niedziela, 11 stycznia 2015

Trzy zaskoczenia

Dziś będzie krótko o trzech książkach, które mnie bardzo zaskoczyły. Każda z innego powodu. Powieść „Love, Rosie” jest zakasująco beznadziejna, opowiadania z tomiku „Wakacje/ Możliwe, że odchodzimy” zaskakująco zwyczajne, a historie bohaterów z „Nie lubię kotów” zaskakująco smutne. Pierwszego tytułu radzę unikać (szkoda czasu i pieniędzy), a pozostałe dwa polecam, choć nadal zrozumieć nie mogę dlaczego teksty Balabána ni spodobały mi się bardziej.

tytuł: Love, Rosie
tytuł oryg.: When Rainbows End
autor: Cecelia Ahern
wydawnictwo: Akurat
rok wydania: 2014
ilość stron: 512

moja ocena: 3/10

Na lekturę „Love, Rosie” Cecelii Ahern skusiłam się po obejrzeniu trailera do ekranizacji. Film od razu zwrócił moją uwagę, a ponieważ wypadałoby najpierw przeczytać książkę, to zakup własnego egzemplarza był tylko kwestią czasu. Poza tym chwytliwy tytuł i okładka filmowa zrobiły swoje i już wkrótce stałam się szczęśliwa posiadaczką książki. Szczęście nie trwało jednak długo, wystarczyło tylko zacząć czytać...

Rosie i Alex przyjaźnią się od dzieciństwa. Udało im się stworzyć fajną relację, ale przez lata odepchnęli od siebie wszystkich znajomych i właściwie oboje nie mają innych przyjaciół. Sprawy zaczynają się komplikować kiedy Alex opuszcza rodzinną Irlandię i wraz z rodzicami przenosi się do Stanów Zjednoczonych, a Rosie zachodzi w nieplanowaną ciążę.

Historię Rosie i Alexa poznajemy z listów i maili. Pomysł ciekawy, ale na dłuższą metę męczący. Sama fabuła jest może niezła, ale związek przyjaciół trochę bzdurny. Od początku wiadomo, że on kocha ją, a ona jego, ale nie mogą być razem z rożnych powodów. To tak jak z Rachel i Rossem w „Przyjaciołach”. Kłócą się, godzą, przyjaźnią, nienawidzą, a i tak wszyscy wiedzą jak to się skończy. W końcu tęcza w tytule zobowiązuje. Męczyłam się okropnie w trakcie lektury, właściwie jak najszybciej chciałabym zapomnieć, że w ogóle czytałam ”Love, Rosie”. 

Niepotrzebnie nakręciłam się na lekturę, oczekiwałam wzruszeń i spektakularnej historii miłosnej, a wystarczyło trzymać się pierwszej wersji tytułu, żeby uniknąć rozczarowania. No bo powiedzmy sobie szczerze, że nigdy nie sięgnęłabym po książkę, która ukazała się pod tytułem „Na końcu tęczy”. Eh, sama jestem sobie winna i mam nauczkę na przyszłość, szkoda tylko, że zmarnowałam czas (o pieniądzach nie wspomnę, bo chciałam, więc kupiłam), który mogłam poświęcić na lepszą powieść. 


tytuł: Wakacje/ Możliwe, że odchodzimy
tytuł oryg.: Prázdniny / Možná že odcházíme
autor:  Jan Balabán
wydawnictwo: Afera
rok wydania: 2011
ilość stron: 224

moja ocena: 6/10

Jana Balabána poznałam przy okazji genialnej powieści „Zapytaj taty”, której lekturę przeżywałam każdą cząstką serca. Liczyłam, że tomik zawierający opowiadania Balabána przypomni mi tamte emocje i rozdrapie stare rany. Okazało, że teksty zawarte w „Wakacje/ Możliwe, że odchodzimy” są dobre, ale nie mają takiej siły rażenia. 

„Wakacje/ Możliwe, że odchodzimy” to połączenie dwóch zbiorów opowiadań. W ponad trzydziestu tekstach (te z „Wakacji” są bardzo króciutkie) Balabán opowiada historie zwyczajnych mieszkańców Ostrawy. Ludzi samotnych, smutnych, nieszczęśliwych, zagubionych, pozbawionych jakiejkolwiek nadziei. Ich życie jest szare, bure, byle jakie. Brudna codzienność, która nie ma w sobie nic z romantyzmu. 

