czwartek, 6 listopada 2014

Po cichu...


tytuł: Cisza w Pradze
tytuł oryg.: Potichu
autor: Jaroslav Rudiš
wydawnictwo: Książkowe Klimaty
rok wydania: 2014
ilość stron: 300

moja ocena: 9/10

Skończyłam czytać „Ciszę w Pradze” Jaroslava Rudiša () i poczułam pustkę. Smutno mi, bo na nową powieść pewnie trzeba będzie trochę poczekać, a życie bez jego prozy wydaje mi się nie mieć sensu. Ten český spisovatel jest obecnie moim najukochańszym pisarzem zagranicznym. Zerkając na mój świeżutki, pachnący i niemal ciepły egzemplarz „Ciszy w Pradze”, edycja limitowana z grafiką Jaromira 99 na okładce (), wzdycham żałośnie, bo nie wiem co napisać o tej pięknej powieści.

Trochę zmyślam, bo wiem, że o książce chciałabym napisać jak najwięcej. Rozłożyć na czynniki pierwsze fabułę i opisać wszystkie uczucia towarzyszące mi w trakcie lektury. Ale wiem też, że mogłabym niechcąco zachęcić kogoś do sięgnięcia po prozę Rudiša, a później przeczytać gdzieś pełną entuzjazmu recenzję. A tego bym nie zniosła. Bo „Cisza w Pradze” stała się jedną z MOICH ulubionych powieści, która poruszyła najczulsze struny w MOIM sercu, dlatego zazdrośnie chciałabym schować ją przed światem, żebym tylko ja mogła się nią zachwycać.
„Może ma rację. Może jest zbyt młoda i niedojrzała, skoro bawi ją wzruszanie się cudzymi opowieściami i uczuciami w książkach, filmach i piosenkach. Skoro bawi ją szukanie w nich odrobiny siebie.”
Po raz kolejny Rudiš stworzył galerię nieprzeciętnych, wrażliwych i lekko zdziwaczałych postaci. Petr, Vanda, Hana, Wayne i Vladimír są samotni. Każde z nich na swój własny sposób próbuje sobie poradzić ze smutkiem siedzącym na dni serca. Ich losy krzyżują się gdzieś w Pradze, mieście – muzeum, które według jednego z bohaterów śmierdzi, bo jest w stanie rozkładu. Vanda szuka pocieszenia w zakupach, białym proszku i szybkim seksie. Petr zagłusza natrętne myśli zbyt głośną muzyką. Hana niespodziewanie odkrywa w sobie namiętność, a Wayne martwi się o rodzinę, od której uciekł. Natomiast Vladimír sprawia wrażenie nieszkodliwego wariata, który dzięki ostrym nożyczkom ratuje innych od hałasu.
„Wiesz, że nigdy za dużo nie czytałam. A w dodatku o matematyce! Poza tym, czytałam gdzieś, że ludzie, którzy dużo czytają, próbują sobie coś tym czytaniem zrekompensować, coś czego im normalnie w życiu brak, na przykład szczęście. Ty dużo czytasz, nie?”
Muzyka jest jednym z najważniejszych tematów w prozie Jaroslava Rudiša. Wiem, że sama nie potrafiłabym bez niej żyć. Kolejne piosenki układają się w soundtrack towarzyszące mojej własnej historii, dlatego nie ruszam się z domu bez telefonu i słuchawek. Ale nie tylko ja, bo „Cisza w Pradze” uświadomiła mi, że nie potrafimy już żyć w ciszy. Świat wytwarza tyle hałasu, że zawsze coś gdzieś słychać, a rzadkie chwile ciszy powodują niepokój, który natychmiast zagłuszamy muzyką. Słuchawki w uszach oddzielają od świata i ludzi, a nawet od własnych myśli. Tworzą barierę, dają jasny komunikat, potęgują samotność, od której tak trudno się uwolnić.
„Okno jest jeszcze wciąż otwarte. Do środka wpływa chłodne powietrze, przynoszące powoli jesień. Zawsze lubił ten czas przełomu, kiedy coś już się kończy, a coś jeszcze właściwie się nie zaczyna. I jak tylko się zacznie, ciągle jeszcze można czuć to, co się kończy – niewidzialną nić powracającą jak echo z lasu wspomnień.”
„Cisza w Pradze” to trzecia powieść Rudiša, która w Polsce ukazała się jako czwarta, bo wcześniej Książkowe Klimaty wypuściły „Koniec punku w Helsinkach”, który jest chronologicznie nowszy. Nieważne. Ważne jest raczej to, że na żadną książkę w tym roku nie czekałam tak bardzo, jak na polskie wydanie „Potichu”. I wiecie co? Warto było czekać, bo powieść jest wyśmienita. Czeski pisarz znów pokazał klasę i rozbroił mnie emocjonalni. Wszystko za co kocham jesień znalazłam w prozie Rudiša. W trakcie lektury było mi jednocześnie smutno i wesoło, źle i bardzo dobrze. Były momenty, w których nie byłam pewna, czy wolałabym się śmiać czy płakać. Całą powieść czytałam z wypiekami na twarzy, delikatnym uśmiechem i łezką wzruszenia kołyszącą się w kąciku oka.
„Podróż do domu była długa. Może przez nią. Może dlatego, że podróże do domu są zawsze dłuższe niż te, które prowadzą z niego, w nieznane. Może dlatego, że podróż do domu jest zawsze tylko jazdą pod prąd.”
„Cisza w Pradze” to piękna i przejmująca opowieść o samotności i potrzebie bliskości. O szukaniu własnego miejsca w życiu i pragnieniu miłości. Proza Rudiša jest smutna, ale nie przygnębiająca, bo gdzieś w głębi tli się iskierka nadziei. Autor pozostawił czytelnikom otwarte zakończenie. To od nas zależy jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Nie zdradzę jaki scenariusz sobie wymyśliłam, ale jeśli chcecie wiedzieć, to Vanda i  Kill the Barbie przyjadą w czerwcu na pierwszy koncert w Polsce…

