poniedziałek, 22 września 2014

O świrach i uwodzeniu, czyli książkowi blogerzy w Agorze


Na sobotnim spotkaniu blogerów książkowych z redakcją magazynu „Książki” Mariusz Szczygieł powiedział, że z zasady spodziewa się wszystkiego. Ja też się wiele spodziewała, ale rzeczywistość przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Było fantastycznie, wszystko mi się podobało, a najbardziej charyzmatyczne wystąpienie Szczygła. Ale od początku…
Piątek. Północ. Katowice. Wsiadłyśmy z Ewką do Polskiego Busa i już o 4 rano byłyśmy w Warszawie. O moich wrażenia z szybkiej i intensywnej wycieczki po stolicy napiszę innym razem, bo w tym dniu najważniejsze było spotkanie w siedzibie Agory. Po dotarciu na miejsce okazało się, że jesteśmy pierwsze, ale sala zaczęła się szybko zapełniać kolejnymi książkowymi maniakami. Z blogerów, którzy potwierdzili swoją obecność znałam tylko Olę z Książek Oli i Ann RK z Myśli i słowa wiatrem niesione (co prawda tylko wirtualnie, ale zawsze to coś). Cała reszta towarzystwa była mi zupełnie obca (co prawda kojarzyłam jeszcze kilka blogów, ale ich właścicieli niestety nie). Moje umiejętności społeczno-towarzyskie są mocno ograniczone, źle się czuję w dużej grupie i nie najlepiej odnajduje się w podobnych sytuacjach. Najwidoczniej nie jestem w tym odosobniona, bo szybko utworzyły się kilkuosobowe grupki, które integrowały się w mniejszym, lub większym stopniu. My z Ewką nawiązałyśmy bliższą znajomość z Natalią z  Książek Natalii, Natalią z Kronik kota nakręcacza i Gosią z Czytelniczego. Dziewczyny okazały się bardzo sympatyczne, wesołe, rozgadane i z ogromnym poczuciem humoru. Śmiałyśmy się i żartowałyśmy bez oporów komentując wszystko co działo się obok. 

Starałam się notować najciekawsze fragmenty

Prezenty od organizatorów :-)
Na początku redaktorzy „Książek. Magazynu do Czytania”, czyli Paweł Goźliński, Juliusz Kurkiewicz i Łukasz Grzymisławski opowiedzieli skąd wziął się pomysł na magazyn i podsumował trzy lata działalności. Po rozmowach przeprowadzonych z czytelnikami okazało się, że wyobrażenia redakcji trochę rozminęły się z oczekiwaniami czytelników. Dlatego też postanowiono wprowadzić drobne zmiany, żeby „Książki” były jeszcze fajniejsze. Paweł Goźliński przygotował nawet specjalną prezentację, która dodatkowo uatrakcyjniła jego wypowiedź. W nowych „Książkach” znalazło się miejsce dla książki miesiąca, działu z literaturą dziecięcą, większej ilości premier (podobno redaktor Kurkiewicz musi przez to jeszcze więcej czytać, ale tak sobie myślę, że gdyby miał z tym problemy, to ja chętnie pomogę :-)). Magazyn został wzbogacony o kalendarz wydarzeń literackich, większą ilość „ploteczek”, przegląd gatunkowy oraz odnowiony dział z książkami, które czyta świat. Ponadto redakcja uchyliła rąbka tajemnicy i zaprezentowała zapowiedzi wydawnicze Agory. Na kilka tytułów już ostrzę sobie ząbki!  




Po krótkiej przerwie Juliusz Kurkiewicz poprowadził wywiad z Ignacym Karpowiczem. Główna część rozmowy skupiła się wokół „Sońki” i jeśli ktoś z obecnych na sali nie czytał wcześniej powieści, to usłyszał chyba wszystkie możliwe spoilery. Ponadto Karpowicz opowiadał m.in. o tym, że na każdym spotkaniu autorskim zawsze jest jakiś świr (ciekawe kogo z obecnych miał na myśli :-)), empatia jest konieczna w pisaniu, w trakcie którego trzeba wyłączyć własne uprzedzenia i dać bohaterom szansę. On sam nigdy nie ocenia swoich bohaterów, bo zrobią to za niego czytelnicy. W odpowiedzi na pytanie Ann RK o to, jak ocenia własne szanse w walce o Nike powiedział, że ich nie ocenia, bo bardzo wielu nagród już nie dostał. Okazało się również, że Karpowicz pisze swoje powieści w miejscach, w których go nie ma („Niehalo” pisał w Etiopii), bo to działa jak odfiltrowanie, zapewnia mu dystans, z którego lepiej widzi swoich bohaterów.  


Obiad był pyszny...
i deser też :)













Kolejna przerwa była dłuższa. Zjedliśmy pyszny obiad i wróciliśmy na salę, bo już czekał na nas uwielbiany przez wszystkich Mariusz Szczygieł. W trakcie wspomnianej na początku prezentacji Paweł Goźliński opowiadał o tym, że ludzie najchętniej czytają w „Książkach” właśnie Szczygła i jego nazwisko często pojawiało się w rozmowach z czytelnikami magazynu. Wcale mnie to nie dziwi, bo sama również rozpoczynam lekturę „Książek” od tekstu Szczygła. Autor „Gottlandu” opowiadał o tym jak swoim pisaniem uwodzić czytelnika, dzielił się z nami sekretami swojego warsztatu, bawił kolejnymi anegdotkami i odsłaniał kulisy własnej pracy. Całe spotkanie było niesamowite, a prowadzący otwarty, serdeczny i szczery. Zaimponował mi tym, że zaufał grupie obcych ludzi i opowiadał o pracy reportera od kuchni, zdradzając przy tym różne smaczki. Zwierzył się też z tego, że gdyby nie było gazet, to pisałby po płotach. Półtoragodzinne spotkani skończyło się zbyt szybko, bo mogłabym słuchać pana Szczygła jeszcze kilka kolejnych godzin.

 





















Wszystko co dobre szybko się kończy, więc w końcu nadszedł czas rozstania. W tym miejscu chciałabym podziękować organizatorom (za zaproszenie, za miłe przyjęcie i zaproszonych autorów), a w szczególności Eli Zdanowskiej, która czuwała nad przebiegiem całej imprezy, stworzyła świetną atmosferę i swoim uśmiechem przełamywała nieśmiałość uczestników (w tym moją) oraz wszystkim sympatycznym blogerom, których mogłam poznać, lub chociaż zobaczyć. Mam nadzieję, że znów się spotkamy!


21 komentarzy:

  1. Czytam te relacje i czytam i bardzo żałuję, że stolica tak daleko i jednak nie udało mi się dotrzeć... Chociaż, jak widać, dla chcącego nic trudnego (nie miałam pojęcia, że też jesteś z Katowic) :) pozdrawiam i mam nadzieję, że uda nam się spotkać przy okazji zbliżających się tk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem z Katowic, ale jednak mam do Kato bliżej niż do Krakowa :)
      Na Targach Książki będę na pewno, więc z pewnością gdzieś się spotkamy :)

      Usuń
  2. Martuś, strasznie się cieszę, że jednak zdecydowałaś się na ten wyjazd! Widzę, że było fantastycznie i nie mogę się doczekać targów, żeby znów cię spotkać! Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajna relacja! Zazdroszczę Wam, że macie okazje na spotkania. Może kiedyś i mi się uda Cię poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale Wam zazdroszczę tego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa relacja. Choć sama nie mogłam się pojawić, poczułam się trochę, jakbym tam była. A Karpowicza i Szczygła świetnie się słucha - nie tylko czyta. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie żałuję, że nie mogłam się tam pojawić tego dnia :( Mam nadzieję, że targi mi to zrekompensują, bo jeszcze pewnie kilka miesięcy będzie mnie zżerała zazdrość :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Eh, żałuję, że nie mogłam pojechać (choć takie spotkanie na pewno byłoby dla mnie wyzwaniem) - ale priorytetem okazały się GOPR i siatkówka. No trochę nietrafiony termin...

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna relacja ze spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. :))) Jak miło :) Bardzo sympatyczna jesteś i liczę na to, że jeszcze się spotkamy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wirtualnie znałam trochę więcej osób, a na żywo wcześniej spotkała Olę w przelocie i Janka w przelocie nieco mniejszym. :D Cieszę się, że mogłyśmy się poznać i mam nadzieję, że następnym razem uda nam się dłużej porozmawiać. Mam wrażenie, że towarzysko trochę zawaliłam sprawę, ale i tak było świetnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Z A Z D R O S Z C Z Ę!!!!!!! :))))))))))))))) ale fajnie miałyście :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Oo i ja tam jestem :) Super relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetna relacja, Martuś:) Myślę tylko, że pewnemu pisarzowi tym razem nie zgadzała się liczba "świrów" :) :) Naprawdę robiłaś fotki talerzom? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie :D jak mogłam nie zrobić zdjęcia takim pysznościom? :D później w domu jak pytali co i jak to wyjęłam aparat i tadam! :D

      Usuń
  14. Zazdroszczę, widać, że było fajnie. Zazdrościłam już jak mi powiedziałaś o tym spotkaniu :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ależ kochana Ci zazdroszczę...

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytam relacje z tego spotkania i widać, że było wiele blogerek na nim.

    OdpowiedzUsuń
  17. Musiało to być niesamowite spotkanie! :)

    OdpowiedzUsuń