sobota, 31 stycznia 2015

Życie w cieniu zegara


tytuł: Imaret. W cieniu zegara
tytuł oryg.: Ιμαρέτ: Στη σκιά του ρολογιού
autor: Yiannis Kalpouzos
wydawnictwo: Książkowe Klimaty
rok wydania: 2014
ilość stron: 536

moja ocena: 9/10

Pod względem czytelniczym nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego rozpoczęcia roku. Pierwsza książka i od razu takie zaskoczenie. Bo „Imaret. W cieniu zegara” greckiego pisarza Yiannisa Kalpouzosa to dzieło wybitne. I choć od tamtej pory przeczytałam już kilka innych tomów, to w głębi serca nadal roztrząsam historię przyjaźni dwóch niezwykłych chłopców.

Akcja powieści rozgrywa się w 1854 r. w greckiej Arcie. Tej samej nocy, po sąsiedzku, rodzi się dwóch chłopców – Grek i Turek. Liondos i Necip. W tym samym czasie zostaje zamordowany ojciec Lionidosa, po którym malec dziedziczy imię. Chłopcy dorastają razem, wykarmieni piersią przez matkę Necipa, stają się sobie bliżsi niż bracia. Początkowo ich przyjaźń traktowana jest na zasadzie zabawnej ciekawostki, bo nikt nie wierzy, że więź chłopców przetrwa kolejne niespokojne lata. Ale Necip i Lionidos cały czas trzymają się razem i wszystko wskazuje na to, że nikt i nic nie są w stanie zniszczyć ich przyjaźni.
„Miłość to koszula z ognia… – powiedział dziadek Ismael, zanim nas opuścił. – I tam, gdzie płonie, spalasz się i ty.”
Dziewiętnastowieczna Arta za panowania Turków jest bardzo niespokojnym miejscem. Na tej samej ziemi żyją wspólnie Grecy, Ottomani i Żydzi. Różne kultury, zwyczaje i wyznania zachowują swoją odrębność, a ludzie na co dzień żyją w cichej zgodzie i spokoju. Jednak wielka historia upomina się o swoje. Grecy walczą o przejęcie władzy nad tym terenem, dlatego co jakiś czas wybuchają mniejsze, bądź większe konflikty. Necip i Lionidos bawią się wspólnie z dwoma żydowskimi braćmi. Dla dzieci nie istnieją żadne bariery, a przyjaciele uczą się wzajemnej tolerancji i bez wahania chronią się nawzajem. Ich przyjaźń jest na tyle niezwykła, że z czasem zaczyna kłuć w oczy miejscowych. Ludzie coraz częściej patrzą na siebie wilkiem, zacierają się dawne sympatie, a nierozłączni, szanujący się wzajemnie chłopcy są jak wyrzut sumienia, który boli i irytuje. 

Yiannis Kalpouzos doskonale wyważył proporcje, dopuścił do głowy obu bohaterów, dzięki temu czytelnik poznaje historię przyjaźni obu chłopców z ich osobistych relacji. Narratorzy wymieniają się z każdym rozdziałem, komentują ze swojej perspektywy te same wydarzenia, albo dopowiadają ciąg dalszy. Ich opowieść jest niezwykle drobiazgowa. Przed oczami czytelnika wyrasta greckie miasteczko z całą swoja intensywnością, bogactwem smaków, zapachów i kolorów. Akcja toczy się powoli, ale dzięki niesfornym bohaterom w powieści przez cały czas coś się dziej, a odbiorca nawet nie zauważa kiedy zaczyna traktować chłopców jak bliskich swemu sercu przyjaciół. 

