czwartek, 19 lutego 2015

Odziedziczona pustka



tytuł: Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne
autor: Mikołaj Grynberg
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2014
ilość stron: 304

moja ocena: 10/10

Przeczytałam niedawno „Szum”Magdaleny Tulli. Trudną i bolesną opowieść kobiety, której matka przeżyła wojnę i przeszła przez obozy koncentracyjne. Ocalała, ale wojna wyjałowiła ją z uczuć. Powieść Tulli została oparta na osobistych doświadczeniach autorki, ale „Szum” ma ewidentnie fikcyjny charakter. Może pisarka nie czuła się na siłach, żeby spisać swoją opowieść w formie non-fiction? Nie wiem i chyba nawet nie chcę wiedzieć. Nie mam prawa grzebać w cudzym życiu, wolę uszanować decyzję autorki. Książka „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne” Mikołaja Grynberga zawiera opowieści podobne do tych z „Szumu”. Różnica jest jednak diametralna, bo wszystkie rozmowy Grynberga to najboleśniejsza prawda.

Mikołaj Grynberg jest z wykształcenia psychologiem. Od ponad 20 lat zajmuje się fotografią. Kilka lat temu zabrał się za pisanie książek. Bo czasami trzeba coś zrobić i to jest silniejsze od człowieka. A przynajmniej ja tak to widzę. Grynberg jest też jednym z drugiego pokolenia ocalałych. W czasie wojny jego rodzice będąc małymi dziećmi przeszli przez getto, a ukochana babcia przeżyła Auschwitz. To od niej Mikołaj słuchał wojennych opowieści i powoli zaczynał rozumieć. Po śmierci babci, nazywanej przez wszystkich Perełką, zaczął obsesyjnie jeździć do Auschwitz. Z tych wyjazdów w 2010 r. powstał album „Auschwitz – Co ja tu robię?”. Wtedy usłyszałam o nim po raz pierwszy. Dwa lata później była książka „Ocaleni z XX wieku”, czyli reporterski debiut Grynberga. Teraz „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne” nie daje mi spokojnie żyć. Od kilku dni nic mnie nie obchodzi, bo nie mogę przestać myśleć o tym, co przeczytałam.

I te historie możesz komuś opowiedzieć?
Na przykład tobie. I tym ludziom, którym nie muszę opowiadać całego kontekstu, żeby mnie rozumieli.
Ale ja z tobą rozmawiam po to, by tę historię opowiedzieć właśnie tym, którzy jej nie znają.
Ja opowiadam tobie, a ty opowiedz innym, by nas zrozumieli.” (s. 203)

Autor i jego rozmówcy spotykają się w Izraelu, Ameryce i Polsce. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, to nie byłoby ich dzisiaj na świecie. Nie byłoby też dzieci, które poza genami odziedziczyły traumę obozów śmierci. Wyrosły otoczone wojennymi wspomnieniami lub zupełną ciszą. Ciszą, która raniła bardziej niż słowa. Żyją, bo po wojnie trzeba było sobie jakoś wszystko poukładać. Znaleźć pracę i męża, mieć dzieci, zbudować dom. O tym jaki ten dom był opowiadają ci, którzy w nim dorastali, a teraz sami sobie nie mogą poradzić z wojenną przeszłością rodziców. Ci, którzy o zło mieszkające z nimi oskarżają Auschwitz.

„Moje życie to ich życie. Czy mi się to podoba, czy nie.” (s.95)

Czasami zmieniają się role, bo rozmówcy zadają autorowi podobne pytania i dopytują o jego historię. Dzięki temu Grynberg staje się równoprawnych bohaterem swojej własnej książki. Myślę sobie, że gdyby z dziećmi ocalonych rozmawiał ktoś, kto nie niesie na swoich barkach tego samego ciężaru, to całość nie maiłaby takiej siły rażenia. Do wielu wywiadów pewnie wcale by nie doszło. Bo tak szczerze i otwarcie można rozmawiać tylko z bratem, z kimś, kto zna atmosferę ocalonego domu, rozumie złowrogą ciszę i wie, że nie wolno chorować i zawsze trzeba zjadać wszystko z talerza. I te dorosłe dzieci żyją rozdarte na pół. Kiedyś próbowali chronić rodziców przed przeszłością, a teraz próbują chronić własne potomstwo przed tym, żeby kolejne pokolenie nie musiało dźwigać tej samej traumy.

To co twoim zdaniem powinni zrobić ci, którzy przeżyli?
Albo zginąć w obozach, albo… Ja bym nie chciał po tym wszystkim żyć.” (s. 25)

W rozmowach Grynberga powracają te same pytania. Dlaczego zgodziłeś się porozmawiać? Kiedy dowiedziałeś się, że jesteś Żydem? Jacy byli twoi rodzice? Kochali się? Jesteś szczęśliwy? Masz dzieci? Każdy odpowiada zgodnie ze swoim sumieniem i wrażliwością, ale scenariusz jest często ten sam. Najsmutniejsze jest to, że na pytanie o miłość między rodzicami większość zaprzecza. Nie kochali się, ale mieli podobne doświadczenia, nie chcieli iść sami przez życie. Mieszkali razem, ale poza dziećmi nic ich nie łączyło. Tym samym pytanie o szczęście jest jakby nie na miejscu, bo odpowiedź nasuwa się sama, a każde kolejne zdanie to igła wbijana prosto w serce czytelnika. 