Doceniam oszczędny styl czeskiego pisarza, precyzyjne zdania bez żadnego zbędnego słowa, melancholię sączącą się z każdej strony. A jednak czegoś mi w tych opowiadaniach brakuje, choć przecież jest w nich wszystko, co najbardziej kocham w literaturze. Prawdę mówiąc jest mi bardzo przykro, że proza Balabána nie powaliła mnie na kolana. W trakcie lektury powinnam jednocześnie płakać z rozpaczy i zachwytu, a jednak przeczytałam całość bez większych emocji. Coś nie zagrało, ale usilnie doszukuję się winy w sobie.


tytuł: Nie lubię kotów
autor: Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
rok wydania: 2014
ilość stron: 416 

moja ocena: 7/10

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak jest jedną z niewielu autorek, których książki biorę w ciemno. Co prawda nie wszystkie jej powieści mnie zachwyciły, ale trudno odmówić pisarce wrażliwości i talentu, a to połączenie lubię najbardziej. Tym razem pisarka wzięła pod lupę współczesnych trzydziestokilkulatków z dużego miasta, którzy pozornie wiodą udane i szczęśliwe życie. 

W powieści „Nie lubię kotów” losy sześciu bohaterów przeplatają się wzajemnie, a każda kolejna historia uzupełnia poprzednią. Wojtek, Malina, Karolina, Daniel, Dagmara i Konrad mają świat u swych stóp. Żyją w pięknych mieszkaniach, robią zawrotne kariery, nie muszą liczyć się z pieniędzmi, ale każde z nich idzie na łatwiznę. Ich wnętrza są zimne i puste, tłumią w sobie wielkie uczucia, bo role, w które weszli są wygodne i bezpieczne. Nie chcą ryzykować, bo świat, który budowali z takim mozołem może runąć w każdej chwili. 

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak napisała przerażająco smutną powieść o ludziach bez właściwości, o egoistach, którzy zachowują się jak wypchane trocinami kukiełki, bez serc, dusz i emocji. I cóż z tego, że gdzieś wewnątrz czują ból i chęć do buntu, skoro nie potrafią znaleźć w sobie nawet iskry nadziei, bo przecież show must go on, nawet jeśli wszystko opiera się na kłamstwie. „Nie lubię kotów” czyta się szybko, a powieść wciąga od pierwszej strony. Lektura skutecznie psuje humor, ale jest też swego rodzaju ostrzeżeniem, żebyśmy za żadną cenę nie dopuścili do wyjałowienia własnego życia.

67 komentarzy:

  1. A to mnie zasmuciłaś... Mam ,,Love, Rosie" i miałam ją zamiar niedługo przeczytać..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam zamiar przeczytać...

      Usuń
    2. Dziewczyny, czytajcie! Może akurat Wam się spodoba :)

      Usuń
  2. Pierwsza i ostatnia nie są w moim guście, więc pewnie nie sięgnęłabym po nie, ale Balaban mnie zaskoczył w tym gronie. A może nawet nie zaskoczył, tylko zasmucił, bo to akurat bardzo chętnie bym przeczytała. Ale może u mnie by zagrało? Jeśli sprawdzę, podzielę się opinią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Balaban Cię zachwyci. Z całego serca polecam "Zapytaj taty", na tej powieści z pewnością się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  3. Zasmuciłaś mnie tym, że "Love, Rosie" jest taka bzdurna... mam właśnie ją otrzymać i teraz mój zapał trochę osłabł. Fakt, że nie gustuje w takich lekturach, ale tony pozytywnych recenzji mnie nakręciły. Podejdę do tej książki z dystansem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też właśnie, ale w trakcie lektury przypomniałam sobie, że nie lubię takich powieści i chyba już nic tego nie zmieni :) Mimo wszystko życzę przyjemnej lektury :)

      Usuń
  4. Kurcze a miałam chęć na Love Rosie ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Już od samego słowa ,,wyjałowienie" można dostać gęsiej skórki ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaskoczona jestem tak niską oceną "Love rosie", sama nie czytałam, ale inne książki autorki podobały mi się, natomiast pani Katarzyny czytałam jedną książkę "Upalne lato Marianny" - zachwyciła mnie, na tę również mam ochotę - mam nadzieję że wpadnie w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie przepadam za podobnymi książkami i gdyby nie ten nieszczęsny trailer, to za nic w świecie nie skusiłabym się na lekturę :)

