wtorek, 9 września 2014

Książkowe mydło i powidło



Stało się coś strasznego. Zaczęłam czytać książki z własnej półki! Do tak radykalnych kroków pchnął mnie brak wolnej przestrzeni w pokoju, bo już nawet nie na półkach, na półkach już od dawna nie mam miejsca. Postanowiłam unikać bibliotek, nie przeglądać zapowiedzi wydawniczych i zablokować stronę księgarni, której jestem regularną klientką (a raczej zablokowałabym, gdybym wiedziała jak to zrobić).

Nie martwi mnie nadmiar poezji, bo tą zawsze warto mieć w domu, więc może sobie spokojnie czekać na moje zainteresowanie. Tak samo powieści Myśliwskiego, książki Stasiuka (mogłabym dorzucić jeszcze kilka nazwisk), czy te z wydawnictwa Czarnego. Problem w tym, że przy okazji gromadzenia wielkiej i wartościowej literatury nazbierałam całe stosy lekkich czytadeł na jeden raz. Niektóre kupiłam pod wpływem chwili i promocji (na żale i pretensje do siebie jest już za późno), inne pozyskałam na zasadzie wymiany książkowej, a kilka tomów samoistnie zmaterializowało się na mojej półce, albo przyszło o własnych siłach, bo jakoś nie mogę znaleźć innego wytłumaczenia na ich obecność w moim domu.

Jedno jest pewne – przestałam panować nad sytuacją. Kiedy minął pierwszy szok spowodowany ilością bzdurnych książek postanowiłam działać i przeczytać przynajmniej kilka z nich. Efekty okazały się różne, ale to możecie zobaczyć poniżej. Z pewnością mydłopowidłowych postów będzie więcej, jak tylko przeczytam kolejną partię czytadeł z mojej półki.


tytuł: Spójrz mi w oczy
tytuł oryg.: Look again
autor: Lisa Scottoline
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2012
ilość stron: 488

moja ocena: 3/10

„Spójrz mi w oczy” to moje pierwsze i zapewne ostatnie spotkanie z prozą Lisy Scottoline. Po przeczytaniu wielu entuzjastycznych recenzji nastawiałam się na trzymającą w napięciu powieść, a dostałam długie i nijakie czytadło, w którym akcja wlecze się niemiłosiernie, aż w końcu przyspiesza na wzór filmu sensacyjnego prosto z Hollywood (scena kulminacyjna w domu jest tak efekciarska i przewidywalna, że aż tandetna), żeby dotrzeć do bezsensownego zakończenia jak z „Mody na sukces”. 

Wszystko zaczyna się obiecująco. Dziennikarka Ellen znajduje ulotkę ze zdjęciem zaginionego chłopca. Okazuje się, że dziecko na fotografii wygląda zupełnie tak samo jak jej adoptowany synek. Ale miną wieki zanim zadziałają trybiki w głowie kobiety i do tej świetnej dziennikarki dotrze, że to faktycznie może chodzić o chłopca, którego kocha i wychowuje. Inteligencja i spryt bohaterki wystawiają na próbę nerwy czytelnika. Ale jakby tego było mało w tle musi toczyć się wątek miłosny między Ellen i super przystojnym szefem. Litości…

Fabuła jest rozwlekła i zdecydowanie za długa. Dało się to wszystko rozegrać w 300 stron. Tematyka jest chwytliwa i bazuje na emocjach kobiet, w których natychmiast odzywa się instynkt macierzyński, ale to jeszcze za mało, żeby uznać tę powieść za przynajmniej przyzwoitą (o dobrej nawet nie ma co wspominać). Również styl autorki zupełnie mnie nie przekonał, a nawet miałam wrażenie, że Lisa Scottoline pisze nieporadnie i nie potrafi nadać lekkości swojej opowieści. Książka „Spójrz mi w oczy” okrutnie mnie wynudziła i zirytowała. Krótko mówiąc – strata czasu.


tytuł: Zapomnij patrząc na słońce
autor: Katarzyna Mlek
wydawnictwo: Oficynka
rok wydania: 2013
ilość stron: 255

moja ocena: 5/10

Patrząc na okładkę książki Katarzyny Mlek spodziewałam się czegoś w stylu powieści grozy. Okazało się jednak, że „Zapomnij patrząc na słońce” to obyczajówka z paranormalnymi motywami. Fabuła powieści skupia się wokół małej Hanki, która dorasta w biednej, patologicznej rodzinie. Tata jest dla niej dobry, kocha i troszczy się o córeczkę, ale miłość do żony alkoholiczki niszczy rodzinę od środka. Matka zupełnie nie dba o Hankę, regularnie ją bije i wyzywa. Nawet noc nie przynosi ukojenia, bo dziewczynkę męczą koszmary, w których zjawia się przerażający, gadający kruk. Pewnego dnia okazuje się, że mama Hanki jest w ciąży. Ale czy pojawienie się na świecie małego dziecka może ocalić przyszłość?