PS

W pewnym momencie Vanda zaprasza Petra na koncert swojej kąpieli. Kill the Barbie będzie supportowac niemiecki zespół U-Bahn, czyli kapelę bohatera debiutanckiej powieści Rudiša „Niebo pod Berlinem”. To drobne i nieistotne dla rozwoju fabuły nawiązanie sprawiło mi ogromną frajdę.

fot. Maciej Margielski Photography
Zobacz również:


***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Alicji i wydawnictwu Książkowe Klimaty

http://ksiazkoweklimaty.pl/

http://czeskieklimaty.pl/

20 komentarzy:

  1. Tak ukazałaś tą pozycję, że zapragnęłam natychmiast ją poznać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale klimatyczne zdjęcie :D Takie dopasowane :) Książka raczej nie dla mnie - przynajmniej na tę chwilę :) Chociaż nie mówię stanowczego nie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcie cudne, a i książka grzechu warta

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam dzieła i autora. Mam nadzieję, że niebawem zagłębisz się ponownie w jego twórczość, skoro tak za nią tęsknisz. ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie słyszałam nigdy o tym wydawnictwie, więc muszę zobaczyć, co mają ciekawego w ofercie. Natomiast odnośnie powyższej pozycji, zastanowię się jeszcze, bo jakoś nie czuje potrzeby czytać o samotności. Wolę jednak bardziej optymistyczne akcenty.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cytaty lubię. One oddają duszę książki. A ta ma chyba piękną duszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dosyć ciekawa treść, ale nie lubię otwartych zakończeń :]

    OdpowiedzUsuń
  8. Zainteresowałaś mnie tą książką... rozejrzę się za nią :)

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne zdjęcie :) A książką jestem zainteresowana :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozumiem doskonale tę chęć schowania przed światem. Książki, autora. Rozumiem :) I chciałoby się uszanować, bo widać, że wielka to książka dla Ciebie i wielki autor. Ja na razie tego nie ruszam. Pięknie to wszystko opisałaś i mi wystarczy. Kiedyś chętnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem skąd Ty bierzesz takie niesamowite książki. (Tzn. wiem skąd, ale nie wiem jak Ci się udało na nie trafić). Kiedyś mam nadzieję zwiedzić Pragę i przeczytać tę książkę. Mam nadzieję, że się uda.

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę uwielbiam takich bohaterów!

    OdpowiedzUsuń
  13. To ciekawe, Rudis jest Twoim ulubionym pisarzem, a ja nigdy przedtem o nim nie słyszałam. Nie siedzę w czeskich klimatach. Nie wiem też, czy mam ochotę na książkę o samotności, ale może zacznę od Grand Hotelu - to na jego podstawie chyba jest nakręcony film?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się właśnie w Grandhotelu zakochałam :) Film jest, choć podobno nie jest adaptacją, a osobnym tworem. Trochę się różni od powieści, ale zarówno książka i film są super :)

      Usuń
    2. "Grandhotel" i ja polecam. :)

      Usuń
  14. Na chwilę obecną nie czuję silnej potrzeby, aby zapoznać się z tą pozycją. Ale skoro tak chwalisz, to wcześniej czy później postaram się z nią zapoznać :) Koniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Już te serduszka mnie zachęciły :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Widziałam film pt. "Grandhotel", ale jeszcze bez świadomości, że to na podstawie książki. Teraz chciałabym sięgnąć po Rudisa, bo Twoja recenzja jest intrygująca...

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepięknie napisałaś o tej książce. Aż się chce czytać od razu. :)

    OdpowiedzUsuń