czwartek, 15 stycznia 2015

Na poprawę humoru przymierz sobie suknię ślubną

Niektórzy z Was już pewnie wiedzą, Kasia wie na pewno, że w sierpniu wychodzę za mąż. Termin ślubu coraz bliżej, więc mobilizacja pełna, stresów coraz więcej, ale też radości przybywa z każdym dniem. Wymyśliłam sobie, że od marca zacznę szukać sukni ślubnej, ale nie wytrzymałam i zaraz z początkiem stycznia ruszyłam na łowy.

Nie znoszę wszelakich sukienek i spódniczek, a w związku z tym noszę je zaledwie kilka razy w roku, zawsze z jakiegoś powodu. Dlatego też wizja sukni ślubnej wydawała mi się czymś abstrakcyjnym. Ja w sukience? I to jeszcze białej? Nie ma szans! A jednak! Udało mi się znaleźć mniej więcej wymarzony model w jednym z oświęcimskich salonów, oczywiście przez Internet, więc zapakowałam mamę i siostrę do samochodu i ruszyłyśmy zobaczyć to cudo. 

Pani z salonu okazała się przemiłą, serdeczną i pomocną osobą. Zanim zdążyłam się zorientować już stałam w przymierzalni, a pani Monika coraz mocniej zasznurowywała gorset. Zupełnie nie mogłam sobie wyobrazić (a wyobraźni mi nie brakuje) jak będę wyglądać w sukni ślubnej, ale jak pierwszy raz stanęłam na podeście przed gigantycznym lustrem (tak jak na amerykańskim filmie), to szczęka opadła mi do podłogi. Zrobiłam wielkie oczy jak z jakiejś mangi, a nad głową pojawiły się serduszka i gwiazdki. Pierwsza myśli? Wyglądam jak księżniczka Disneya! 

To nic, że sukienka była trochę za ciasna, a przez to ledwie mogłam oddychać. Nadal chce mi się śmiać z siebie na samo wspomnienie. Gdyby nie to, że prowadziłam samochód, to do domu wracałabym w podskokach, bo radość rozpierała mi serce, a co najlepsze ten stan utrzymywał się przez kilka dni. Nawet nie przypuszczałabym, że przymierzanie sukienki ślubnej okaże się najlepszym sposobem na poprawę humoru. 

Początkowo planowałam wypożyczyć używaną sukienkę, ale tą moją jedyną, wymarzoną i idealną suknię, którą mierzyłam już w innym terminie i innym sklepie, można tylko kupić. Ale tak sobie myślę, że może warto mieć taki pocieszacz w szafie? :-)

PS
Mam nadzieję, że nie znudziła Was moja sukienkowa historyjka, ale musiałam się tym z Wami podzielić. Rozpierająca energia mi kazała. Do sierpnia mam jeszcze trochę czasu i coś czuję, że na blogu pojawi się jeszcze kilka ślubnych postów.

55 komentarzy:

  1. Nie wiem czemu współczesne kobiety tak nie lubią być kobiece - czyli jak piszesz nie znoszą sukienek i spódniczek, za wszelką cenę upodabniając się do facetów. A potem narzekają, że się nie akceptują i źle czują w swojej skórze. I jest zdziwienie, jak ubiorą się w coś ładniejszego i innego niż dżinsy i bluza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to mam genetyczne, bo maja mama i siostra też nie znoszą sukienek. Może gdybym dobrze w nich wyglądała, to lubiłabym w nich chodzić? :)

      Usuń
    2. A ja uwielbiam sukienki, zwłaszcza czerwone. I wszelkie tuniki. A jak schudnę, zacznę paradować w spódniczkach, a co. Ale faktycznie, obserwuję od pewnego czasu, że to rzadki trend. Jak okiem sięgnąć, to jedyne spódnice, które pojawiają się na chodniku czy w tramwaju, to takie proste worki z dżinsu albo sztruksu. A gdzie się podziały filuterne falbanki i delikatne, zwiewne kroje? Dobra, jest zima, ale w tym roku raczej nie daje w kość...

