wtorek, 2 grudnia 2014

Gdzie kończy się Wschód? Andrzej Stasiuk w Galerii Książki




Moja miejska biblioteka, zwana ładnie Galerią Książki, organizuje mnóstwo imprez dla małych i dużych czytelników. Jednym z najciekawszych projektów są comiesięczne Demontaże literatury. Trzy kwadranse o tekstach. Gościem listopadowych demontaży, które odbyły się w czwartek 27 listopada br., był sam Andrzej Stasiuk! Chyba rozumiecie, że nie mogło mnie zabraknąć na tym spotkaniu.

Trzecia (jeśli dobrze liczę) wizyta Stasiuka w miejskiej bibliotece w Oświęcimiu znów przyciągnęła sporą grupę wielbicieli dobrej literatury. Aula św. Wawrzyńca powoli wypełniła się słuchaczami w różnym wieku, którzy siedzieli bez słowa zasłuchani w stasiukową opowieść. A on, jak zawsze skromny, wyciszony, sprawiający wrażenie trochę skrępowanego, mówił przez trzy kwadranse o swojej książce, podróżach, Wschodzi i przede wszystkim o mamie, która zmarła dwa i pół tygodnia wcześniej.

Andrzej Stasiuk zawsze podróżuje z żoną. W podróż wyrusza nie pisarz, ale człowiek ciekawy nieznanej rzeczywistości. Po prostu wsiada i jedzie. Kiedy się jedzie, nie myśli się pisarsko, choć wyobraźnia hula. To się dopiero zmienia w pisarstwo, bo w co się ma zmienić? Planując podróż myśli się pragmatycznie. Kupuje się mapę i przewodnik, bierze ze sobą leki takie jak Olfen i Stoperan. Później mówi się o metafizyce, ale problem zaczyna się wtedy, kiedy na stepie kończy się Stoperan. W podróży pisarz jest zwykłym umęczonym i udręczonym drogą człowiekiem.

Stasiuk stwierdził, że zawsze nazwie jakoś niefortunnie książkę, a później wszyscy się czepiają, tak jak tego „Wschodu”. Pisarz nie potrafi powiedzieć, gdzie kończy się Wschód. On operuję obrazami, nie granicami. Leci do Irkucka, wychodzi na spacer, patrzy – Siedlce, Siedlce tylko trochę większe. Siada w knajpie w Kazachstanie, przysiada się dwudziestoletni chłopak i mówi o II wojnie światowej. Siedzi na Gobi ze starym mongolskim kierowcą i o czym rozmawiają? O „Czterech pancernych”. To jest jakaś przedziwna wspólnota. Na Wschodzie jest o czym rozmawiać z ludźmi. Język rosyjski jest bardzo ważny, bo jedziesz kraj za krajem i on tam działa.

Autor „Grochowa” nie jeździ na Wschód, żeby oceniać. Ciekawi go co będzie, kiedy skończy się misja białego człowieka i nie będzie nas na świecie jako dominatów. Jeździ tam, żeby doświadczać grozy, przerażenia oraz pewnego zachwytu. Chiny są kapitalnym doświadczeniem, bo ich Europa zupełnie nie obchodzi. Wysiada się w Pekinie, a oni chcą sobie z tobą robić zdjęcia. Na prowincji nie ma możliwości porozumienia, bo nikt nie zna angielskiego. Takie doświadczenia stawiają ci pytania o twoją istotę. Po to się jeździ.

Pisarz przyznał, że lubi podróżować, ale nie po to, żeby turystycznie poznawać cywilizacje i kultury, bo to go guzik obchodzi. „Ze swoją sobie nie mogę dać rady, a sobie będę z chińską dawał?”. Podróż jest pokonywaniem przestrzeni, a przestrzeń jest na Wschodzie. To nieskończoność jest istotą podróżowania. Europa zachodnia ci tego nie da, bo co chwila są miasta i granice, kawałek dalej jest Portugalia i Europa się kończy. Nie ma wyzwania. Zachód jest opisany i zdefiniowany w każdym możliwym aspekcie i tam wyobraźnia jest stłamszona. Podróżując przez Wschód wpada się w hipnozę, chce się dojechać do końca świata, do końca życia, do przeznaczenia. Nie można podporządkować sobie tego bezkresu.

„Wschód” to także podróż w przeszłość, podróż w czasie do lat PRL-u. Książka zaczyna się i kończy łemkowszczyzną. Autor unika ocen, bo to było jego życie i jego dzieciństwo. Nie można wysterylizować własnej tożsamości, trzeba o niej opowiadać, bo inaczej stracimy własną pamięć. Stasiuk opisuje epokę przez indywidualne doświadczenie. A może „Wschód” to opowieść o jego rodzicach, którzy nie chcieli wolności, pragnęli tylko lepszego życia.

Dwa i pół tygodnia temu zmarła mam pisarza. Była krytyczką i czytelniczką jego książek, słuchaczką Radia Maryja, czytała o nim w gazetach, a później robiła mu z tego prasówkę. Pisząc o niej w książce miał świadomość jak bardzo jest chora, wiedział, że matki umierają, bał się, że tym pisaniem wywołuje diabła. Mama przed śmiercią zaczęła czytać „Wschód”. Wypominała synowi, że napisał o niej, że on tylko tak  szu-szu-szu po domu, a przecież ks. Twardowskiego czytała, nawet Platona próbowała czytać. Mówiła, że w jego książkach jest za dużo brzydkich słów. Namawiała, żeby pojechał do Grecji, albo Chorwacji jak normalni ludzie.

Po jej śmierci nie było czasu płakać, bo trzeba było załatwiać formalności. To wszystko jest tak urządzone, żeby człowiek nie miał czasu się załamać. Mama już parę lat wcześniej miała naszykowaną sukienkę do trumny. Razem z siostrą zapakowali jej do trumny  radio tranzystorowe, tomik ks. Twardowskiego, stary brewiarz i „Wschód”, żeby mogła sobie dokończyć. Stasiuk przyznał, że w takich sytuacjach trzeba się śmiać, bo inaczej człowiek zwariuje. Zauważył, że z jego opowieści zrobiła się literacka historia (osobiście mam nadzieję, że kiedyś ją wykorzysta, bo na pewno mógłby o mamie opowiedzieć jeszcze wiele pięknych historii).

Na zakończenie autor „Dukli” stwierdził, że na Wschód jeździ na złość, bo wszyscy na Zachód jeżdżą. Często zabiera ze sobą książkę Płatonowa, która jest nieodzownym elementem jego spodni bojowych. Stasiuk przyznał, że jest tylko czytelnikiem, a na ścianie ma dwa zdjęcia pisarzy - Becketta i Płatonowa właśnie. W przyszłym roku wybiera się w samochodową podróż do Mongolii, bo Mongolia jest absolutnie najpiękniejszym krajem na świecie. Pozostaje mi tylko czekać na jego następną książkę i kolejne spotkanie w bibliotece. Bo Stasiuk potrafi opowiadać tak samo pięknie i zajmująco, jak pisać. Mogłabym go słuchać godzinami.

Spotkanie prowadził prof. Krzysztof Zajas. 

Zobacz również:













PS 
Warto obejrzeć w wolnej chwili :-)

20 komentarzy:

  1. O kurka wodna.
    To podróżowanie i radio w trumnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się wybieram na spotkanie z nim w weekend, mam nadzieję, że też będzie fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na relację :) Ciekawe, które motywy się powtórzą :D

      Usuń
  3. Stasiuk tu, Stasiuk tam :) Jeszcze niejednego czytelnika zachęcisz do jego książek :) Film zaczęłam oglądać, ale stwierdziłam, że poczekam i obejrzę ze swoją drugą połówką, bo w końcu część Bałkanów zwiedziliśmy razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją drugą połówkę to niestety nie interesuje, więc film ogladałam sama :D

      Usuń
  4. Na marginesie - słyszałam, ile wspaniałego robią dziewczyny z Galerii Książki i co się tam u nich dzieje! Zazdroszczę takiego miejsca.

    A Stasiuk... U mnie coś się zmieniło. Jakby spadły mi różowe okulary. Być może Ty dawno nie masz ich na nosku, więc widzisz Stasiuka takim, jaki jest. Poza tym to już Twoje kolejne spotkanie. Ja byłam na jednym i to w temacie tego niefortunnego "Wschodu", z którym się nie polubiliśmy, i teraz patrzę na Stasiuka z pewną antypatią. Może dlatego, że był trochę nieprzyjemny, znudzony, negatywnie nastawiony do podróży w moje strony ("u was na północy tak ciemno, zimno, ja tu nie jeżdżę!). Nie wiem. Kiedyś reagowałam inaczej. Kiedyś to był mój mistrz polskiej prozy podróżnej, a teraz jest zwykłym pisarzem, który (powiem to, bo tylko takie słowa przychodzą mi do głowy) "ma na wszystko wywalone". Sam mówił: nie obchodzą go ludzie, obchodzi go tylko on sam. Ok, ale ile można wpatrywać się w swój środek? Może nie za długo, dlatego "Wschód" to dla mnie była już przesada.

    Ale to ja, pamiętaj :) Czasem warto nie realizować marzeń, by pozostać w swojej wyidealizowanej wizji świata (czyt. mogłam nie oglądać Stasiuka, mogłam na spotkanie nie iść, wszystko byłoby inaczej).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak własnie czytam ten artykuł i się zastanawiam co też tam Luka mogłaby powiedzieć o swoim (byłym już) mentorze. Teraz już wiem ;)

      Usuń
    2. To prawda, że Stasiuk jest specyficzny, ale to wiem od dawna. Faktycznie bywa opryskliwy, byłam nawet świadkiem, jak opieprzał kogoś, kto na Targach Książki robił mu zdjęcie. Ale po części nawet go rozumiem. Sama jestem aspołeczna i ludzie raczej mnie denerwują, ale w przeciwieństwie do Stasiuka staram się być zawsze miła :) Rozumiem też, że pisarz zrobił na Tobie niefajne wrażenie, a to jednak boli w przypadku kogoś, kto był Twoim mistrzem. U mnie nic się nie zmieniło, ale też nie miałam wielkich złudzeń, co do jego osoby, a i "Wschód" mnie zachwycił <3

      Tak jak Ty ze Stasiukiem, tak ja miałam z Hugo-Baderem. Po "Długim filmie o miłości" straciłam do chłopa szacunek. Do tego doszedł jeszcze wywiad na dwutygodnik.com, w którym Bader już całkiem się pogrążył w moich oczach. Co prawda spotkanie autorskie z nim było fajne, a on sam czarujący, ale nadal mam z nim problem i przestałam mu ufać, bo jako reporter przestał być dla mnie wiarygodny.

      PS
      Fajne jest to, że jednak pisarze i ich dzieła wzbudzają w nas emocje i prowokują do przemyśleń, nawet tych niezbyt pozytywnych :)

      Usuń
    3. O Długim filmie o miłości Badera już się nie wypowiadam, bo zdania nie zmieniłam (nawet po wywiadzie, który mi podesłałaś :)). Ja Badera nie potępiam, ja go nawet rozumiem. Może to coś w stylu, w jakim Ty "rozumiesz" Stasiuka - wiesz, czego się spodziewać. Ja po Baderze też chyba wiedziałam, więc w tym wywiadzie niczym mnie nie zaskoczył. Może to właśnie tego wywiadu nie zrozumiałam - nadal nie wiem, czym mógł tak zrazić? Trochę się kiepsko potłumaczył...

