środa, 13 sierpnia 2014

Opis z okładki kłamie


tytuł: Lekcje umierania. Prawdziwa historia o życiu
tytuł oryg.: The Death Class: A True Story About Life
autor: Erika Hayasaki
wydawnictwo: Dom Wydawniczy PWN
rok wydania: 2014
ilość stron: 328

moja ocena: 6/10

Pielęgniarka Norma Bowe prowadzi warsztaty na amerykańskim Kean University w stanie New Jersey. Ilość chętnych sprawia, że na jej zajęcia trzeba zapisywać się z trzyletnim wyprzedzeniem. Popularność kursu „Śmierć z perspektywy” zaskakuje wszystkich, nawet samą prowadzącą. Dziennikarka Erika Hayasaki zapisała się na zajęcia Normy, a swoje doświadczenie opisała w książce o zachęcającym tytule „Lekcje umierania. Prawdziwa historia o życiu”.

Większość studentów uczęszczających na warsztaty Normy Bowe nie radzi sobie z życiem, albo śmiercią. Chcą pogodzić się ze stratą, uspokoić szalejące emocje, oswoić się z tym co się stało, albo stanie w najbliższym czasie. Wielu z nich ma za sobą próby samobójcze. Wydaje się, że charyzmatyczna profesorka przyciąga do siebie problemowych ludzi, staje się dla nich ostoją i pomaga podnieść się z kolan. Studenci odwiedzają więzienia, cmentarze, prosektoria, hospicja, domy pogrzebowe. Poznają ludzi, którzy na co dzień pracują ramię w ramię ze śmiercią. Do tego Norma zadaje swoim uczniom oryginalne prace domowe, które odnoszą się bezpośrednio do nich samych. Uczestnicy warsztatów muszą napisać list pożegnalny do kogoś, kogo stracili, ułożyć mowę na swój własny pogrzeb, dzielić się emocjami związanymi z zajęciami w terenie. Lekcje umierania stają się tak naprawdę lekcjami życia.

Po lekturze „Lekcji umierania” poczułam się oszukana. Z opisu wynikało, że będzie to reportaż z zajęć prowadzonych przez Normę. Spodziewałam się fragmentów wykładów prowadzonych przez profesorkę oraz ludzi poznawanych na zajęciach w terenie (prosektorium, cmentarz, więzienie, itd.). Byłam nawet pewna, że w trakcie zajęć w prosektorium ktoś będzie spokojnie jadł drugie śniadanie. Liczyłam na fragmenty zadań domowych i dyskusji prowadzonych przez studentów, na opinie kursantów dotyczących Normy i jej kursu. No i się przeliczyłam…

Ilość materiałów z warsztatów „Śmierć z perspektywy” jest znikoma. O czym w takim razie jest ta publikacja? Trochę o Normie, trochę o Erice (autorka), a przede wszystkim o parze studentów, którzy ilością poważnych problemów życiowych mogliby obdzielić przynajmniej kilka osób. Pisarka skupia się głównie na Caitlin i Jonathanie, wraca do ich dzieciństwa, opisuje przerażające doświadczenia, które kładą się cieniem na ich dorosłym życiu. Młodzi są zagubieni, paraliżuje ich strach, ciąży depresja, zupełnie nie radzą sobie z rzeczywistością. Aż dziwne, że tych dwoje decyduje się na związek. Wzajemnie dokładają sobie tylko smutków. I wtedy w ich życiu pojawia się Norma, której pomoc okaże się nieoceniona.

Nie zrozumcie mnie źle, „Lekcje umierania” to dobra i interesująca książka, ale niestety nie ma nic wspólnego z tym, co można wyczytać na odwrocie okładki. I choć cieszę się, że udało mi się ją przeczytać, to żal mi, że w trakcie lektury towarzyszyła mi odrobina rozczarowania, która nie pozwoliła w pełni cieszyć się z publikacji. Tak więc nie czytajcie bzdur z okładki, ale od razu sięgnijcie do treści głównej. Warto zmierzyć się z historiami profesorki i jej studentów, żeby docenić smak życia i przekonać się, że nie ma takich problemów, których nie dałoby się pokonać.

***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pani Marty i Domu Wydawniczego PWN!


14 komentarzy:

  1. Czasami tak bywa, że opis na okładce jest mylący, dlatego nie dziwię ci się, że jesteś rozczarowana.

    OdpowiedzUsuń
  2. jak ja nie lubię błędnych opisów na okładce. Często mam wrażenie, że ten kto je robił nie czytał danej ksiażki :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama też często sugeruję się okładkami i opisami ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śmiem twierdzić, że opisy na okładce zazwyczaj nie mają nic wspólnego z rzeczywistością...

    OdpowiedzUsuń
  5. A wiesz, że reportaż z tego typu warsztatów mógłby być rzeczywiście ciekawym wyzwaniem...

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że opis z okładki Cię oszukał. Jeszcze nigdy nie miałam takiej sytuacji. Ostrzegłaś mnie, więc pewnie nie rozczaruje sie tak bardzo JAK Ty. Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię jak ktoś mnie zwodzi blurbem... ale czasami zawód blurbem nie prowadzi do skreślenia ksiażki. Cieszę się, że Ty nie zawiodłaś się całkiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też byłabym rozczarowana, dobrze wiem, jak to jest czekać na świetną książkę, a później boleśnie się rozczarować, bo jest zupełnie o czymś innym. Szkoda, bo byłabym nią bardziej zainteresowana, gdyby zostały wprowadzone właśnie lekcje, zadania domowe, opisy spotkań...

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiele razy mnie spotkało to samo...

    OdpowiedzUsuń
  10. Temat wydaje się być niezmiernie ciekawy...kiedyś na pewno przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przepadam za takim książkami, więc się nie skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj jak mnie czasami denerwują opisy z okładek. Wolę czytać recenzje na blogach książkowych. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Raczej nie będę poszukiwała tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bywa, że opisy okładkowe mnie zniechęcają do sięgania po książkę (gdybym mogła, to bym zakazała pisania blurbów ;-)). A przytoczony przez Ciebie przypadek wygląda na nierzetelność - rodzi się pytanie, czy to celowe wprowadzenie czytelnika w błąd, czy po prostu Twoje oczekiwania nie pokryły się z zawartością książki.

    OdpowiedzUsuń