Grecki pisarz stworzył niesamowicie barwnych i charakterystycznych bohaterów. Co prawda to Lionidos i Necip grają w „Imarecie” pierwsze skrzypce, ale pozostałe postaci również rzucają się w oczy (szczególnie mądry dziadek Ismael, który nie odzywa się bez potrzeby), intrygują, wzbudzają sympatię, bądź niechęć. Patrzymy na nich oczami obu chłopców, ale Kalpouzosa tak to zręcznie rozegrał, że właściwie czytelnik może wyrobić sobie własną opinię na temat każdej postaci. Ważnym bohaterem powieści jest też sama Arta, czyli prawdziwy tygiel kultur oraz zamkowy zegar, który nie tylko odmierza czas, ale również czuwa nad miastem i jego mieszkańcami.
„Ale życie, jak zwykł mówić dziadek Ismael, może rzucić na kolana i dobić pięścią, ale zna swoje sposoby i na to, byś znowu powstał.”
W powieści Kalpouzosa nie ma nic spektakularnego. Akcja toczy się  powoli i spokojnie, ale  „Imaret. W cieniu zegara” hipnotyzuje i wciąga bez reszty. Greckie słonce rozleniwia, a miasteczko kusi swoim swojskim klimatem. Mistrzowsko poprowadzona narracja sprawia, że odłożenie książki na polkę sprawia niemal fizyczny ból. Całość, tak jak grecka mozaika, składa się z mnóstwa drobnych elementów. Każdy z nich jest wyjątkowy, ale dla mnie najlepsza była historia pierwszej miłości Necipa. W trakcie lektury tego fragmentu serce chciało mi wyskoczyć z piersi. Doskonały styl pisarza (brawa za tłumaczenie!) i wciągająca fabuła sprawiają, że „Imaret. W cieniu zegara” to literacka uczta na najwyższym poziomie. Wymagający czytelnicy z pewnością będą usatysfakcjonowani.
„- Daj mu pocierpieć. Na tym też polega życie.
- Życie to ból – skwitowałem.
- Wszystko składa się na życie. Co tylko powoduje, że czujesz, i co doświadcza swą siłą. Przemyśl to dobrze i dopiero potem mów.”

***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Alicji i wydawnictwu Książkowe Klimaty.
http://ksiazkoweklimaty.pl/


22 komentarze:

  1. Książka nie w moim guście, ale widzę na zdjęciu moją ulubioną świeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkryłam ją niedawno i też ją bardzo lubię :)

      Usuń
  2. Brzmi naprawdę ciekawie. Postaram się ją przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam dobre nastawienie do greckich autorów i czasem nawet ochotę na takie historie, jak ta tutaj... W ogóle nie wiem ile już razy byłam w Grecji i na greckich wyspach, więc cokolwiek związane z tym krajem biorę w ciemno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie byłam w Grecji, ale literatura grecka coraz bardziej mnie wciąga :)

      Usuń
  4. Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale bardzo mnie nią zaciekawiłaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Książkowe Klimaty nie mają nachalnego marketingu, więc ich książek trzeba poszukać, ale jeszcze żadna mnie nie zawiodła :)

      Usuń
  5. Ciekawa propozycja, jak ją spotkam to pewnie, że chętnie przeczytam, skoro tak Ci się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przekonałaś mnie do tej lektury, o której zresztą wcześniej nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkowe Klimaty są młodym i mało znanym wydawnictwem, ale w swojej ofercie mają same perełki:)

      Usuń
  7. Chętnie wproszę się na tę ucztę

    OdpowiedzUsuń
  8. Tobie i w Twój entuzjazm wierzę na słowo! Uwielbiam takie niespieszne narracje, to wyzwanie dla mnie:)
    Przy okazji widzę nową, "zimową" szatę bloga... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy "zimową", bo raczej zostanie ze mną na dłużej, ale może w upały też się sprawdzi :) A co do książki, to gwarantuję, że będzie Ci się podobać :)

      Usuń
  9. Tytuł oryginału nic mi nie mówi ;) I muszę przyznać, że gdy spojrzałam na zdjęcie, to pomyślałam, że ta książka ma z 800 stron. Na tyle mi wyglądała ;)
    Co do pozycji jestem pozytywnie nastawiona. Jak nadarzy się okazja, to z chęcią się z nią zapoznam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem cienka nie jest i w sumie długo się ją czyta, ale jest tak wspaniała, że mogłaby się nigdy nie kończyć :)

      Usuń
  10. A ja żadnego Greka jeszcze nie czytałem. Zmienić to? Pewno tak, ale jakoś się nie mogę przemóc, żeby po literatur.e z Południa sięgnąć.
    A zdjęcie lodzio-miodzio;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogłam, a "Grek Zorba" tak mnie kiedyś dobił, że zerkałam w stronę lit. greckiej niechętnie, ale kiedyś się przemogłam i to już kolejna grecka książka, która mnie zachwyca :)

      Usuń