czwartek, 23 października 2014

W ferworze pisania nie myśli się o czytelniku. Olga Tokarczuk na Conrad Festival


Conrad Festival trwa w najlepsze. Najchętniej w tym czasie zamieszkałabym w Pałacu pod Baranami, ale niestety rzeczywistość bywa okrutna i nie sprzyja planowaniu. Mimo wszystko cieszę się bardzo, bo udało mi się wziąć udział w najważniejszym dla mnie wydarzeniu tej edycji festiwalu, czyli spotkaniu z Rają Shehadehem! Ale o tym jutro. Dziś będzie o Oldze Tokarczuk, której miałam okazję posłuchać w poniedziałek.

Zanim przejdę do konkretów muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej dzikiej hordy ludzi na spotkaniu z Tokarczuk. Do Pałacu dotarłam stosunkowo wcześnie, ale zanik kupiłam „Księgi Jakubowe” (porażające wydanie, pod względem edytorskim to będzie książka roku, a podejrzewam, że fabuła również nie rozczaruje), to obie sale zdążyły się zapełnić słuchaczami. Znalazłam jedno krzesełko gdzieś na samym końcu w rogu, więc nic nie widziałam, a o zrobieniu zdjęcia nie było nawet mowy. Mówi się trudno, w końcu przyszłam posłuchać, a nie pooglądać autorkę i prowadzących.

Skusiłam się na przyjazd do Krakowa po rewelacyjnym tekście z ostatniego numeru magazynu „Książki”, w którym autorka opowiada o tym jak powstały „Księgi Jakubowe”. Nie będę ściemniać, nie znam prozy Tokarczuk, nigdy nic nie czytałam. Ale czasami miewam przeczucia, intuicje, napady pewności, że jakaś książka jest mi pisana. Tak było z „Grochowem” Stasiuka i „Sońką” Karpowicza. Tak jest też z „Księgami Jakubowymi”. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać ten imponujących rozmiarów tom jeszcze w tym roku, choć stos książek czekających na lekturę uparcie nie maleje.


Według słów samej autorki „Księgi Jakubowe” to powieść o fenomenie, który zdarzył się w osiemnastowiecznej Europie Środkowej, o wielokulturowej Polsce, kiedy to polscy Żydzi zafascynowali się mesjanizmem, o frankistach i latach wędrówki ku emancypacji społecznej. Tokarczuk przyznała, że zanim zacznie pisać, zanim wpadnie jej do głowy pomysł na temat książki, pisarka penetruje wszystko wokół w poszukiwaniu inspiracji. Pisanie książki to fun dla niej samej, bo zbiera wiedzę na określony temat, czyta dużo książek, zdobywa kolejne informacje, które później z żalem musi okroić do tego, co niezbędne. Czasami jakaś fascynacja przeradza się w obsesję i tak było w przypadku „Księgi Słów Pańskich” Jakuba Franka, która tak opętała autorkę, że w efekcie powstały „Księgi Jakubowe”, które Tokarczuk pisała przez 6 lat.

Pisarka dużo miejsca poświęciła omówieniu postaci dwóch głównych bohaterów powieści, czyli Jakuba Franka i ks. Benedykta Chmielowskiego. Pierwszy z nich był dobrze wykształcony i charyzmatyczny, znał się na filozofii, potrafił świetnie opowiadać bajki, przypowieści, anegdoty. A przy tym stosował przemoc i manipulację. Tokarczuk przyznała, że lubi ludzi, którzy wystawiają głowę z tego, do czego zostali wrzuceni i taki właśnie był Jakub Frank. Mniej więcej w połowie pisania autorka polubiła swojego bohatera, a po 2/3 książki zaczęła żałować, że nie żyje w tamtych czasach, bo pewnie sama by się do niego przyłączyła. 
Z kolei ks. Chmielowski jest autorem sławnego zdania „Koń jaki jest, każdy widzi”, choć większość nie kojarzy cytatu z nazwiskiem. Jego „Nowe Ateny” można uznać, za pierwszą polską encyklopedię, a sam autor propagował ideę wiedzy dostępnej dla każdego. Według Olgi Tokarczuk to piękna, wzruszająca, choć być może nawiana postać. Ks. Chmielowski nie potrafił spisać swojej biografii, bo prawdziwy pisarz nie ma biografii, bo biografią pisarza są jego książki. „Tak pojmuję swoje pisanie – nie mam biografii", powiedziała o sobie autorka.

Olga Tokarczuk stwierdziła, że w dzisiejszych czasach w myśleniu o historii i rozwoju społeczeństw zapomina się o podwalinach religijnych. W ogóle refleksja współczesnego człowieka daleko odeszła od podstawowych spraw, dlatego jej „Księgi Jakubowe” to wezwanie do głębokiej i świadomej refleksji. Trzeba pamiętać, że rewolucje zaczynają się w głowie. Pod względem edytorskim publikacja jest ukłonem w kierunku wszystkich książek, bez których by nie powstała. Nietypowa numeracja to hołd oddany książkom hebrajskim czytanym od tyłu do przodu, a przenosiny ostatnich słów z jednej strony na drugą były normą w książką barokowych. Z kolei długi tytuł nawiązuje do „Nowych Aten” ks. Chmielowskiego. 


