sobota, 20 września 2014

Winne?


tytuł: Zimne. Polki, które nazwano zbrodniarkami
autor: Marek Łuszczyna
wydawnictwo: PWN
rok wydania: 2014
ilość stron: 200

moja ocena: 8/10

Nowej książki autorstwa Marka Łuszczyny wypatrywałam od dawna. Po rewelacyjnych „Igłach” nie mogłam się doczekać kolejnego tomu z nazwiskiem zdolnego reportera na okładce. I w końcu jest! „Zimne. Polki, które nazwano zbrodniarkami” to według słów wydawcy „druga część  reporterskiej trylogii”. Cieszę się bardzo, bo Łuszczyna pisze świetnie! Tym razem zdolny (będę to za każdym razem podkreślać) reporter wziął na warsztat pięć historii kobiet, które zostały uznane zbrodniarkami.

Julia Brystygier miała duży wpływ na kształt aparatu bezpieczeństwa PRL, pastwiła się nad żołnierzami wyklętymi. To ona wykończyła generała Nila i rotmistrza Pileckiego. Nawet jeśli nie działała osobiście, to ich krew plami jej sumienie. Używała perfum, które polecił jej Pablo Pisasso, była bystra, oczytana i inteligentna. Zimna, bezwzględna i okrutna sprawia wrażenie kobiety pozbawionej skrupułów. Prześladowała Kościół, żeby pod koniec życia nawrócić się i stać się wierną wyznawczynią Jezusa Chrystusa. 

Marta Pawłowska, miła, spokojna i dobra uczennica, z zimną krwią zamordowała siekierą własną matkę, po czym poćwiartowała jej zwłoki. Głowę zapakowała do garnka i wrzuciła do Jeziorka Czerniakowskiego. Korpus i nogi spakowała do dwóch różnych walizek, które ukryła w schowkach Dworca Centralnego. Bestia w ciele siedemnastolatki. Dlaczego więc biegły psycholog uważał, że dziewczyna jest niewinna?

Helena Flak – siostra sławnego Wampira z Zagłębia, który zabił dwadzieścia jeden kobiet, w tym bratanicę Edwarda Gierka. Podobno żyła ze swoim bratem jak z mężem i przyjmowała od niego rzeczy skradzione ofiarom Wampira. Dwóch jej braci skazano na karę śmierci, trzeciego brata i syna na karę wiezienia. Ona sama usłyszała wyrok 4 lat pozbawienia wolności. Po wszystkim już nigdy nie odzyskała spokoju. Czyżby proste i biedne rodzeństwo Marchwickich zostało kozłami ofiarnymi, a ich aresztowanie było tylko sprawną manipulacją ówczesnych władz i mediów?

Kazimiera Czerwonkowa nie dogadywała się z siostrą swojego męża. W życiu nie miała żadnych przyjaciół poza dużo młodszą od siebie sąsiadką. To Krysia zajęła się pogrzebem zmarłej przyjaciółki. Podobno Kazia umarła z samotności i tęsknoty za zmarłym mężem. Ale to wyrzuty sumienia ją zjadły. Te same, które mieszkały przez lata ukryte w skórzanej torbie.

Justyna Bajdor walczyła w Powstaniu Warszawskim. Przeszła przez piekło. Zrządzeniem losu trafiła do Anglii, tam odnalazła dawnego krewnego, któremu wojna zabrała rodzinę. Razem ułożyli sobie życie i wyjechali do Buenos Aires. Ale los nadal nie rozpieszczał ślicznej Justyny, a do ostatecznych kroków pchnęły ją kłamstwa mężczyzn, którym zaufała.

Zbrodniarki. Winne. Ale…

No właśnie, to ale wwierca się w umysł i nie daje spokoju, bo nic w reportażach Marka Łuszczyny nie jest oczywiste. Autor nie rozstrzyga wątpliwości czytelnika. Każdy musi osądzić sam, według własnej miary i sumienia.
„- Chce pan przez to powiedzieć, jako autorytet i pod nazwiskiem, że zabicie w okrutny sposób drugiego człowieka jest czasem jedynym skutecznym sposobem , aby się uwolnić od przemocy?
- Panu to się naprawdę w głowie nie mieści, czy pan udaje naiwnego durnia?”
Pod względem moralnym najtrudniej ocenić Julię Brystygier. Wszystko się we mnie buntuje na myśl o jej nawróceniu, ale zacytowany fragment z Pisma Świętego o nawróceniu Szawła ostatecznie powstrzymuje mnie od pogardliwego prychnięcia. Bo w końcu dlaczego mam jej nie wierzyć? Helena i Kazimiera sprawiają wrażenie, jakby znalazły się w niewłaściwym miejscu i czasie. Natomiast Martę Pawłowską i Justynę Bajdor z pewnością można nazwać morderczyniami. Zabiły, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Ale motywy, którymi kierowały się obie kobiety nie są już takie oczywiste. Zgoda, Marta mogła postąpić inaczej, znaleźć inne wyjście z sytuacji, ale Justyna postawiona została pod ścianą. Jej historia jest tak szokująca, że trudno mi wyobrazić sobie, że mogła zrobić cokolwiek innego. Szkoda tylko, że cała sprawa nie została wyjaśniona. Ale może kiedyś Mario Vargas Llosa przywiezie do Polski dalszą część tej opowieści.

Marek Łuszczyna ma doskonały warsztat. Wie jak utrzymać uwagę czytelnika od pierwszej, do ostatniej strony. Jest obecny w swoich reportażach, ale raczej jako świadek, który przekazuje dalej uzyskane informacje. Przy tym potrafi zachować bezstronność i pozwala czytelnikowi na wydawanie własnych sądów.  Doskonale stopniuje napięci i trzyma emocje w ryzach. Zarówno „Zimne”, jak i wcześniejsze „Igły” to prawdziwe perełki wśród literatury non-fiction. Mam nadzieję, że kolejna książka reportera ukaże się niebawem, choć przecież będę czekać tyle ile trzeba. Warto.

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Marty i Domu Wydawniczego PWN!


23 komentarze:

  1. Przegapiłam "Igły", ale teraz już przeczytam obie książki. Nigdy bym nie pomyślała, że będę miała ochotę przeczytać coś takiego, bo zawsze się boję, że trafię na "faktoidalny" tekst, w którym zastosowano tanie chwyty. Jestem zaskoczona, dzięki, lecę dopisać do listy.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Brystygierowej czytałam w książce o polskich agentkach zdaje się - i w głowie mi się nie mieszczą okrucieństwa, do jakich była zdolna. Kwestii jej nawrócenia nie rozważam - może i nastąpiło, może żałowała...winna z całą pewnością była.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była, była, co do tego też nie mam wątpliwości. W jej nawrócenie też jakoś trudno mi uwierzyć, choć się staram. Mimo wszystko nic nie zmienia faktu, że była prawdziwym potworem...

      Usuń
  3. "Igły" baaardzo mi się podobały i jestem ciekawa kolejnej książki Łuszczyny. Po Twojej recenzji wiem, że muszę ją mieć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozbroiłaś mnie tym zdjęciem książki w lodówce :)
    Co do samej książki, będę mieć ją na uwadze, bo wydaje się być naprawdę wartościową lekturą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie wzięło się ze skojarzenia, że jak coś jest zimne, to powinno być w lodówce :D

      Usuń
  5. Tak zachwalasz, że trudno się oprzeć;) Ale i sama tematyka bardzo mnie zachęca, chociaż w ogóle nie jest przyjemna. W każdym razie, jeżeli będę mieć możliwość przyjrzenia się sylwetkom tych kobiet, skorzystam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostrzę sobie pazurki na tę lekturę:)
    Miałaś świetny pomysł na zdjęcie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjęcie w lodówce genialne. A nad samą książką pomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój pomysł się spodobał : )

      Usuń
  8. Bardzo chcę przeczytać tę książkę , tym bardziej że Igły tego autora ogromnie mi się podobały :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Widzę, że postacie kontrowersyjne mimo wszystko, przez co pozycja wydaje mi się intrygująca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurczę, robisz jedne z najbardziej pomysłowych zdjęć książek, jakie widuję na blogach! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się, choć nie zawsze mi wychodzi :D

      Usuń
  11. A ja nadal poluję na "Igły"...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jejku, jak bardzo zazdroszczę Ci tej książki! Ostatnio trafiasz na perełki, a po Twoich recenzjach pragnę biec do księgarni! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jej... aż się zachłysnęłam przy czytaniu... Mama znów powie, że znów książka o trudnych babach - już zacieram ręce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak dla mnie baby zawsze są trudne :p

      Usuń
  14. Ciekawa pozycja. Jak nikt nie będzie potrzebował tej książki, to chętnie pożyczę. Jeśli masz "Igły", to również poproszę :) Powtórzę się ze wcześniejszymi wpisami, no ale muszę to dodać: Genialny pomysł z lodówką i książką! :D

    Aga P-ik

    OdpowiedzUsuń
  15. Książkę już od dłuższego czasu mam na uwadze. Wcześniej czy później, ale raczej szybciej muszę ją dorwać w swoje łapki :)
    I jestem również tego zdania, ze robisz świetne zdjęcia książek ;) Ta Twoja kreatywność :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Intrygująca lektura, tym bardziej, że o rodaczkach. Na pewno przeczytam ją, jeśli nadarzy się okazja ku temu.
    Zdjęcie książki niezwykle pomysłowe! :)

    OdpowiedzUsuń