      Usuń
    3. Ja też jestem na etapie "a jak schudnę" :D Póki co idzie opornie, ale cały czas do przodu :)

      Usuń
    4. To nie jest tak, że się źle wygląda w sukience, bo np. uważasz, że jesteś "za gruba" - to jest kwestia dopasowania stroju do sylwetki; nawet panie noszące numer 44 mogą fajnie wyglądać w sukience. Poza tym wydaje mi się, że jeśli ktoś ma tych kilka kilogramów więcej (lub tak uważa), to raczej spodnie też nie są zbyt "twarzowe". Denerwuje mnie ten trend, bo coraz trudniej kupić ładną sukienkę - ostatnio obserwuję, że wszystkie kiecki w naszych sklepach, to są stroje imprezowe, a nie do noszenia na co dzień.

      Usuń
    5. A to fakt, że w zwykłych sklepach, tzn. tych sieciowych, nie można kupić fajnej, zwyczajnej sukienki "roboczej" tylko same imprezowe kreacje. Lubię sukiennik Anna Field, do kupienia np. na Zalando, ale minusem jest to, że kupując przez internet musisz brać wszystko na oko i nie dotkniesz materiału. Z drugiej strony przesyłka i zwroty są bezpłatne, więc ryzykuje się tylko czas, który trzeba poświęcić na ewentualne odsyłanie :)

      Usuń
  2. Ja też nie znoszę sukienek, spódnice latem jeszcze założę, ale sukienek po prostu nie lubię i kropka :) OO to nie wiedziałam, że masz niedługo ślub, szybko zleci ten czas oczekiwania :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypomniałaś mi moje sukienkowe perypetie :-)
    Miałam podobne podejście do białej sukni ślubnej. I chociaż spódnicach często ganiałam, to jednak biała i długa sukienka w ogóle do mnie nie pasowała. Jednak jak już znalazłam swój model, to przepadłam. To jest magia sukni ślubnej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wydawało mi się, że to wszystko bujda, ale te koronki i tiule mają w sobie prawdziwą magię :)

      Usuń
  4. Wychodzisz za mąż? Świetnie :) Stresów pełno, ale warto jak najlepiej przygotować się na ten dzień, by później móc spokojnie się bawić (a w zasadzie zabawiać swoich gości:P) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja moją suknię wypożyczyłam, ale potem już jej nie oddałam (była taka możliwość) bo totalnie się z niej zauroczyłam ;) To nic, że pewnie za kilka lat się z nią nie zmieszczę, ale mam do niej jakiś sentyment :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można zakładać i po domu nosić, żeby się nie marnowała :D Mnie przekonało do kupna bardziej to, że za wypożyczenie trzeba dużo zapłacić, więc już chyba lepiej kupić :) a to, że znalazłam idealną (pewnie każda dziewczyna tak twierdzi) jest dodatkowym argumentem za zakupem :)

      Usuń
  6. Ja będę fanką wszelkich postów okołoślubnych, za nieco ponad rok moja siostra wychodzi za mąż i powoli trzeba już się dowiadywać jak najlepiej się do takiej uroczystości przygotować:). Zdradzisz datę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 15 sierpnia :) Oj przeleci Tobie i siostrze, mi tak dni uciekają, że zaczynam się martwić, ze nie uda się wszystkiego załatwić w terminie :)

      Usuń
  7. To ja pierwsze co zrobię, to napiszę, że serdecznie gratuluję Ci (już teraz!) wejścia na nową drogę życia! Oby Ci się szczęściło każdego dnia :)
    A sukienka wydaje mi się, że najlepiej jak jest własna - zawsze można przy niej powspominać i w ogóle ;) (ale ja się nie znam! tak tylko myślę :v)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dziękuję :) A co do sukienki, to chyba dobrze kombinujesz :)

      Usuń
  8. Gratulacje :) ja też właściwie nie noszę sukienek, choć lubię to przeważnie wygrywa wygoda. Za mąż nie wychodzę ale lubię oglądać program Say Yes to the Dress :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic takiego nie znam, bo TV nie oglądam, dlatego taka sukienka była całkowitą abstrakcją :)

      Usuń
  9. Po ślubie idzie w odstawkę, nie patrzy się już na nią jak na 8 cud świata ;)
    Ale nigdy nie zapomnę efektu WOW, gdy się ją zakłada i zakłada i zakłada przed :D ciesz się nią!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki mam zamiar :D w sobotę jeszcze z Ewką razem jedziemy, już spisywać umowę, ale świadkowa się wyrywa, żeby zaakceptować ostatecznie mój wybór :)

      Usuń
  10. Marta, bierzemy ślub w tym samym miesiącu :)
    Mnie póki co to wszystko przeraża, że nie zdążymy wszystkiego podpinać na ostatni guzik, że o czymś zapomnimy. Wybór sukienki to będzie masakra - nic mi się nie podoba, a już najmniej te typowo ślubne... Ech.