Klimat powieści jest ciężki i niepokojący. Przez cały czas na oczach czytelnika dzieje się coś niedobrego i wcale nie chodzi o straszne sny dziewczynki, a później młodej kobiety, ale zło zerkające na Hankę z każdego kąta. Obraz rodziny nie napawa optymizmem, a alkohol tylko potęguje problemy i nieszczęścia bohaterów. W pewnym momencie granica między złem i dobrem zaczyna się zacierać, a to co rzeczywiste coraz bardziej przypomina koszmarny sen. 

Niby wszystko fajnie, ale zabrakło mi czegoś sensownego w tej powieści. Ilość nagromadzonych nieszczęść skuteczni psuje humor, ale tak właściwie nie prowadzi do niczego konkretnego. W zasadzie do końca nie jestem pewna jaki był zamysł autorki. Podejrzewam, że zakończenie miało być zaskakujące i porażające, ale na mnie nie zrobiło większego wrażenia. Czytałam kiedyś „Lot nad kukułczym gniazdem” (mimowolnie nasuwa mi się ten tytuł za każdym razem gdy myślę o końcówce powieści Katarzyny Mlek) i to wystarczy, żeby nie dziwić specyficznym zakończeniom. Jeśli chodzi o tematykę skomplikowanych relacji rodzinnych, to na pierwszym miejscu nadal pozostaje dla mnie „Gnój”, czyli wyśmienita powieść Wojciecha Kuczoka. „Zapomnij patrząc na słońce” również można przeczytać, ale nie jestem do końca przekonana czy warto.  


tytuł: Zostań
tytuł oryg.: Stay
autor: Allie Larkin
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
rok wydania: 2011
ilość stron: 360

moja ocena: 6/10

Wystarczy zerknąć na okładkę, żeby wiedzieć dlaczego postanowiłam sięgnąć po „Zostań” Allie Larkin. Ale śliczny szczeniak na okładce to zwykła podpucha, wabik na wielbicieli psich motywów w literaturze, bo choć w  książce występuje kosmate psisko, to nie jest głównym bohaterem powieści (na co osobiście liczyłam).

Savannah jest zrozpaczona. Jej najlepsza przyjaciółka właśnie wyszła za mąż za faceta, w którym Van kocha się od kilku lat (motyw stary jak świat, wykorzystywany już milion razy). W trakcie zapijania smutków dziewczyna wpada na genialny plan – potrzebny jej nowy przyjaciel, a już najlepiej by było, gdyby był malutki i puchaty. Alkoholowa logika podpowiada jej zakup psa, co też Van ochoczo czyni, kupując przez internet szczeniaka owczarka niemieckiego ze słowackiej hodowli. Kilka dni później na lotnisku ląduje samolot z zamówionym pieskiem. Okazuje się, że szczeniak wcale nie jest taki mały jak to sobie wyobrażała Van, a do tego reaguje tylko na komendy wydawane w języku słowackim...

Powieść Allie Larkin czyta się szybko i przyjemnie. Fabuła może i jest bzdurna, ale faktycznie wciąga. Szkoda, że owczarek niemiecki Joe jest tylko dodatkiem do wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści. Na pierwszy plan wysuwa się Van i jej miłosne perypetie. Mniej więcej połowa książki jest naprawdę fajna i zabawna, a to za sprawą czarującego pana weterynarza (że też weterynarz mojego psa jest taki stary). Jednak w pewnym momencie autorka wprowadza do fabuły oczywiste, a przy tym zupełnie zbędne komplikacje, stosuje banalne chwyty i gra dobrze znanymi kartami. Z uroczej komedii romantycznej robi mdłe czytadło, które ani nie bawi, ani nie wzrusza. Żal mi zmarnowanego potencjału i niewykorzystanego motywu psa. Mimo wszystko jako lekkie i niewymagające romansidło książka sprawdza się idealnie.

