poniedziałek, 13 października 2014

Grecka melancholia



tytuł: Agrigento
tytuł oryg.: Αγκριτζέντο
autor: Kostas Hatziantoniou
wydawnictwo: Książkowe Klimaty
rok wydania: 2014
ilość stron: 480 

moja ocena: 7/10

Zupełnie nie znam współczesnej literatury greckiej. Czytałam kiedyś „Greka Zorbę”, ale niestety nie odnalazłam się w tej opowieści. Dlatego też sięgając po „Agrigento” Kostasa Hatziantoniou miałam pewne wątpliwości, ale wystarczyło zaledwie kilka stron, żebym przekonała się, że błędem było moje dotychczasowe ignorowanie greckich pisarzy i ich twórczości.


Agrigento to malownicze, sycylijskie miasteczko, które w czasach starożytnych było potężnym Akragas. Historia odbiła na nim swoje piętno, a z lat świetności pozostały jedynie zabytki. To również miejsce urodzenia wybitnego filozofa Empedoklesa, którego losy bada miejscowy doktor Pauzaniasz Anchite. Pod niebem Agrigento splatają się losy wspominanego doktora, jego córki, przyjaciół i ukrywającego się przed światem Gaetano.
„Pamięć żywi się cierpieniem i wymaga przestrzeni pustego domu. On jednak chce wierzyć, że czas zatoczy koło, a potem znów nadejdą dobre dni. Jego myśli znów się wyklarują i nie będzie potrzebował już żadnej magii.”
Niezwykłość „Agrigento” nie tkwi w opowieści rozgrywającej się na kartach powieści, ale w sposobie jej przedstawienia. Fabuła rozwija się powoli i rytmicznie. Sama historia, choć ciekawa,  nie ma większego znaczenia, bo styl autora wystarcza, żeby zatopić się w powieści. Specyficzny, poetycki język wciąga czytelnika bez reszty, zachwyca i intryguje, a niespieszna narracja rozleniwia, sprawia, że prozę Hatziantoniou chce się czytać powoli i z rozmysłem smakując każde zdanie.
„Wtedy tylko marzył o podróżach. Teraz już wie. Nie ma innych podróży, poza tymi w głąb siebie.”
„Agrigento” to pięknie napisana, ale specyficzna powieść, która nie każdemu przypadnie do gustu. W prozie Hatziantoniou miłość i pragnienie szczęścia splata się z porachunkami mafijnymi i zwyczajną codziennością, jeszcze bardziej podkreślając samotność i indywidualizm bohaterów. Całość tchnie melancholią, zachwyca bajeczną scenerią, rozgrzewa ciepłem sycylijskiego słońca. Wszyscy spragnieni piękna z pewnością docenią walory „Agrigento”. W końcu nie bez powodu  Kostasa Hatziantoniou zdobył  Europejską Nagrodę Literacką w 2011 roku.


***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Alicji i wydawnictwu Książkowe Klimaty
http://ksiazkoweklimaty.pl/



13 komentarzy:

  1. Nie czuje, aby ta książka przypadła mi do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez zupelnie nie znam greckiej literatury. Zaciekawilas mnie tą recenzją:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno melancholijna... "przeczuwam" takie książki. Jak tylo będę miała nastrój, poszukam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam zupełnie literatury greckiej. Tak się jakoś po prostu złożyło, niemniej na chwilę obecną nie odczuwam potrzeby, aby coś w tym temacie zmieniać. Dlatego nie skuszę się na powyższą pozycję, bo obawiam się, że jej specyficzna forma może nie przypaść mi do gustu. W każdym razie wolę jednak nie ryzykować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę się przyznać, że jeszcze nie czytałam żadnej książki autorstwa Greka. Może najwyższy czas to zmienić...

    OdpowiedzUsuń
  6. A "Nietoperze" Leny Kitsopolu czytałaś? To zupełnie (z naciskiem) inny, choć też grecki, klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, ale już mam swój egzemplarz :)

      Usuń
    2. Będę wypatrywać Twoich wrażeń, po tej gorzkiej lekturze.

      Usuń
  7. Bardzo lubię literaturę grecką, więc może kiedyś sięgnę po tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Literatura grecka jest mi zupełnie obca i myślę, że w najbliższym czasie tego nie zmienię :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem zainteresowana powyższą pozycją aczkolwiek na chwilę obecną muszę sobie odmówić tą grecką opowieść. Być może w przyszłości po nią sięgnę. Nie mówię "nie" ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie czytałam greckiej literatury. W sumie powinnam to zmienić. Przekonuje mnie też plastyczny język :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja chętnie przeczytam, lubię takie nieoczywiste książki ;) I bardzo się cieszę, że pojawiają się w sieci, wprowadzają trochę urozmaicenia w blogosferze skupionej na zupełnie innej literaturze.

    OdpowiedzUsuń