piątek, 24 października 2014

Niezbyt łatwo się ze mną żyje. Raja Shehadeh na Conrad Festival



Wtorkowe spotkanie z Rają Shehadehem w ramach Conrad Festival było jednym z najważniejszych w moim życiu. Wiem, że mam tendencję to przesady, ale tym razem mierzę właściwą miarą. Autora poznałam przy okazji lektury książki „Obcy w domu”, a sam pisarz z miejsca wskoczył na szczytowe miejsca mojego prywatnego rankingu. Proza Shehadeha jest porażająca, a siła jego opowieści tkwi w niepowtarzalnym klimacie stworzonym przez pisarza. Majstersztyk, arcydzieło, objawienie geniuszu. Jak zwał, tak zwał. Chodzi o to, że między słowami można wyczuć, że sam autor jest postacią niezwykłą. W ciągu ponad dwóch godzin w Pałacu pod Baranami Shehadeh pokazał się z najlepszej strony i sprawił, że mój światopogląd ponownie zadrżał w posadach.

Spotkanie z Rają Shehadehem prowadził Artur Domosławski, który zaczął od stwierdzenia, że nie znamy w Polsce wielu palestyńskich pisarzy, a wielu ludzi kojarzy Palestyńczyków, jako terrorystów z chustą na głowie i karabinem na ramieniu. Po tej smutnej, ale jakże prawdziwej refleksji dziennikarz przeszedł do przedstawienia autora i pokrótce omówił jego dorobek pisarski. W końcu sam Raja zabrał głos i zanim odpowiedział na pytania Domosławskiego, podziękował wydawnictwu Karakter oraz organizatorom za zaproszenie i wycieczkę na Luboń. To był dla niego wspaniały dzień, bo pójść na spacer, poczuć klimat, dotknąć przyrody i zobaczyć krajobrazy to najlepsza okazja do poznania kraju.

W 1948 r. rodzina Shehadehów została zmuszona do opuszczenia rodzinnego domu w Jafie. Przeprowadzili się do Ramallach. Stracili wszystko. Wcześniej Aziz Shehadeh był wziętym prawnikiem, w Ramallach żyli w biedzie. Przez działania Izraelczyków stracili nie tylko dobra materialne, ale przede wszystkim tożsamość i nadzieję jako naród. Przez wiele lat Raja nie mógł nawet używać słowa „Palestyna”. Rodzina Shehadehów nigdy nie pogodziła się ze stratą domu w Jafie, pielęgnowano wspomnienia, wpajano mu, że prawdziwe życie było tam, za horyzontem. Na potwierdzenie swoich słów pisarz przeczytał fragment z „Obcych w domu”, przyznając, że lubi czytać na głos publiczności, ale postara się, żeby zacytowany fragment nie był długi. W końcu autor poprzestał na trzech pierwszych akapitach, choć osobiście mogłabym go słuchać bez końca.

W 1967 r. nastała wojna i nie było w niej nic bohaterskiego. Aziz Shehadeh opowiadał się za utworzeniem dwóch państw funkcjonujących obok siebie – Palestyny i Izraela. Wierzył, że ludzie mogą żyć razem we wspólnocie i kreować wspólną przyszłość. Poza niewielką grupą popierającą poglądy Aziza, wszyscy byli za stawieniem oporu. Dopiero po wielu latach, z książki izraelskiego historyka Raja dowiedział się, że przez pierwsze dwa lata wojny Izrael wcale nie chciał rozwiązań pokojowych, choć rząd twierdził, że to Palestyńczycy stoją na przeszkodzie dwupaństwowego rozwiązania. Tym samym Palestyńczycy przegrali batalię o wyobraźnię świata.