42 komentarze:

  1. "Zostań" to chyba ode mnie prawda :)? Też mnie ta okładka urzekła i teraz znowu spojrzałam na nią z takim samym uznaniem :) A książka, faktycznie lekka i nawet wciągająca, ale na jeden raz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak od Ciebie :) Fajne czytadełko, ale nic poza tym :)

      Usuń
  2. Ha ha ha
    Nie tylko ja marudzę, choć nie mam tych kiepskich książek na półkach (co najwyżej w ebookach)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się do ebooków nie potrafię przekonać, choć czasem zdarza mi się je czytać. A marudzę ostatnio okropnie :D

      Usuń
  3. Bardzo dobra decyzja z tym czytaniem książek z własnej półki :) Też to praktykuję, ale księgarnie, blogi i Świat czytników sabotują moje postanowienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam... Czasami wydaje mi się, że mam już w domu wszystkie książki o jakich marzę, a później otwieram Internet i okazuje się, że się myliłam.... :P

      Usuń
  4. Ja też mam takie pozycje na półce, bo lubię mieć "spiżarnię" pełną na czarną godzinę. Ale również zdarza mi się po kilku latach zastanawiać co mnie podkusiło, żeby niektóre pozycje popełnić;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eh to jest najgorsze, bo nie wiadomo co zrobić... Czytać? Nie czytać? Pchnąć w świat, czy jednak dać jej szansę :D

      Usuń
  5. Ja cierpię na deficyt miejsca na książki, więc staram się wymieniać, a nie kupować ;)
    A co do książek, to raczej na razie nic nowego do listy moich czytadeł nie dopiszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym, że wymiana nie rozwiązuje do końca problemu, bo na miejsce wymienionej książki wskakuje nowa... Błędne koło :D

      Usuń
  6. Publikowałaś już kiedyś na blogu zdjęcia wszystkich swoich zbiorów? Nie kojarzę takiego postu, a z chęcią obejrzałbym (i na pewno nie tylko ja) Twoją biblioteczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie publikowałam :) pomysł na post ciekawy, ale nie wiem czy ogarnęłabym temat... Obecnie książki zajmują 4 regały (2 duże i 2 połówki) - na nich regałach stoją kolejne książki ułożone w stosy, a jakby tego było mało, to jedną półkę w mojej szafie zamiast ciuchów również zajmują upchnięte książki. Rozważę obfotografowanie wszystkiego jak tylko będę robić większe porządki i zdecyduję się ruszyć to co nagromadziłam :D

      Usuń
    2. Koniecznie! Cierpię na taką przypadłość, że uwielbiam oglądać cudze biblioteczki ;)
      Kobieta, która poświęciła półkę w szafie na książki musi być niezwykła :)))

      Usuń
  7. Czytadła ze swoich półek też trzeba czytać :) Ja nadrobiłam swoje w wakacje, bo nie mogłam się wybrać do biblioteki. Żadnej z Twoich lektur nie czytałam, chociaż pisarkę Scottoline kojarzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara :D Mnie nawet wakacje nie zmobilizowały do nadrabiania własnych zaległości :)

      Usuń
  8. Zdziwiła mnie twoja niska ocena książki L. Scottoline, tej akurat jeszcze nie czytałam ale ogólnie jej twórczość bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że inne jej książki akurat by mi się spodobały, ale zniechęciłam się na tyle, że nie mam ochoty tego sprawdzać :)

      Usuń
  9. Nie czytałam żadnej z powyższych książek i chyba tak już zostanie. Dzięki za ostrzeżenie ;)
    Co do lekkich czytadeł, to kiedyś miałam taki okres w życiu, ze z półek z bibliotek czy księgarni wygrzebywałam tylko te lekkie, nic nie wnoszące książki, które niesamowicie nużyły. Ostatnio jednak trafiam na wartościowe, wyrafinowane książki, które przysparzają mi naprawdę wiele radości. W końcu karta się odwróciła :)
    Teraz przywiązuję większą wagę do książek, które kupuję. Zanim zdecyduję się na zakup, naprawdę muszę się kilka razy zastanowić. Bo już kilka nietrafionych pozycji mam na półce i tylko kurz zbierają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teoretycznie też zawsze rozważam każdy zakup, ale widocznie nie zawsze mi to wychodzi :)

      Usuń
  10. Bardzo słabe te oceny. Po drugiej pozycji spodziewałm sie czegoś lepszego, nawet miałam ja w planach, ale po Twojej opinii zrezygnuję z niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może jednak Tobie przypadłaby do gustu :)

      Usuń
  11. Kurczę, a ja tak bardzo zachwyciłam się 'Spójrz mi w oczy'... Pamiętam, że czytałam do rana, tak bardzo nie mogłam się oderwać :) Mam u siebie na półce kolejną powieść Scottoline i - w przeciwieństwie do Ciebie - naprawdę chętnie przeczytam.

    Co do samego motywu czytania własnych książek - jestem jak najbardziej za, sama praktykuję to od dawna, starając się wyrównywać liczbę własnych książek oraz tych, które otrzymuję od wydawnictw i wypożyczam z biblioteki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuje sobie, że tak właśnie będę robić, ale zawsze coś staje mi na drodze... :)

      Usuń
  12. Scottoline to autorka o której czytałam wiele dobrego, jej książki są wysoko oceniane, jeszcze żadnej nie czytałam, ale chyba na jakąś się jednak skuszę i sama się przekonam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie czekam na Twoją opinię :)

      Usuń
  13. Ja też nagromadziłam stosy czytadeł i co najgorsze wcale ich nie czytam :/ Trochę mnie zmartwiłaś niską oceną "Spójrz na mnie", bo również mam tą książkę na półce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Tobie jednak się spodoba :)

      Usuń
  14. okładki bardzo mi się podobają, ale już treść nie bardzo...nie moja tematyka i jakoś te fabuły...sama nie wiem;/

    OdpowiedzUsuń
  15. Okładki są piękne, ale na pewno się na żadną nie skuszę :) "Spójrz mi w oczy" ma ciekawą fabułę szkoda tylko, że jest kiepska ;/ A na brak miejsca też narzekam, mimo tego, że wszystkie książki, które mam znajdują się tam z jakiegoś ważnego powodu, a co najgorsze nie mogę się ich pozbyć, bo są świetne... No cóż, pozostaje wyprowadzka do czegoś większego :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Zasada nr 1: nigdy nie ufaj słodkim szczeniaczkom na okładkach. ;) I innym zwierzątkom, i małym dzieciom (jeśli akurat je lubisz). Czasami czytam, jak blogerki piszą o czekających na nie stosach własnych książek. I się dziwię. Ja mam na ogół kilka nowych, kupionych lub otrzymanych od kogoś, nieprzeczytanych powieści, resztę (leżącą na półkach) znam. Może po prostu za wolno przybywają (1/miesiąc lub dwa). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupuję więcej niż jestem w stanie przeczytać stąd ten problem :) przydałby się jakiś odwyk, ale przecież na jesień wychodzą zawsze najfajniejsze książki :)

      Usuń
  17. Powieść "Zapomnij patrząc na słońce" bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze :) różnorodność opinii jest jak najbardziej wskazana :)

      Usuń
  18. Weterynarz mojego psa jest czarujący, za to żonaty:/
    Mnie też przekonała okładka z pieskiem;) Co za problem nauczyć się kilku komend po słowacku? Nie rozumiem:P
    Czy te książki, które pojawiły się u Ciebie nie wiadomo skąd i które nie zyskały Twojego uznania, powędrują teraz w świat? Nie, nie jestem nimi zainteresowana, tak tylko pytam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że ruszą w świat :) może znajdą lepszy dom niż u mnie :)

      Usuń
  19. Ha! Też mam ambitne plany czytania książek z własnej półki, zobaczymy co z tego wyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. I ja mam multum książek, które czekają na uwagę :P

    OdpowiedzUsuń
  21. U mnie też regały uginają się w zastraszającym tempie, dlatego także staram się między nowościami wydawniczymi czytać swoje powieści.
    Widzę, że raczej krytycznie oceniłaś wszystkie trzy książki. Ja czytałam dwie z nich (oprócz ''Zostać'', ale wspominam dość pozytywnie. Jak widać kwestia gustu.

    OdpowiedzUsuń
  22. To faktycznie straszne rzeczy.:)
    Moje zaległości też okropnie rosną i rzadko udaje mi się przeczytać jakieś własne zakupy, chociaż bardzo się staram.

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak naprawdę na dobrą książkę współczesną teraz trzeba wybrać się na niezłe łowy. Ale cieszę się, że bierzesz książki pod lupę, bo z kolei ja daje się nabrać na te bzdury i czytając zachwycam się lekturą a po czasie sama się z siebie śmieje, że czytałam daną książkę. Dlatego lubię zaglądać na Twój blog ze zdrowym podejściem do lektur :)

    OdpowiedzUsuń