      Aj, jakie emocje :D
      Zgadzam się z PSem :)

      Na Stasiuka muszę spojrzeć z nowej perspektywy :)

      Usuń
    4. Dominik - tam gdzie Stasiuk, tam ja ;) Choć wychodzi na to, że już nie tak obsesyjnie zafascynowana.

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze ,,Wschodu", ale na pewno to zrobię, bo znam i bardzo cenię jego pisarstwo. Wydaje mi się jednak - choć oczywiście jest to bardzo subiektywny pogląd, może niesłuszny - że warto oddzielać autora od jego pisarstwa. Wchodzić w relację z dziełem czy innym artefaktem, a nie samym twórcą. Może w przypadku Hugo- Badera takie podejście jest nieprzydatne, bo to gatunek wymagający wiarygodności relacjonującego, jednak w odniesieniu do innych pisarzy to działa. Niech sobie Stasiuk będzie humorzasty, niech się zarzeka, że nie jest białym misiem do fotografowania, niech się męczy z własną opryskliwością i brakiem szacunku dla ludzi- to jego problem, który mnie jako czytelniczki nie dotyczy. Mnie może interesować tekst bez autorskiego kontekstu. Mam ten komfort, że nie muszę mieć z nim osobistego kontaktu. Nie, nie chcę go tłumaczyć. Po prostu wolę sobie nie psuć odbioru, bo pisze świetnie. Lepiej nie mieszać tych dwóch spraw, a obcować z książką, nie z jej autorem. Chyba też jestem aspołeczna ;-)
    Swoją drogą w pewnym sensie rozumiem jego rozdrażnienie. Facet chce jeździć po świecie i pisać. Nie lubi być pajacykiem pociąganym przez publiczność za sznureczki...nie jest gwiazdorem z zamiłowania, tylko z przymusu. Żeby na podróże go było stać, musi się udzielać, promować, a charakterek ma, jaki ma... Toteż powarkuje...prowokuje... wkurza się sam na siebie, ale odreagowuje na innych... To niedojrzałe i infantylne, ale jednak rozumiem te uwarunkowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że tak zacytuję kwestię z pewnej etiudy filmowej "Autor wychodzi" (można ją obejrzeć o tu http://vimeo.com/14357845): "Autor nigdy nie wychodzi" :)

      Usuń
  6. Szkoda, że w mojej miejscowości nie organizują żadnych spotkań z tak znakomitymi osobistościami. Współczuje autorowi z powodu śmierci mamy. Natomiast, odnośnie wkładania do trumny zmarłego różnych rzeczy, typu, książki, radio lub telefon, to ostatnio jest to bardzo popularne. Tak przynajmniej wynika to z moich obserwacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze mówiąc, to nie znam żadnej z jego książek, ale może czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że w mojej bibliotece miejskiej nie ma takich imprez :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny tekst. Felieton właściwie... No tak, metafizyka zdecydowanie działa tylko wtedy, gdy jest Stoperan... Mnie przekonałaś do jego książki. Czytałam tylko "Jadąc do Babadag". "Wschód" jednak mnie nie ominie...

    OdpowiedzUsuń
  10. A. Stasiuk będzie jutro we Wrocławiu, ale nie wiem, czy uda mi się pójść. Tym wpisem jeszcze bardziej mnie zachęciłaś.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja w Galerii byłem i słów Stasiuka piłem, na wschód się nie wybieram, bo "Wschód" własnie pożeram.

    Był świetny - jak zawsze.
    Język, przemyślenia, styl, jasność i otwarcie na rozmowę ze zwykłym człowiekiem.
    "Wschód" kupiłem sobie na gwiazdkę:) i barrrdzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam okazję być ostatnio na spotkaniu z Andrzejem Stasiukiem i muszę powiedzieć, że to było niezwykłe doświadczenie :) Bardzo ciekawy człowiek :)

    OdpowiedzUsuń