      Usuń
  7. Nie czytałam książki Ahern, ale widziałam film, który też właściwie nie powala. Dużo lepszą i w sumie podobną historię napisał David Nicholls w powieści "Jeden dzień".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jeden dzień" czytałam i mi się podobał :) Tym filmem trochę mnie zmartwiłaś, bo jednak się spodziewałam, że twórcy przerobią tą marną historyjkę w fajną obyczajówkę :)

      Usuń
  8. To może masz ochotę się wymienić na Love, Rosie? :) Mimo wszystko chciałabym przeczytać, link do mojej półki:
    http://lubimyczytac.pl/polka/744473/sprzedam-wymienie/miniatury/1
    W razie czego napisz mi wiadomość prywatną na LC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety książka już znalazła nową właścicielkę :)

      Usuń
  9. Mogę wypowiedzieć się wyłącznie o ekranizacji "Love, Rosie". Może nie jest to film odkrywczy, ale zrobił na mnie lepsze wrażenie niż książka na Tobie :)
    Na zimny styczniowy wieczór film jest idealny. I bardzo ładny w obrazku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar obejrzeć :) Najdziwniejsze jest to, że nie lubię książek tego typu, ale filmy już tak :)

      Usuń
  10. Mnie nigdy nie ciągneło do "Love, ROsie", pomimo popularności jaką cieszy się ta ksiażka. Natomiast chętnie zapoznam się z powieścią pt. "Nie lubię kotów", gdyż jej zawartość bardzo mnie zachęca :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Co do "Love, Rosie" miałam wielkie oczekiwania. Miałam, gdyż czuję się naprawdę zniechęcona. W takim razie sięgnę po film... Może ekranizacja wzbudzi we mnie jakieś pozytywne emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie lepszy od książki :) Obejrzę, to porównam :)

      Usuń
  12. Intryguje mnie "Nie lubię kotów" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie powieść warta przeczytania :)

      Usuń
  13. O nie! Chyba nie widziałam jeszcze tak niskiej oceny Love, Rosie. O_o A ta książka właśnie do mnie idzie (dobrze, że od wydawnictwa:P).
    A pozostałych dwóch raczej nie mam w planach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę miłej lektury i jestem bardzo ciekawa czy Ci się spodoba :)

      Usuń
  14. Czytałam jedynie "Zapytaj taty", które zrobiło na mnie duże wrażenie. Przyznam, że jakoś nastawiłam się na to, że teraz już po cokolwiek z Balabana nie sięgnę, będzie porównywalne. Trochę naiwne myślenie, wiem.
    Co do "Love, Rosie" się nie wypowiem, bo zupełnie nie moja działka literatury, ale widziałam w sieci, że książka cieszy się popularnością. Może przez film, skoro mówisz, że taki powstał.
    A "Nie lubię kotów" chcę przeczytać już od dłuższego czasu i w końcu przeczytam. Przeniosłam ten tytuł i kilka innych pozycji z nieudanego zeszłorocznego must read na ten obecny rok. Żeby mi nie zniknęły w niepamięci niezdobytych nigdy tytułów.
    Ściskam (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i naiwne myślenie, ale miałam tak samo :) Oczekiwałam porażającej lektury, a tu nawet dreszczyk mnie nie przeszedł. Ale, tak myślę, ze jeszcze kiedyś wrócę do tego tomu. Zazwyczaj pozbywam się z domu książek, które są średnie, żeby nie gracić sobie niepotrzebnie regałów, ale Balabana jakoś nie potrafię oddać :)

      Usuń
    2. A może to kwestia tłumaczenia? Nie wiem, kto tłumaczył opowiadania, ale tłumaczenie "Zapytaj taty" jest po prostu genialne.

      Usuń
    3. Sprawdziłam, faktycznie kto inny tłumaczył obie książki, ale tłumaczenie "Wakacji" jest dobre, trudno mu zarzucać cokolwiek :)

      Usuń
  15. Wbrew pozorom lubię, kiedy lektura psuje humor :) Przynajmniej wiem, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie, dlatego właśnie przekonałaś mnie do sięgnięcia po powieść "Nie lubię kotów".
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. "Love, Rosie" tak słabo? A liczyłam, że to będzie całkiem przyjemna książka i przymierzałam się do zakupu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej wypożycz z biblioteki, co prawda nie czytałam innych książek tej autorki i nie mam porównania, ale moja przyjaciółka czytała i też słabo oceniła "Love, Rosie", więc chyba jednak szkoda wydawać pieniądze :)

      Usuń
  17. Opowiadania Balabana chciałabym przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym poznać Twoją opinie na ich temat :)

