wtorek, 16 września 2014

Trumienka zamiast kołyski



tytuł: Cztery i pół tygodnia. Historia naszego małego Juliusa
tytuł oryg.: Viereinhalb Wochen
autor: Constanze Bohg
wydawnictwo:Święty Wojciech
rok wydania: 2014
ilość stron: 296 

moja ocena: 7/10

Constanze i Tibor są udanym i kochającym się małżeństwem. W życiu odnoszą sukcesy, a do pełni szczęścia brakuje im tylko dzidziusia. Kiedy na teście ciążowym pojawiają się dwa niebieskie paseczki oboje szaleją z radości. Przez pierwsze trzy miesiące ukrywają ciążę, choć mają ochotę krzyczeć o swoim szczęściu. Kiedy najtrudniejszy okres mija młodzi ogłaszają wszem i wobec, że już za pół roku powitają na świecie małego człowieka. Jednak w trakcie rutynowych badań okazuje się, że z dzieckiem nie wszystko jest w porządku...

Diagnoza lekarska nie postawia żadnych złudzeń. Rozwijający się pod sercem Constanze chłopczyk cierpi na przepuklinę mózgową potyliczną. Przypadek Bohgów jest tak rzadki, że lekarze nie potrafią określić przyszłości maluszka. Nie wiadomo czy dziecko przeżyje poród i jak będzie wyglądało jego ewentualne życie z bardzo ciężkim stopniem niepełnosprawności. Personel szpitala sugeruje aborcję, ale to Constanze i Tibor muszą podjąć decyzję. Miną cztery i pół tygodnia zanim Boghowie zdecydują o dalszym losie swojego dziecka. 

Biorąc pod uwagę fakt, że książka została wydana przez Wydawnictwo Święty Wojciech nie trudno domyślić się jaką decyzję podjęli Constanze i Tibor. Ale tu wcale nie chodzi o zagadkę, ale o konsekwencje ich postanowienia. Bo czy można cieszyć się z narodzin dziecka, które i tak umrze? Jak w takiej sytuacji przejść przez ciążę z uśmiechem na ustach i radością z powodu rozwijającego się pod sercem maluszka? Czy można wstawać każdego ranka ze świadomością, że zamiast kołyski trzeba będzie naszykować maleńką trumienkę? Opowieść Constanze jest do bólu szczera i prawdziwa. Kobieta dzieli się z czytelnikami swoją radością i rozpaczą. Opowiada o najbardziej bolesnych, ale i najszczęśliwszych miesiącach swojego życia. Bo okazuje się, że paraliżujący strach, smutek, złość i rezygnacja  mogą współistnieć z ogromną miłością, radością i nadzieją.

„Cztery i pół tygodnia. Historia naszego małego Juliusa” to przepełniona emocjami opowieść o cienkiej granicy między życiem i śmiercią. O rodzicach, którzy muszą podjąć niewyobrażalną decyzję. O wierze, nadziei i miłości. A w końcu o szpitalnej rzeczywistości i walce o godność i własne prawa. Historia małego Juliusa złamała mi serce i sprawiła, że w trakcie lektury ryczałam jak bóbr. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała stanąć przed podobnym dylematem, ale ostatecznie chciałabym wierzyć, że znalazłabym w sobie dość siły i odwagi, żeby zachować się tak, jak  Constanze. 


 ***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!



12 komentarzy:

  1. NO ja jestem rozdarta, co bym w takiej sytuacji zrobiła. Na 99 % wiem, gdybym miała 100% pewność , że dziecko nie przeżyje porodu. Ale, co gdy nie wiadomo? To tak bolesna sytuacja, że nigdy nie chciałabym się o tym dowiedzieć. Na takie książki jestem chyba zbyt wrażliwa. Samo słuchanie o takich tematach doprowadza mnie do łez, a wczuwanie się w bohatera, chociażby literackiego, to już chyba ponad moje siły.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze, co przychodzi do głowy to oczywiście to, że to trudny temat. Chciałoby się go uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że jest to niezwykła w treść książka. Zatem postaram się mieć ją na uwadze, jak tylko uporam się z obecnymi lekturami.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obawiam się, że odchorowałabym tę lekturę, więc na razie się z nią wstrzymam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudna decyzja... Nie wiem co zrobiłabym w takiej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudny temat...niby takie lubię, ale ten jakoś mnie przeraża. Narazie chyba sobie odpuszczę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przede wszystkim - szacun, że sięgasz po taką tematykę...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wyobrażam sobie co czuli rodzice.... Nie dziwię się, że taka historia już podczas czytania łamie serce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Musze przyznac, ze tematyka z jednej strony ciekawa z drugiej przerażająca. Lubię takie trudne tematy, chociaz jest to dla mnie trudne, ponieważ zostawiają na mnie swoje piętno w postaci psychicznej blizny. Ostatecznie raz się żyję i nie mam zamiaru zmarnować mojego życia i nie przeczytać tej ksiazki. Bez względu na to jakim bolesnym będzie ona dla mnie doświadczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytając Twoją recenzję miałam ciarki na ciele. Tak mi smutno, że musieli się zmierzyć z czymś takim... Jestem bardzo ciekawa tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię takie książki, tę również chętnie bym przeczytała, ale nie wiem czy się na to zdecyduję. Mi łzy w oczach kręciły się już teraz podczas czytania Twojej recenzji. Podejrzewam, że książkę musiałabym bardzo długo czytać, żeby przez nią przebrnąć. Po takiej lekturze zawsze jeszcze bardziej doceniam to, że moje dziecko jest zdrowe, miałam tyle szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń