piątek, 10 października 2014

W szponach depresji


tytuł: Bellevue
tytuł oryg.:Bellevue
autor: Ivana Dobrakovová
wydawnictwo: Słowackie Klimaty
rok wydania: 2013
ilość stron:

moja ocena: 8/10

Ivana Dobrakovová, znana i nagradzana słowacka pisarka, napisała powieść wstrząsającą w swojej prostocie. Na pierwszy rzut oka „Bellevue” kusi dżemem truskawkowym i mami słodką, wakacyjną historią. Ale to tylko pozory, bo szaleństwo Blanki przeraża i co gorsza udziela się czytelnikowi…

Blanka ma dziewiętnaście lat. W czasie wakacji wyjeżdża jako wolontariuszka do Marsylii, do ośrodka dla osób niepełnosprawnych. Plan jest taki, że przez kilka godzin dziennie będzie pomagać przy chorych rezydentach, a później już tylko cieszyć się urokami francuskich wakacji. Takich jak ona jest więcej, bo młodzi przyjeżdżają do Bellevue, żeby wyrwać się z domu, podszkolić język, zabawić się, nawiązać nowe znajomości i letnie romanse. Praca jest tylko dodatkiem, a nawet trudnym obowiązkiem. Blanka ma problemy z kontaktami międzyludzkimi, ale w końcu udaje jej się zaprzyjaźnić z Martiną, Dragiem i Lucą. Praca z rezydentami coraz bardziej jej ciąży, a z każdym kolejnym dniem na wierzch zaczynają wychodzić poważne problemy dziewczyny...

Powieść Dobrakovovej jest kontrowersyjna i w pewien sposób przełamuje tabu. Praca w ośrodku jest dla młodych wolontariuszy przykrym obowiązkiem, bo nie kierują się empatią i dobrym sercem, ale litością. Nie mają odpowiednich predyspozycji psychicznych, naśmiewają się z chorych za ich plecami. Blanka gardzi mieszkańcami ośrodka, brzydzi się ich fizyczności, nie potrafi oswoić niepełnosprawności. Początkowo dziewczyna sprawia wrażanie cichej, spokojnej i niepewnej siebie, ale czytelnik szybko zauważa, że coś tutaj nie gra, a odpowiedzialność za jej problemy nie tkwi w nieśmiałości, tylko w zaburzeniach psychicznych. Depresja, bo na nią cierpi bohaterka, jest poważną, ale często bagatelizowaną chorobą. 

Ivana Dobrakovová zestawia depresję Blanki z niepełnosprawnością fizyczną i psychiczną mieszkańców Bellevue. Ułomność rezydentów nie wzbudza wątpliwości. Gołym okiem widać z jakim problemem muszą sobie radzić. Stan Blanki nie jest taki oczywisty. Dziewczyna roi sobie w głowie kolejne scenariusze, ukrywa swój stan. Boi się, że starci kontrolę nad swoim ciałem i zacznie przypominać pacjentów Bellevue, nie zdając sobie sprawy, że jest w znacznie gorszej kondycji niż jej podopieczni. Ma sprawne ręce i nogi, porusza się samodzielnie, sama potrafi skorzystać z toalety i przygotować sobie jedzenie, ale jej własna psychika zawodzi. Zawodzą też nowi przyjaciele, personel medyczny, a nawet rodzina, która ze strachu bagatelizuje problemy dziewczyny. 

„Bellevue” to znakomicie napisana powieść, której lektura jednocześnie fascynuje i przeraża. Rwana narracja, akapity zakończone przecinkami, przeskoki z tematu na temat, sprawiają, że wahania nastrojów bohaterki udzielają się czytelnikowi. Blanka hipnotyzuje swoją opowieścią, wciąga  w swoje szaleństwo, sprawia, że odbiorca traci rachubę, poddaje się paranoi i zaczyna się zastawiać, co w tej historii jest prawdą, a co tylko wytworem wyobraźni chorej dziewczyny. Na koniec nasunęła mi się gorzka refleksja, bo być może w prozie Dobrakovovej odbija się prawda o nas. Pozbawionych empatii, współczujących na pokaz, cieszących się z cudzego nieszczęścia i lubiących się zabawić kosztem innych. Bo przecież potrafimy się litować, ale czy tak naprawdę chcemy pomóc tym, którzy są obok?

***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Alicji i wydawnictwu Książkowe Klimaty
http://ksiazkoweklimaty.pl/


12 komentarzy:

  1. Mnie - jako pasjonatce Słowacji - szczególnie przypadnie pewnie do gustu ;) A do tego dochodzi jeszcze niezwykle trudny temat, co również często przemawia do mnie na plus przy wyborze książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając, zastanawiałam się, czy myśli Blanki (bo też miałam wrażenie, że akcja niemal całej powieści dzieje się w głowie bohaterki, a zdarzenia zewnętrzne tylko napędzają rozwój myślowych wydarzeń) rodzą się z obłędu, czy też obłęd powstaje z tych myśli...

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie książki, niepozorne, a zachwycające :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęcająca recenzja, postaram się przeczytać tę książkę, bo mnie autentycznie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka jest ciekawa, a Twoja recenzja jeszcze bardziej zachęca. Na pewno sięgnę, przynajmniej taką mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To mi przypomina "Szklany Klosz" i kłopoty w "raju" wielkiego świata Esther/Sylvii.
    A ponieważ Plath uwielbiam jestem żywo zainteresowana tą książką, choć pierwsze o niej słyszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszne skojarzenie ze "Szklanym kloszem", bo nawet na okładce o tym napisali, ale szczerze mówiąc jakoś mi się nie nasunęło w pierwszej kolejności, bo jakoś nie zapadła mi w pamięć książka Plath :)

      Usuń
  7. Matko, mam nadzieję, że jednak pisarka nie myśli w ten sposób o wszystkich ludziach... Teraz musisz przeczytać koniecznie coś na odstresowanie...

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurcze, kawał poważniej książki Ci się trafił. Jestem bardzo ciekawa tej lektury, chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawie zapowiadająca się pozycja. Nie słyszałam o niej nigdy wcześniej i chyba dużo przez to straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  10. O, i to mnie naprawdę zainteresowało;) Zazwyczaj twierdzę, że taka "ciężka" tematyka nie jest dla mnie, ale ten pomysł bardzo mi się spodobał. Tylko podczas lektury musiałabym mieć przy sobie duży zapas czekolady - tak dla poprawienia humoru;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Depresja to straszna choroba. Trudne lektury to coś dla mnie, domyślam się, że przeprawa przez nią nie będzie łatwa.

    OdpowiedzUsuń