sobota, 18 października 2014

Jacek Hugo-Bader w oświęcimskiej bibliotece


Wczoraj po południu, czyli 17 października 2014 r. w Galerii Książki w Oświęcimiu, odbyło się spotkanie autorskie z Jackiem Hugo-Baderem. Człowieka przedstawiać nie trzeba. To że pisze świetnie również nie ulega wątpliwości, choć jego ostatnia książka „Długi film o miłości” pozostawiła po sobie jedynie niesmak i sprawiła, że straciłam trochę szacunku do autora. Na piątkowe spotkanie wybrałam się po to, żeby znów nabrać do niego sympatii.

Frekwencja dopisała, spotkanie rozpoczęło się punktualnie i już od pierwszej chwili Jacek Hugo-Bader przełamał dystans między sobą a publicznością. Opowiadał dużo i chętnie, cały czas dreptając po sali i gestykulując. Prawie dwie godziny zleciały zbyt szybko. Reporter opowiadał przede wszystkim o tajnikach swojej pracy. Od dłuższego czasu nie pisze już na zlecenia, bo tematy wymyśla sobie sam. Kiedy weźmie na warsztat jakiś temat, to cały czas o nim myśli, przeżywa i analizuje. Hugo-Bader przyznał, że jest uzależniony od żółtych karteczek, które ma porozrzucane wszędzie i zapisuje na nich pomysły, bo nawet w nocy przychodzą mu do głowy, więc zaraz po przebudzeniu musi je zapisać, żeby nie umknęły („Mam taką sraczkę myślową”). Według jego słów, reporter pracuje bez przerwy.

W tym zawodzie jest fart i determinacja. Żeby napisać książkę trzeba mieć temat, bohaterów, miejsce i pomysł formalny. W trakcie pracy Jacek Hugo-Bader nagrywa na dyktafon swoich rozmówców, a później przepisuje nagrania na papier. W trakcie rozmowy z bohaterami swoich tekstów reporter wychodzi ze swej roli, jeśli chce, żeby ludzie odkryli przed nim duszę, to sam musi się przed nimi otworzyć i być szczerym. Jeśli trzeba, Hugo-Bader potrafi rozmawiać z kimś nawet 48 godzin bez przerwy. Dla reportera najważniejsi są bohaterowie, bo reporter nie podróżuje po miejscach, ale jeździ do miejsc, żeby spotkać ludzi. Jeśli zabraknie mu pomysłów, to idzie na cmentarz, a tam zawsze trafią się fajne tematy. Według autora nie ma nic gorszego niż się przyzwyczaić i przestać się dziwić, dlatego on sam pielęgnuje w sobie dziecięcy zachwyt. 


Pan prowadzący spotkanie (niestety nie zapamiętałam nazwiska) ukradł mi pytanie, z którym przyszłam, bo zapytał, czy Hugo-Bader żałuje, że napisał książkę o Broad Peak. Reporter podkreślił, że nie żałuje i gdyby mógł wybierać, to znów zdecydowałby się na udział w wyprawie, ale postarałby się nie popełnić tych samych błędów. Co więcej spodziewał się zamieszania, które wybuchło po opublikowaniu książki, od początku czuł, że będzie to najtrudniejsza rzecz jaką zrobił w życiu. Przypuszczał również, że bohaterom „Długiego filmu” ta książka nie będzie się podobać, bo wyczuwał ich oczekiwania wobec niego, ale nie mógł napisać tego, czego życzyliby sobie bliscy zmarłych himalaistów. Przyznał również, że fragment na szczycie (dialog Maćka i Tomka) został przez niego zmyślony. Melchior Wańkowicz wprowadził termin „zmyślenie prawdziwe”, które polega na tym, że reporter według swojej najlepszej wiedzy odtwarza konkretną sytuację. Tak właśnie zrobił Hugo-Bader, bo uznał, że czytelnicy musieli być na tym szczycie razem z himalaistami.

Nie sposób wyczerpać wszystkich poruszonych tematów, bo Jacek Hugo-Bader okazał się świetnym rozmówcą, który chętnie żartował i wciągał publikę w dialog. Odpowiedzi na pytania z widowni nie sprawiały mu żadnych kłopotów, bo jak sam powiedział „ja jestem taki mądry prawie na każdy temat”. Spotkanie wypadło bardzo sympatycznie, a reporter nabrał dla mnie bardzo ludzkiego oblicza, choć przyznaję, że nie we wszystkich momentach mnie przekonał. Szczególnie jeśli chodzi o Broad Peak i „zmyślenie prawdziwe”. Na koniec zdradzę Wam jeszcze sekret, że autor jest w trakcie pisania dwóch książek – pierwsza dotyka naszego polskiego podwórka, a druga znów będzie traktować o Rosji (huuuurraaaa!). Poczytamy, zobaczymy. Jeśli będziecie mieli okazję, to wybierzcie się na spotkanie autorskie z Jackiem Hugo-Baderem, bo to naprawdę barwny i interesujący człowiek, który potrafi zadziwiać słowami, nie tylko tymi wydrukowanymi na papierze. 

Zobacz również:


8 komentarzy:

  1. O to bardzo fajnie ,że pojechałaś ; ) Może pisarz miał taki przekaz co do książki ; )

    http://spelniaj-swoje-marzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna sprawa. Gdyby autor zawitał do Bielska Białej też chętnie wybrałbym się na spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Bielska do Oświęcimia - rzut beretem :))) a jeszcze bliżej do Brzeszcz - gdzie Hugo-Bader był dzień wcześniej :)))

      Usuń
  3. Długi film o miłości pozostawił u Ciebie niesmak? To my o tym kiedyś pisałyśmy? Ja Hugo-Badera właśnie za tę książkę lubię jeszcze bardziej. Na spotkaniu z nim byłam w Białymstoku, gdy książkę zapowiadał... Uwielbiam go słuchać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Długi film to niestety książka bardzo marketingowa. Cóż powiedzieć - nie przepadam za tym autorem i nie wiem, czy polubiłabym go na żywo, ale na spotkania do Katowic i tak nikt nie przyjeżdża

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdroszczę. Liczę na to, że pojawi się gdzieś blisko mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie byłam na żadnym spotkaniu autorskim, a marzy mi się kilka...

    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń