasi sąsiedzi jak nikt inny znają się na humorze i wszystko potrafią obrócić w żart. W trakcie lektury chichotałam tak często, że moja siostra dopytywała z czego się śmieję, jakby nie mogąc uwierzyć, że czytanie może być aż tak zabawne. Jednak dla mnie ważniejsze od wszystkich dowcipów okazało się to, że fabuła powieści jest sensowna i niesie ze sobą błyskotliwe przesłanie (co prawda trzeba trochę pogłówkować, żeby je dostrzec, ale chwali się, że Boček nie podaje wszystkiego na tacy), bohaterowie są wyraziści (nie potrafię zdecydować, czy bardziej polubiłam Józefa, czy pana Spocka), a ich perypetie może nie tyle wiarygodne, co prawdopodobne. 

„Ostatnia arystokratka” to kawał świetnie napisanej, lekkiej i zabawnej literatury, która, gwarantuję, rozbawi każdego czytelnika. A wiecie co jest najlepsze? A to, że Maria nie poprzestała na jednym pamiętniku i ręką Bočka napisała kontynuację, czyli „Arystokratkę w ukropie”! Drugą część chciałabym przeczytać już, teraz, natychmiast (!), ale będę musiała grzecznie poczekać na polską wersję. Już nawet opracowałam plan prześladowania wydawnictwa. Może dla świętego spokoju przyspieszą wydanie powieści?

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Mirosława i wydawnictwa Stara Szkoła!

http://stara-szkola.com/

17 komentarzy:

  1. Lubię takie książki tym bardziej, że mam podobnie rzadko mnie coś śmieszy, a ciągle wzrusza :) Także chętnie przeczytam. Ależ ta Twoja czeska kolekcja się pięknie prezentuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś lektura rozbawiła mnie do łez, a poprawa humoru byłaby mile widziana! W dodatku fakt, że Ty jesteś tak bardzo zadowolona z tej książki daje mi mocno do myślenia, podoba mi się fabuła, chętnie bym ją przeczytała! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Poluję na tę książkę. Poza tym brzmi jak świetny pomysł na film

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw Wielki Buk, teraz Ty - jak się bronić, kiedy podsuwacie taką perełkę?!
    Joly_fh ma rację, film byłby wspaniały :)
    PS Chciałabym adoptować półkę z pierwszego zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, taka książka strasznie by mi się przydała! :) Rzadko trafiam na rozśmieszające pozycje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekałam na Twoją recenzję i ogromnie cieszę się, ze książka okazała się hitem :))) Muszę ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, bo sobie ją zaplanowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To może z tego desperackiego pragnienia poznania dalszych losów arystokratki nauczysz się czeskiego? :))
    A poważnie – wiedziałam, że Ci się spodoba!

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż się chce czytać!
    Btw. Jak pięknie prezentuje się kolekcja!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wchodzę, patrzę, czytam.
    Nie dość, że książka fajna, to w dodatku z dumą mogę rzec - mam półkę bliźniaczkę :D
    Uściski (:

    OdpowiedzUsuń
  11. mmhmhm wydaje sie byc dobra pozycja :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Haha, może przyspieszą :D Zaintrygowałaś mnie. Też często się wzruszam podczas czytania (w życiu mamy odwrotnie :D), a rzadko udaje się mnie książce rozśmieszyć. Będę miała tę pozycję na uwadze :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawe, czy by i mnie rozbawiła, rzadko się to udaje, więc...

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię czeski humor w w filmie i teatrze, więc podejrzewam, że książka mogłaby przypaść mi do gustu :) Ale to kieeedyś... kiedyś... Jak tylko będzie czas na luźniejsze pozycje. Wydawnictwo Stara Szkoła miało świetny start!

    OdpowiedzUsuń
  15. To jest świetne! A przynajmniej tak przypuszczam, po tym co napisałaś:P Chętnie sama sięgnęłabym po taką powieść - i potraktuj to jako naprawdę coś dziwnego, bo nie przypominam sobie kiedy ostatnio miałam w rękach książkę z tej strony świata;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejku, czy wezwać karetkę? Bo coś mi się zdaję, że powyższa recenzja była napisana na jednym wdechu.
    Uwielbiam kawał nieudawanego kabaretu na kartach powieści, także pozycja dla mnie obowiązkowa!

    OdpowiedzUsuń