wtorek, 30 grudnia 2014

Prawdziwa lekcja tolerancji i miłosierdzia

 
tytuł: Miłość jest lekarstwem. O życiu, pomaganiu i stracie
tytuł oryg.: Love is the cure. On life, loss, and the end of AIDS
autor: Elton John
wydawnictwo: Sin Qua Non
rok wydania: 2014
ilość stron: 272 

moja ocena: 7/10

Książka „Miłość jest lekarstwem” Eltona Johna (!) nie jest autobiografią ekscentrycznego muzyka, choć takie można odnieść wrażenie zerkając na okładkę. To raczej piękna i wzruszająca opowieść wrażliwego człowieka, który potrafi robić użytek ze swej sławy, żeby bezinteresownie pomagać potrzebującym.

Sir Elton John nigdy nie był święty. W latach 80. XX wieku, kiedy jego kariera kwitła w najlepsze, a on sam był na szczycie popularności, jego życie przypominało jedną wielką imprezę. Uzależniony od kokainy i alkoholu, szukający pocieszenia w przypadkowym seksie, człowiek, który wydałoby się, że miał wszystko, coraz bardziej spadał na dno.  Nie widomo jak skończyłaby się jego historia, gdyby sir Elton nie przeczytał w gazecie o Ryanie – trzynastoletnim chłopcu chorującym na AIDS. 

Wielka epidemia AIDS, która w latach 80. siała spustoszenie w Stanach Zjednoczonych, była jednoznacznie kojarzona ze środowiskiem narkomanów i homoseksualistów. To nic, że Ryan został zarażony wirusem HIV w trakcie leczenia hemofilii, bo strach i brak podstawowej wiedzy na temat choroby sprawił, że chłopiec został wyrzucony ze szkoły, a jego rodzina była regularnie prześladowana i szykanowana. Historia Ryana poruszyła Eltona, który nie tylko skontaktował się z jego rodziną, ale poczuł potrzebę niesienia pomocy, nie tylko temu konkretnemu chłopcu, ale wszystkim, którzy tego potrzebowali. Oczywiście nie nastąpiło to od razu, rach-ciach i po sprawie, bo muzyk musiał sobie najpierw poradzić ze swoimi osobistymi demonami, ale to właśnie Ryan poruszył serce Eltona i zmobilizował go do działania.

 „Nieważne, czy jesteś najbogatszym człowiekiem na kuli ziemskiej, czy też nie masz zupełnie nic – zawsze zasługujesz na szacunek i współczucie. To jest właśni idea, która przyświeca mojej fundacji. I to jest, w co mocno wierzę, sposób, w jaki zakończymy epidemię AIDS.”
Autor pisze w sposób prosty i konkretny, a jego opowieść aż pęka od emocji. O sobie mówi niewiele, opowiada raczej o epidemii AIDS, działaniach swojej fundacji, a przede wszystkim o ludziach, którzy walczyli, bądź walczą z tą straszną chorobą. Sir Elton John pomaga z prawdziwej dobroci serca, a nie tylko dlatego, że to fajnie ociepla jego wizerunek. Nie przechwala się swoimi zasługami, nie osiada na laurach, ale co jakiś czas wyrzuca sobie, że mógł zrobić znacznie więcej, zacząć pomagać wcześniej, gdyby egoizm i uzależnienie nie zasłaniały mu oczu. 

„Miłość jest lekarstwem” to prawdziwa lekcja tolerancji i miłosierdzia. Książka niesie ze sobą nadzieję i przywraca wiarę w drugiego człowieka. Co prawda nie do końca zgadzam się ze wszystkim o czym pisze autor, ale nie zmienia to faktu, że jego książkę przeczytałam z prawdziwym przejęciem. Świat byłby lepszym miejscem, gdyby było na nim więcej tak dobrych i bezinteresownych ludzi jak sir Elton John.


  ***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Oskara i Wydawnictwa Sine Qua Non!
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniu muzycznym!

22 komentarze:

  1. Nie, tym razem nie dla mnie :) Bardziej mnie interesują biografie innych osób, np. Dymnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Dymnej czytałam, świetna biografia :)

      Usuń
  2. Nie spodziewałabym się po tej gwieździe tak emocjonalnej książki. Już czas zmienić stereotypowy obraz, jaki mi się z Eltonem kojarzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z czym Ci się kojarzy? :) Jestem bardzo ciekawa. Znam jednego wielkiego fana Eltona, wiec sam muzyk raczej dobrze mi się kojarzy :)

      Usuń
  3. Nie czytuję biografii żywych osób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze byłoby zacząć czytać chociaż to, co się komentuje ;) To nie jest ani biografia, ani autobiografia (o czym zresztą Marta wspomniała już w pierwszym zdaniu). Jeśli chodzi o samą książkę, to mnie niesamowicie poruszyła, a najbardziej chyba fakt, że Elton John to naprawdę mądry człowiek. Taki, który potrafi oddzielić człowieka od jego poglądów. O ile lepiej wyglądałby świat, gdyby więcej było takich ludzi.

      Usuń
    2. Karriba ma racje, mądry facet z tego Eltona :)

      Usuń
  4. Czytałam i też zrobiła na mnie spore wrażenie :) Nie sądziłam, że fundacja Eltona Johna wnosi tak wielki wkład w walkę z AIDS :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oh nie, pan w kolorowych okarach ;) Nie przepadam za Eltonem, ale nie znaczy to, że nie doceniam tego, co robi dla innych. Tu kolejny przykład.

    PS. Tekst Scarlett mnie rozroił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też :) a ja lubię jego muzykę od czasu Króla Lwa :D

      Usuń
  6. Mnie się ta biografia bardzo spodobała i dzięki niej polubiła i zaczęłam darzyć ogromnym szacunkiem Eltona Johna :) Osobiście wstrzymał się od ostatecznej oceny, ponieważ myślę, że tego typu książek nie da się po prostu osadzić w jakieś cyferce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam takich dylematów, właściwie rzadko spotykam książkę, której nie potrafiłabym ocenić jakąś cyferką :)

      Usuń
  7. Mimo tego, że jakoś szczególnie nie przepadam za Eltonem Johnem zdecydowałam się przeczytać tę książkę. Jestem właśnie w jej trakcie i wiem, że to nie będzie stracony czas;) ta książka porusza ważne tematy i uczy tolerancji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak :) czasem warto się przełamać, żeby odkryć coś wartościowego :)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawy post. Zmotywowałaś mnie do przeczytania tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo zdecydowanie warto ją poznać :)

      Usuń
  9. Znowu piękne zdjęcie. Może czas na drugiego bloga, o fotografii tym razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znowu mnie zawstydzasz :) Te zdjęcia to raczej dla zabawy robię, ale cieszę się, że komuś się podobają :)

      Usuń
  10. Cóż, czytałabym ;) Za autobiografiami i biografiami nie przepadam, a skoro sama wspominasz, że nie należy owa książka do tego przysłowiowego "wora", to chyba się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, bo bardzo wartościowa książka :)

      Usuń
  11. Pięknie o niej napisałaś, nie wiedziałam o tej historii z Ryanem... Z chęcią zapoznałabym się z przemyśleniami Eltona.

    OdpowiedzUsuń