piątek, 17 października 2014

Jak bonie dydy!



tytuł: Zapomniane słowa
autor: Magdalena Budzińska
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2014
ilość stron: 239

moja ocena: 8/10

Tomik „Zapomniane słowa” wywołał u mnie ekscytację od pierwszej strony. Już sam pomysł na powstanie słowniczka tego typu spotkał się u mnie z ogromnym entuzjazmem. Uwielbiam regionalizmy, słówka pochodzące z gwary (w moim przypadku śląsko-krakowskiej), które bawią i  wprawiają w zakłopotanie rozmówców. Nic więc dziwnego, że antologia „Zapomniane słowa” od samego początku złapała mnie za serce!

Nie tylko słówka wzbudzają poruszenie, ale przede wszystkim nazwiska przypominających ich znaczenie. Cała plejada znakomitości, autorytetów, mistrzów pióra i słowa. Każde hasło, to osobna historia, przetworzona przez indywidualizm i wrażliwość piszącego. Niektóre testy są zabawne, inne poważne, a jeszcze inne nostalgiczne. Wszystkie warte uwagi i jedyne w swoim rodzaju. Eustachy Rylski wyjaśnia różnicę między zadowoleniem, szczęściem i ukontentowaniem, Jerzy Jarniewicz opowiada o kociakach z pociągu, bynajmniej nie mając na myśli puchatych zwierzątek, a Olga Tokarczuk przypomina uroki przekleństwa „psiakrew”.

„Jeśli powiem, że znikają z języka słowa obelżywe, usłyszę w odpowiedzi, że coś mi się chyba, kurwa, pomyliło. Że zbyt wytrwale siedziałem w bibliotece. Zbyt długo nosiłem słuchawki na uszach. Że chyba tramwajami nie jeżdżę. Do autobusów nie wsiadam. Że pociągi omijam. Że jestem głuchy, osobny, wyizolowany.”
- Przemysław Czapliński -

Lektura tomiku daje możliwość poznania zupełnie nowych słów. Poznałam wieloznaczność słowa statki, dowiedziałam się czym jest szmizetka, krachta i plereza, jakie cechy charakteru posiada człowiek kostyczny. Poczytałam o ancymonkach, łapserdakach, miglancach, moderantach, trzpiotach i urwisach. W odróżnieniu od Stanislawa Dubisza nie uważam, żeby słowo „zacny” popadło w niepamięć. Już jakiś czas temu wróciło do użytku, ale w połączeniu z mową potoczną brzmi jak dla mnie groteskowo i trochę snobistycznie. Wiem również czym jest nakastlik i kobiałka, znam prywaciarzy i rozumiem, że część z nich jest wyjątkowo osobliwa. Zadziwia mnie, że te słowa zostały uznane za zapomnienie, bo w mojej świadomości żyją i mają się dobrze, a co więcej są w codziennym użytku. Natomiast Przemysław Czapliński i jego genialny tekst o obelgach, wyzwiskach i wymysłach przypomniał mi jak kwieciście sobie pobluzgać. 

Antologię „Zapomniane słowa” przeczytałam z niekłamaną radością i entuzjazmem. Magdalena Budzińska  miała genialny pomysł! Liczę na to, że słowniczek będzie rozbudowywany i powstaną kolejne tomy. Bo to po prostu świetna książka. Jak bonie dydy!

„Tak, słowa również potrafią umierać. Ich śmierć związana jest zawsze z jakąś powszechniejszą śmiercią – śmiercią kultury, śmiercią kontekstu, śmiercią narodu, śmiercią języka, czy banalniej – śmiercią mody. Te wszystkie śmierci tak naprawdę są jedną i tą samą – śmiercią. Słowa umierają tak samo jak ludzie, śmiercią nagłą bądź powolną, okrutną bądź w miarę łagodną, nieoczekiwaną bądź wyczekiwaną, a jeśli próbują być wskrzeszane, to ich chwilowe pojawienie się, objawienie, przypomnienie należy już do tego samego porządku co pojawienie się ducha.”
- Tomasz Różycki -

***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Annie i Wydawnictwu Czarne!

10 komentarzy:

  1. Ciekawa publikacja, dzięki której można poszerzyć swój zasób słów. Jestem zatem jak najbardziej na tak.

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie!! to muszę mieć!! Uwielbiam takie książki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam jedynie kilka z wymienionych w tekście słów, o których mowa w książce :) W dobie licznych zapożyczeń z języków obcych (zwłaszcza angielskiego!) taka publikacja jest bardzo potrzebna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nakastlik? Plereza? Oj, mam chrapkę na tę książkę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie, że powstał taki słownik :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też nie rozumiem, jak niektóre z tych słów mogły zostać uznane za zapomniane. Przecież ich znaczenie jest oczywiste, a i w moim otoczeniu po prostu się ich używa;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem na tak. Aby poszerzyć swoją wiedzę i zagiać rozmówcę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Intrygująca publikacja, chętnie bym do niej zajrzała :) A tak w kontekście słów, przypomniało mi się jak wyjechałam na studia do innego województwa i niczego nieświadoma w sklepie poprosiłam o zrywkę (alias siatka jednorazowa). Pani w sklepie ewidentnie nie miała pojęcia o co mi chodzi, bo jak się później okazało takie określenie akurat w tym regionie nie funkcjonuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też pierwsze słyszę, więc nie dziwię się pani w sklepie. Moja wychowawczyni z liceum pochodziła z Gdańska, więc na lekcjach czasami wymienialiśmy się przedziwnymi słówkami, które śmieszyły ją i nas :)

      Usuń
  9. Tego cudeńka nie znam, zaczynam poszukiwania:) Dzięki!

    OdpowiedzUsuń