    OdpowiedzUsuń
  11. My o ślubie jeszcze nie myślimy, ale sukienkę to ja mam od dawna wybraną! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Haha, jak miło było to przeczytać!;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję ślubu i życzę, aby przygotowania zleciały bez przykrych niespodzianek. A posty ślubne chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo ostatnio tylko o jednym mogę myśleć :D

      Usuń
  14. Ojej, gratulacje! Moja siostra wychodziła za mąż 2 lata temu, pamiętam ile stresu było, ale ślub i wesele miała niezapomniane! :) Ja też kiedyś sukienek nie nosiłam w ogóle, ale od jakiegoś czasu je polubiłam i dobrze się w nich czuję. Nie mogę się doczekać aż sama będę miała szansę przymierzyć suknię ślubną.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przymierzyć zawsze możesz, nie musisz się przyznawać, że o ślubie jeszcze nie myślicie :D

      Usuń
  15. Podniosłaś mnie trochę na duchu, bo mnie póki co na samą myśl o szukaniu sukni ślubnej robi się słabo... Mam wizję, jak miałaby wyglądać (bardzo podobna do tej, którą w "Przyjaciołach" miała Rachel; to był nawiasem mówiąc świetny odcinek!) i boję się, że tej jednej jedynej będę szukać w nieskończoność. W ogóle przeraża mnie myśl o ślubie, weselu i planowaniu tego wszystkiego, zawsze sobie wyobrażałam, że zabiorę się do przygotowań z radosnym podnieceniem, ale po zaręczynach wszystko mi się wywróciło do góry nogami i nie chce mi się nawet o tym myśleć... No cóż, póki daty nie ma, nie ma ciśnienia. A Wy długo jesteście zaręczeni, jeśli mogę spytać? No i oczywiście serdecznie gratuluję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od września, więc zaledwie kilka miesięcy, ale stwierdziliśmy, że jak się już zdecydowaliśmy na zaręczyny, to nie ma na co czekać :) A sukienkę znajdziesz bez problemu. Najpierw wydawało mi się, że wszystko mi się będzie podobać i nie będę się mogła zdecydować na konkrety. A później wystarczyło, że tylko rzuciłam okiem i już wiedziałam co mi się nie podoba. Fajnie jak trafisz na konkretną panią w salonie, która w subtelny sposób podpowie jaką sukienkę wybrać, żeby zamaskować co trzeba, a podkreślić zalety :)W sumie obeszłam kilka salonów, ale tylko w trzech panie były na prawdę miłe, serdeczne i chętne do pomocy. W jednym miałam wrażenie, że niemal zawadzam i to, że chciałabym coś przymierzyć to tylko moje widzimisię. Od razu wiedziałam, że choćby za darmo sukienki rozdawali, to od nich nie wezmę :D Jednak obsługa w takim salonie to ważna sprawa, bo przychodzisz zestresowana i szczególnie wrażliwa na wszelkie fochy ze strony sprzedawcy.
      Nerwów dużo, ale teraz to taki fajny czas, ze postanowiłam się nim tylko cieszyć :D
      A przy okazji, jeśli można wiedzieć oczywiście, jak długo jesteście zaręczeni? :)

      Usuń
    2. Jasne, że można :) od lipca, więc w sumie już dłużej niż Wy... Ale u nas szykują się długie zaręczyny też dlatego, że obydwoje przedłużyliśmy sobie trochę dzieciństwo, ćwierćwiecze z okładem już na karku, a ciągle studiujemy i żadne z nas nie ma porządnej pracy. Krótko mówiąc nie stać nas jeszcze :) Ja bym już mogła nawet bez wesela, bez tej całej pompy, ale mojej połówce się to nie widzi...