Holocaust był straszny i trzeba dbać o to, żeby już nigdy nie powtórzył się w żadnym rejonie świata. Raja Shehadeh uważa, że holocaust jest wykorzystywany przez Izraelczyków, którzy używają go, gdy tylko zabraknie innych argumentów. Dodatkowo ten dramat zapewnia im sympatię i empatię zachodu. Żydzi są rozsiani po świecie, mają swoje wpływy i kontakty, a Palestyńczycy nie są w stanie przebić się do świadomości mas, bo mają fatalny PR i dla wielu ludzi obraz Palestyńczyka, to obraz terrorysty. Choć ostatnimi czasy ich sytuacja zaczęła się zmieniać. Ich głos pojawia się w mediach, na świecie publikowane są palestyńskie książki, a po ostatnich wydarzeniach w Strefie Gazy na świecie odbywały się poważne demonstracje w obronie Palestyńczyków.


Raja Shehadeh nie uważa się za pisarza politycznego, a nawet twierdzi, że nie rozumie polityki. Niemniej jednak geografia, krajobraz i jego wędrówki są polityczne. On sam jest ofiarą syjonizmu, nie zgadza się ze stwierdzeniem, że Żydzi mają biblijne prawo do ziemi, którą odebrali Palestyńczykom. Jego naród jest zdominowany, ale wszystkie nieporozumienia trzeba zostawić przeszłości i spróbować stworzyć wspólną przyszłość opartą na współpracy dwóch państw egzystujących obok siebie. Spacerowanie jest bardzo popularnym zajęciem w Izraelu, więc może wielbiciele natury i krajobrazu zjednoczą siły i będą walczyć o wspólne dobro, jakim jest ich ziemia. Według Shehadeha cały Bliski Wschód powinien ze sobą współpracować.

Autor „Palestyńskich wędrówek” przyznał, że czuje się zagubiony jeśli nie pisze. Natomiast kiedy o czymś pisze, to cały czas o tym myśli, robi notatki, prowadzi dziennik. Jak sam o sobie powiedział: „Niezbyt łatwo się ze mną żyje”. A wszystko zaczęło się w 1967 r. po wybuchu wojny. Nastoletni Raja był tak zdezorientowany, że zaczął prowadzić dziennik, żeby zwalczyć natrętne myśli pojawiające się w głowie. Od tamtej pory nigdy nie przestał pisać. Shehadeh prowadzi dziennik, żeby wytłumaczyć sobie to, co dzieje się dookoła. Wierzy, że każdy pisze dla siebie, ale po opublikowaniu opowieść należy do czytelnika.

Raja Shehadeh opowiadał jeszcze o radzeniu sobie ze złością i buntem, stronniczości mediów, odwadze i Polsce, która pomimo wojen przetrwała, ma swoją tożsamość, a my możemy interpretować swoją historię. Z kolei dla Palestyńczyków i Izraelczyków pokój będzie kompromisem.

Spotkanie z Rają Shehadehem było poruszające, uwrażliwiające i otwierające oczy na sprawy, o których nie myśli się na co dzień. Od pisarza emanowało ciepło i pasja, która zarażał audytorium. Wydaje mi się, że jego postawa przypomina walkę z wiatrakami, ale chciałabym wierzyć, że pokój w tamtej części świata jest możliwy. Na zakończenie apel – czytajcie Shehadeha! Bo jeśli warto czytać książki, to tylko takie, które poruszają do szpiku kości, a proza palestyńskiego pisarza nadaje się do tego idealnie.

Zobacz również:

5 komentarzy:

  1. Zazdroszczę kolejnego emocjonującego spotkania :) Nie czytałam żadnej książki tego autora, ale za to o sytuacji w tej części świata czytałam niedawno przy okazji lektury "Drzewa migdałowego" :) Chętnie skorzystam z Twojej rekomendacji i rozglądnę się za wspomnianymi pozycjami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za polecenie kolejnego świetnego autora :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję udanego spotkania, masz wspaniałą relację i pewnie wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uznaję, że jedne Targi Książki w roku to za mało (byłam na białostockich). Nie mówiąc, że festiwali książkowych zaliczonych równe zero ;) Zazdroszczę i czytam z ekscytacją o Twoich spotkaniach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś moimi oczami i uszami na tych targach i chyba więcej wyłapiesz niż ja gdybym sama tam była :)

    OdpowiedzUsuń