piątek, 23 stycznia 2015

Pocztówki z Afryki


tytuł: Zapiski nosorożca. Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki
autor: Łukasz Orbitowski
wydawnictwo: Sine Qua Non
rok wydania: 2014
ilość stron: 256

moja ocena: 6/10

Łukasza Orbitowskiego poznałam przy okazji powieści „Szczęśliwa ziemia”. Pisarz zaskoczył mnie wtedy nie tylko pomysłem na fabułę, ale przede wszystkim klaustrofobiczną i przerażającą atmosferą, którą stworzył. „Zapiski nosorożca”, czyli najnowsza książka Orbitowskiego, to coś zupełnie innego, choć nie mniej zaskakującego, niż wspomniana wcześniej powieść.

Sam pisarz twierdzi, że jego zapiski „są wyjątkowo długą pocztówką od faceta, który pojechał na krótkie wakacje”. Ośmielę się nie zgodzić, a raczej doprecyzować myśl autora, bo według mnie to cały komplet krótkich pocztówek z różnych afrykańskich miejsc. Spryciarz z tego Orbitowskiego, bo tym stwierdzeniem zatrzaskuje za sobą szufladkę z napisem „literatura podróżnicza”, a dzięki „pocztówkom” może sobie pozwolić na całkowitą swobodę. 

W rzeczywistości „Zapiski...” to nic innego, jak jego prywatne notatki, które w moim odczuciu prywatnymi powinny pozostać. Dlaczego? Ponieważ ich treść nie powala i nie wnosi nic konkretnego. Orbitowski pisze trochę o miastach, jedzeniu, przyrodzie, biedzie, ludziach. Autor posługuje się językiem potocznym, ironicznym, momentami wulgarnym. Nie brakuje zdań poetycko pięknych,  które, choć najlepsze, zupełnie nie pasują do całości.
„Za mapę Afryki Południowej zapłaciliśmy prawie sto euro, zresztą jebał je pies, bo nie bardzo wiemy, gdzie jesteśmy i dokąd winniśmy się kierować.” (str. 79)

„Kiedy John wskazuje nam miejsce do parkowania, nie uchodzimy dwudziestu metrów, a już czepia się nas jakiś chłopaczyna w czapce naciągniętej na uszy. Mówi, że zaśpiewa nam piosenkę o Soweto, co niestety czyni, pomagając sobie klaskaniem. Wręczamy mu jakieś drobne, żeby się odpierdolił.” (str. 259)
ALE (to „ale” niesie ze sobą nadzieję) na szczęście „Zapiski nosorożca” to nie tylko notatki z podroży, lecz także afrykańskie legendy spisane przez Orbitowskiego, przetworzone przez jego specyficzną wrażliwość i fantazję. Baśniowe opowieści przytoczone przez autora są rewelacyjne, przepełnione ludowością, magią i grozą. W trakcie lektury wyostrzają się zmysły, a wyobraźnia szaleje. Każdą legendę pochłania się tak łapczywie, że można się zadławić zachwytem. 

Wielka szkoda, że baśniowych historii jest w „Zapiskach nosorożca” tak mało. Gdyby tomik składały się z samych legend (mogłaby to być nawet cieniutka książeczka ozdobiona klimatycznymi ilustracjami), bez „pocztówek” z Afryki, to odbiór całości byłby zdecydowanie lepszy, a publikacja miałaby szansę zrobić taką samą furorę jak „Szczęśliwa ziemia”. Jestem pewna, że najnowsza książka Orbitowskiego znajdzie swoich zwolenników, szczególnie wśród wiernych fanów autora, ale mnie niestety nie powaliła.

Będę się upierać, że przygody dwóch turystów powinny pozostać ich prywatną sprawą, a afrykańskie perypetie mogłyby być opowiadane raczej na spotkaniach autorskich jako ciekawostki. Wówczas te wspominki miałyby swój urok i byłyby interesującym dopełnieniem afrykańskich baśni (gdyby takowe zostały wydane jako osobna publikacja). Cóż, w moim odczuciu notatki z kajecika pisarza i legendy nie współgrają ze sobą, jest między nimi zbyt duża przepaść jakościowa, dlatego w ogólnym rozrachunku „Zapiski…” wypadają średnio.