Ponadto autorka opowiadała jeszcze o tym, że w ferworze pisania nie myśli się o czytelniku, o polskiej kulturze, swoich wschodnich korzeniach, żydowskim dziedzictwie, które utrąciliśmy, bohaterkach kobiecych i motywach mistycznych w swojej powieści oraz tradycji powieści historycznej i Henryku Sienkiewiczu. Całe spotkanie było świetne, dlatego cieszę się, że mogłam wziąć w nim udział i już nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać „Księgi Jakubowe”. O swoich wrażeniach z lektury na pewno Wam opowiem.

16 komentarzy:

  1. Świetna relacja. Nie wyobrażam sobie, żeby przejść obojętnie obok tej książki:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No książka robi naprawdę niezłe wrażenie wizualne, ale czy przeczytam nie wiem - Tokarczuk jest dla mnie kompletną tajemnicą!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam na spotkaniu z Olga Tokarczuk w lipcu - jeszcze bez książki, ale z obszernym fragmentem czytanym przez Autorkę. Wydaje się, że bardzo zbliżonym do tego, o którym opowiadasz. Temat pociągający, tym bardziej, że dotychczas słabo spenetrowany, ale nie wiem, kiedy sięgnę po "Księgi" (czytałam kilka książek OT, ale ostatnio coś mi nie po drodze z tą prozą; choć ten tom wabi... ;-))

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam kupić e-booka, bo nie mam już miejsca na takie grubasy, ale widzę, że warto zainwestować jednak w papier

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj warto :) koniecznie kup wersję papierową, szkoda tej powieści brukać czytnikiem :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawa relacja, muszę w końcu zacząć uczęszczać na takie spotkania.

    OdpowiedzUsuń
  6. Marta,
    jak poczytasz coś Olgi Tokarczuk - najlepiej zacznij od ,,Prawieku..." - to wsiąkniesz z kretesem! Ja się ciągle waham, kto jest moim numerem 1. we współczesnej polskiej prozie i ciągle mam dylemat między nią a Stasiukiem. Pilch i Karpowicz to już nie ta broszka, choć też ich ogromnie cenię. Znając Twój/mój gust literacki i sądząc po sobie/Tobie - tak będzie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę Ci całkowicie, ale podejrzewam, ze jednak zacznę od "Ksiąg", bo kuszą mnie straszliwie :)
      Pilcha nie rozumiem, naprawdę! Szanuję człowieka, ale czytać się go nie da.... Moje odczucia co do Karpowicza też są podobne, ma facet talent, ale to nie ten poziom co Stasiuk :)

      Usuń
  7. Dla mnie Tokarczuk też jest wielką tajemnicą, ale mam w domu "Moment niedźwiedzia", z którym planuję podejść na Targach w Krakowie :) Jak już będę mieć podpis, to może się zmobilizuję :P Jej "Księgi Jakubowe" wyglądają niesamowicie! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam Tokarczuk, choc przyznam, ze przez. "Biegunów" nie przebrnęlam do konca. Dzięki za relację! Ksiązkę juz kupilam, mam nadzieję, ze wkrótce dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
  9. O, chętnie poznałabym tę pisarkę! Dotąd, co prawda, bardziej podobały mi się jej krótsze formy (opowiadania) niż powieści, ale i po "Księgi Jakubowe" na pewno sięgnę. Pięknie wydane, trzeba przyznać. I ta numeracja - cudna! Tylko tematyka niby nie moja (frankiści na pierwszy rzut oka nie wydają się interesujący, ale może po prostu zbyt mało o nich wiem; zresztą w "Książkach" czytałam, że Tokarczuk nie wierzy w opowieści pozbawione kobiet, może więc moja największa obawa - że to książka męska, męska pod względem ilościowym - się nie spełni).

    OdpowiedzUsuń
  10. Żadnej jej książki nie czytałam, dlatego nie wybrałam się na to spotkanie. Ale mam w planach jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  11. Rzeczywiście tłum był dziki, po przeliczeniu ok. 550 osób. Do tej pory to najbardziej oblegane spotkanie, nawet na dzisiejszym z Keretem nie było tak tłumnie, choć spodziewaliśmy się jeszcze większego oblężenia.
    Jeśli chodzi o Tokarczuk, zgadzam się z Emmą Ernst - zacznij od „Prawieku”, jest absolutnie cudowny. Choć wiem, że pewnie rączki świerzbią do „Ksiąg” :) Sama jestem ich bardzo ciekawa, ale jeszcze się nie zaopatrzyłam, czekam aż stanieją albo jakimś cudownym sposobem same wpadną w moje ręce.
    Widziałam Cię na tym spotkaniu, na Shehadehu też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak tez byłam, relacja już za chwilkę :) dlaczego się nie przyznałaś, że to Ty, nie poznałam Cię :( no chyba, ze widziałaś mnie z daleka :D
      Prawieku nawet nie mam na półce, musiałabym najpierw kupić, choć wierzę Wam, że dobrze byłoby zacząć akurat od tej książki, ale "Księgi Jakubowe" już nie dają mi spać, a jeszcze nie przeczytałam ani słowa :)

      Usuń
    2. Z daleka, a przy tym tłumie możliwości manewru też miałam niewielkie, ale następnym razem jeśli przy jakiejś okazji się spotkamy to się ujawnię :) Zacznij w takim razie od „Ksiąg”, rozumiem że pokusa jest silna, ale o „Prawieku” nie zapomnij :)

      Usuń