      Usuń
    3. A to ja jednak starsza jestem od ciebie o trzy lata, ale mój narzeczony w Twoim wieku :D My właśnie chcemy bez wesela, bez tej pompy i wielkiego balu, których oboje nie nosimy. Dlatego robimy tylko małe przyjątko dla kilku najbliższych osób, więc myślę, że fajnie będzie :)

      Usuń
  16. Też kiedyś przymierzyłam jedną suknię ślubną w salonie. Pamiętam, że była na mnie sporo za mała, ale sprzedawczyni tak mi ją założyła i dopięła we włosy taki piękny welon, że prawie się popłakałam z zachwytu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie właśnie zadziwia, że panie w salonie potrafią wcisnąć człowieka nawet w za małą sukienkę i sprawić, że czuje się wyjątkowo :D
      A z welonem mam problem, bo wydaje mi się, że mi nie pasuje i teraz zupełnie nie wiem co wpiąć we włosy, ale jeszcze mam trochę czasu, więc pewnie coś wymyślę :)

      Usuń
  17. Fantastyczna wiadomość, gratuluję, kochana! Przymierzanie sukni ślubnej to musi być stresujące, ale też wspaniałe przeżycie. Jak to dobrze, że znalazłaś swój wymarzony model!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      A z sukienką w sumie było trochę stresu, więc cieszę się, że jeden problem z głowy, teraz reszta :D

      Usuń
  18. W takim razie w sierpniu powitam Cię jako sierpniową żonę, którą ja akurat już jestem od 16 sierpnia. :) Ja z kolei swoją suknię wybrałam w ciągu dwóch dni i było to dla mnie katorgą. Co prawda uwielbiam sukienki i spódniczki, ale jestem też okropnie niezdecydowana, więc ciężko mi było wybrać tę jedną jedyną. Na szczęście udało się - zachwyciła mnie od razu. Ja wypożyczałam suknię, bo uważałam, że bez sensu byłoby później trzymać ją w szafie, bo i tak marne szanse na sprzedanie. Chętnie zobaczę Twoją suknię, więc będę wypatrywała ślubnych postów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to będzie rocznica i będziemy świętować prawie w tym samym czasie :)

      Usuń
  19. To niezwykle dobra wiadomość Marto. Cieszę się Twoim szczęściem.
    Na razie życzę Ci mnóstwa fajnych chwil spędzonych z narzeczonym i by to przymierzanie sukien dawało Ci sporo przyjemności i czekam na tę wybraną.

    OdpowiedzUsuń
  20. Gratuluję. Zapewne mały stresik jest, albo dopiero będzie bliżej terminu:)
    Ja swoją suknię ślubną miałam szytą na miarę, bo nie mogłam znaleźć odpowiedniej dla mnie, dlatego postanawiałam wziąć sprawy w swoje ręce i nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jest już stresik, nawet różne głupoty zaczynają mi się śnić :D

      Usuń
  21. Ha, przeczuwałam, że wychodzisz za mąż :) Wystarczyło, że we wcześniejszym poście przeczytałam "ten rok będzie obfitował w zmiany, dlatego postanowiłam uporządkować otaczającą mnie rzeczywistość, żeby zmiany miały dla siebie miejsce". I już od razu wiedziałam co się kroi :D
    W każdym bądź razie bardzo Ci gratuluję, a co do ślubnych postów jestem jak najbardziej zainteresowana, mimo iż do ślubu mi daleko, oj daleko :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Gratuluję :) Będę podglądać te Twoje przygotowania z przyjemnością, jeśli będziesz się częściej chwalić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie będę :) Teraz wszystkie moje myśli krążą wokół jednego tematu i ciężko mi skupić się na czym innym :)

      Usuń
  23. Serdecznie ci gratuluję :) A co do sukienki to chyba jest jak z książka, jak nowa to sama zapiszesz jej historię, a jak używana to będzie to kolejna historia, która może już kiedyś była. Zatem wydaje mi się, że lepiej nową :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak to zanudziłaś? Ani trochę! Nawet poważę się napisać, że to nadal za mało... mogłabym czytać o tym więcej i więcej, bo to musi być dla Ciebie wyjątkowy czas... :) Ja na sukienki reaguję krzykiem ;) Nie znoszę, nie noszę i mam wizję, że kolor biały niemal wyżera mi skórę ;D Ale miło czytać, że takie coś sprawiło Ci radość! Koniecznie pokaż się nam po tym wszystkim :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokażę na pewno, oby tylko zdjęcia ładne były, ale wydaje mi się, że fotografa fajnego wybraliśmy, a i pomysł na sesję jest jak z moich marzeń :)

      Usuń