Zapewne Mikołaj Grynberg zredagował wszystkie rozmowy, wybrał najlepsze fragmenty, dopieścił całość tak, żeby miała nie tylko wartość reporterską, ale i literacką. A jednak w trakcie lektury ma się wrażenie, że autor przepisał nagrania rozmów i surowe teksty umieścił w książce. Dzięki temu emocje bohaterów automatycznie przeskakują na czytelnika, który na własnej skórze odczuwa mieszaninę strachu, wstydu, bólu i ulgi, że wreszcie może podzielić się swoją historią z kimś, kto go zrozumie. Kawał doskonałej roboty!

„Moja mama to była najmądrzejsza kobieta na świecie. Najmądrzejsza! Słuchaj mnie dobrze. Ja nie powiedziałam przyjemna, ja powiedziałam najmądrzejsza. Ojciec był zawsze taki miły. Przytulał, całował. Mama nigdy w życiu. Bardzo inteligentna, ale nigdy mnie nie dotykała. Mądrzy ludzie mi wytłumaczyli, że ona w czasie Holocaustu umarła w środku. Nic nie było dla niej ważne. Cały dzień tylko chodziła i czytała książki.” (s. 68)

Lektura „Oskarżam Auschwitz” przeorała mnie emocjonalnie i sprawiła, że nie mogę przestać myśleć o bohaterach Grynberga i o samym autorze też. Ta książka jest jednocześnie wspaniała i przerażająca, a zapisane w niej rozmowy tak mocne i sugestywne, że właściwie nie potrzebują dodatkowego komentarza. Nie mogę się otrząsnąć po lekturze, otwieram tom w przypadkowym miejscu i znów zaczynam czytać. Tylko do rozmowy z Gitlą boję się wrócić. Boję się słuchać o tacie, który w obozie był piplem, chłopcem gwałconym przez kapo. To chyba najkrótsza, najbardziej rwana rozmowa w całym tomie. Ale też, jeżeli wolno mi oceniać, najbardziej bolesna.

„To jest właśnie kwintesencja drugiego pokolenia. Nie ma do kogo się odezwać, bo wokół jest pusto. To jest mój Holokaust. Odziedziczona pustka.” (s. 99)

„Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne” to jedna z najważniejszych książek jakie czytałam w życiu. Przejmująca, wstrząsająca i straszna. Warsztatowo doskonała. I w pewien sposób tendencyjna, bo Grynberg wybiera do rozmowy tylko tych z nieszczęśliwych rodzin, odcina się zupełnie od szczęścia i  spokoju, a przecież takie powojenne domy też musiały istnieć. Wstęp Anki Grupińskiej jest dla mnie zbędny, bo nie wnosi nic konkretnego, a refleksja płynąca z lektury jest indywidualną sprawą każdego czytelnika. Ale to tylko takie nieistotne drobnostki, bo w ostatecznym rozrachunku „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne” to kawał znakomitej literatury faktu.

16 komentarzy:

  1. Oj coś czuję, że pozycja przypadła by mi do gustu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno ważna. Ja zwykle omijam tę tematykę, bo porusza mnie trochę inaczej niż inne podobne historie pisane na faktach. To pewna asekuracja z mojej strony, że celowo rozmijam się z tym tematem. Dla mnie może za trudnym. Choć z drugiej strony lubię książki, które mają siłę "przeorać" emocjonalnie czytelnika. Pewnie jeszcze kiedyś do niej dojrzeję...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam z zapałem wszelką literaturę obozową i wojenną. Wiem, ze ta książka zrobi na mnie równie mocne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze, to czuję pewien przesyt tą tematyką... aż głupio to pisać, ale tak niestety jest ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czuję, że to nie lada wyzwanie...

    OdpowiedzUsuń
  6. uuuula. ciezki temat, ale powinno sie i takie rzeczy wiedziec. moze pewnego dnia i mnie bedzie dane przeczytac ta ksiazke :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po takiej rekomendacji na pewno przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, czuję, że i mnie książka przeorałaby mnie emocjonalnie, ale chętnie bym ja przeczytała. Te historie po prostu trzeba poznawać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie tak przeorała proza Borowskiego. To powszechne zachowanie w wypadku obozów koncentracyjnych. Osoby, które przeżyły stają się wyjałowione z uczuć, zobojętniałe. Straszne

    OdpowiedzUsuń
  10. Może się zdziwisz, ale moje oczy się zaszkliły. Takie książki muszę znać. Mimo tego, co ze mną robią i jakie uczucia pozostawiają - muszę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Po takie recenzji nie pozostaje mi nic innego, jak kiedyś sięgnąć po tą pozycję :) Chociaż czuję, że długo nie mogłabym się po niej pozbierać emocjonalnie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Często sięgam po tego typu literaturę i mam nadzieję, że poznam książkę Grynberga. Uważam, że ważne jest, żebyśmy uświadomili sobie, jak bardzo Auschwitz zmieniło świat. A jeszcze piszesz, że to książka ważna - takich właśnie nam trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  13. Staram się co jakiś czas sięgać po obozową tematykę, chociaż zawsze jest to doświadczenie trudne i rozrywające serce. Jestem pewna, że "Oskarżam Auschwitz" przeczytam.

    OdpowiedzUsuń