Zobacz również:
  ***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Oskara i Wydawnictwa Sine Qua Non!

20 komentarzy:

  1. Na początek - widzę zmianę nagłówka bloga :) Nigdy chyba nie wspominałam, że piękny masz ten tytuł... :)
    A co do książki... Orbitowski i taki temat? Już gdzieś o tej książce czytałam. Za autorem nie przepadam właśnie przez Szczęśliwą ziemię (nie pasuje mi jego styl). Chyba się nie pokuszę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj do nagłówka nadal się nie mogę przekonać, jeszcze coś będę kombinować :D
      A mi się "Szczęśliwa ziemia" bardzo podobała, choć mojej przyjaciółce już nie. Nie namawiam na "Zapiski...", lepiej poczytaj coś, co lubisz :)

      Usuń
  2. Nie miałam jeszcze okazji czytać nic Orbitowskiego, choć się przymierzam i zacznę chyba właśnie od tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo, że książka wypada średnio, to z chęcią bym po nią sięgnął. Kiedyś czytałem, w bardzo ładnym i starym wydaniu "Opowieści ludu Hausa" (taka afrykańska mitologia, zbiór mitów). Chętnie poszerzyłbym swoją wiedzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo za "Opowieściami..." rozejrzę się w bibliotece :)

      Usuń
  4. Hmmm, miałam wielką ochotę na tę książkę i przyznam, że mimo Twoich uwag dalej będę się za nią rozglądać :) "Szczęśliwej ziemi" nie znam, więc uniknę porównań :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy Ci się spodoba :D W sumie widziałam dużo pozytywnych opinii na temat "Zapisków..." więc mam nadzieję, że dołączysz do grona zadowolonych czytelników :)

      Usuń
  5. Uwielbiam książki o Afryce i zawsze chętnie po nie sięgam, ale tą sobie odpuszczę ;) Coś czuję, że wyjątkowo nie przypadłaby mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile zdążyłam już troszeczkę poznać Twój gust (w pewnym stopniu podobny do mojego :D), to wydaje mi się, że "Zapiski..." nie spodobałyby Ci się :)

      Usuń
  6. Ciekawa jestem tej książki, chociaż z tego co napisałaś wynika, że można się trochę rozczarować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesteś ciekawa, to czytaj :) Zawsze warto przekonać się na własnej skórze :)

      Usuń
  7. Ciekawa pozycja. Mam już na półce "Szczęśliwą ziemię", więc zobaczę jak się rozwinie ta przygoda:) Może sięgnę po następne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo ciakawam bardzo Twojej opinii o "Szczęśliwej ziemi" :)

      Usuń
  8. Też miałam okazję przeczytać "Szczęśliwą ziemię", ale myślę, że akurat po tą książkę Orbitowskiego nie sięgnę. Mam ochotę na inne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że te inne są lepsze, w końcu Orbitowski ma już swoją, mocną pozycję, którą sobie wypracował :)

      Usuń
  9. łoo nie wiedziałam, że są tu przekleństwa, to trochę ostudziło mój zapał, co do tej książki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są, niewiele, ale są. Nie jestem aż taka delikatna, żeby mnie przekleństwa w książkach oburzały, ale w tej są użyte zupełnie niepotrzebnie :)

      Usuń
  10. Uwielbiam Afrykę. Ten kontynent to w istocie moja pasja. Mogłabym godzinami przeglądać zdjęcia, czytać na temat tradycji i ciekawych miejsc, rysować wszystko co tylko łączy się z tym kontynentem.
    W związki z tym z ogromną chęcią sięgnę po powyższą książkę. Mam nadzieję, że mimo wszystko spędzę z nią miło czas ;)

    OdpowiedzUsuń