      Usuń
  18. O, tyle dobrego przeczytałam o książce Ahern, a u Ciebie taka słaba ocena. Ciekawa jestem coraz bardziej tej książki i tego, jak ja ją ocenię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez jestem ciekawa tego jak ją ocenisz :) Może to tylko ze mnie jest taka maruda :)

      Usuń
  19. Zainteresował mnie tytuł "Nie lubię kotów"- jak wiele jest niestety takich ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... Choć szczerze powiedziawszy ja nie znam takiego życia, jednak są jakieś plusy tego, że się pracuje za średnią krajową i nie można się zatracić w bogactwie :)

      Usuń
  20. Rzeczywiście, szkoda czasu poświęconego na "Love, Rosie". Ja na szczęście nie zamierzałam kupować tej powieści - niedawno przyszła do biblioteki, więc w razie czego mogłabym ją po prostu wypożyczyć. Ale chyba wolę inne lektury;)
    A jeśli chodzi o Katarzynę Zyskowską-Ignaciak, na razie poluję na "Upalne lato Kaliny".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tylko jedna jej książka trochę zawiodła, ale oba "Upalne lata" były rewelacyjne :) Bardzo czekam na kontynuacje, czyli pewnie "Upalne lato Gabrieli" :)

      Usuń
  21. Jestem zaskoczona oceną "Love, Rosie", bo spotkałam się z wieloma pozytywnymi recenzjami tej powieści. Jednak w zasadzie to dobrze, bo sięgając po tę książkę, nie będę spodziewała się czegoś wspaniałego, dzięki czemu nie poczuję ewentualnego zawodu, kiedy lektura nie przypadnie mi zbyt mocno do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jednak nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  22. Wahałam się nad "Love, Rosie", ale chyba sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może akurat Tobie by się spodobała :)

      Usuń
  23. Żadnej z książek nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Szkoda, że książka Ahern wypada tak słabo, natomiast cieszę się, że książki pani Ignaciak wyszła najlepiej w tym zestawieniu - muszę poznać tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki Pani Ignaciak zawsze dobrze wypadają we wszelakich zestawieniach, bo to zdolna pisarka jest :)

      Usuń
  25. A ja planuję przeczytać "Love, Rosie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że podzielisz zachwyt innych czytelniczek :)

      Usuń
  26. "Love, Rosie" beznadziejna :D O, jak to dobrze czytać! Nie lubię takich książek. Dwóch pozostałych nie znam. Zawsze jednak szkoda, jak zaskoczenie raczej negatywne. Byle takich jak najmniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie lubię, ale czasami coś mnie zaślepi i rzucam się niepotrzebnie na takie historie :)

      Usuń
  27. Myślałam, że Love Rosie będzie miłą lekturą. Dobrze, że tu zajrzałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla wielu była miłą lekturą, ale dla mnie okazała się niewypałem :)

      Usuń
  28. Mnie też Balaban rozczarował. Nie mogłem przekroczyć połowy. Bałem się nawet że coś ze mną nie tak, ale ciesze się że to nie tylko moje odczucia. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jednak! Uf, aż mi ulżyło, bo miałam wyrzuty sumienia z powodu tego Balabana :) Za to "Zapytaj taty" zwala z nóg :)

      Usuń
  29. dobrze, że tutaj trafiłam. z chęcią będę czytać Twoje wpisy, ponieważ piszesz bardzo rzetelnie, nie owijając w bawełnę. co do "Love, Rosie" tez wahałam się nad kupnem, jednak się powstrzymałam. dzięki Twojej opinii nie wiem, czy po nią sięgnę..może po obejrzeniu ekranizacji, lub znajdę gdzieś ją w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa i zapraszam jak najczęściej :)

      Usuń
  30. Przyznam, że bardzo zaskoczyłaś mnie opinią co do "Love, Rosie". Wszyscy zachwalają, no i przecież to Ahern, moja uwielbiana Ahern. A czytałaś coś jeszcze tej autorki? Ja mam kilka książek za sobą i pokochałam tę autorkę całym sercem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam i przypuszczam, że już nie przeczytam. Za bardzo się zraziłam, szkoda mi czasu na kolejne próby skoro tyle jest fajnych innych książek :)

      Usuń
  31. Mnie też zaskoczyłaś, bo spodziewałam się wyższej oceny tak chwalonej "Love, Rosie", a już na pewno nie sądziłam, że książka z kotami w tytule w tym zestawie okaże się najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Ty nie powinnaś się dziwić, że "kocie" książki są świetne :D

      Usuń