piątek, 22 sierpnia 2014

Magiczna ballada o babcinych kapciach


tytuł: Ballada o kapciach
autor: Aleksander Kaczorowski
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2012
ilość stron: 160

moja ocena: 7/10

„Ballada o kapciach” - już samy tytuł tomiku Aleksandra Kaczorowskiego brzmi bajecznie, nostalgicznie i nierealnie. Co ukrywa się pod  turkusową okładką? Przede wszystkim kawałeczki serca i duszy autora zebrane w czułe, a momentami brutalne wspomnienia o ludziach i miejscach.

W skład tomiku wchodzą trzy eseje: „Ballada o kapcach”, „Skład żyrardowski” oraz „Ballada o Grodzisku”. Teksty te różnią się od siebie klimatem, a nawet stylem wypowiedzi. Ich wspólnym mianownikiem są miejsca bezpośrednio powiązane z życiem autora. Kaczorowski wraca do korzeni, grzebie w historii, opisy sielskiego dzieciństwa zestawia z brutalnymi historiami rozgrywającymi się w bliskich mu miejscach. Rozlicza się z przeszłością, niekoniecznie osobistą, ale dotyczącą ziemi, z której pochodzi.

Spośród trzech esejów najbardziej spodobał mi się pierwszy – tytułowa „Ballada o kapciach”. Ta część jest najbardziej osobista, najzabawniejsza i nasycona największą czułością. Jest w tej prozie coś sentymentalnego i tkliwego. Coś co wzbudza ciepło w sercu i wywołuje uśmiech. Zamieszanie związane z koligacjami rodzinnymi, dopasowaniem ciotek do wujków, dziadków do wnuków, rozróżnienie rodziny matki i ojca jest zabawne i urocze. Wesołe historyjki, rodowe ploteczki, trudne, wojenne losy splatają się ze sobą tworząc bogaty kolarz wspomnień. Zarówno tych zapamiętanych osobiście przez małego chłopca, jak i przekazanych przez mamę. Jak przystało na balladę jest w tych opowieściach melodia, poezja i pewna ludowość, które razem tworzą swojski nastrój. Zupełnie jak wygodne kapcie, które dają poczucie domowego ciepła.

Jestem wielbicielką prozy pana Kaczorowskiego. Wszystko zaczęło się od „Praskiego elementarza” i opowieści o życiu Hrabala. Również tym razem autor nie zawiódł moich oczekiwań, choć z praskiego podwórka przeniósł się na to swoje, całkowicie polskie i prywatne. Dotykająca go przeszłość bywa bestialska i niechlubna. Autor nie zamiata niewygodnych spraw pod dywan, ale mówi o nich otwarcie. I to właśnie zrobiło na mnie największe wrażenie.  

7 komentarzy:

  1. Przyznam się szczerze, że nie spodziewałam się po tym tytule takiej treści ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Urocze kapcie ;)
    Przyznaję się, że Kaczorowskiego jeszcze nie miałam okazji poznać, a z tego co piszesz to jego ballada wydaje się mieć swój urok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytam ballad, wierszy.. Sama nie wiem czemu, ale chyba jest to spowodoawne tym, że nie mam tego typu tekstu pisanego w swojej kolekcji. Musze w coś zainwestowac.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozbroiłaś mnie tą fotką. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Szacunek dla pisarza, że jak napisałaś, nie "zamiata pod dywan" niewygodnych spraw. Eseje- hm.. gatunkowo bardzo rzadko sięgam (nigdy?) musiałabym się na nie nastawić.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna okładka. Eseje czytam barzdo rzadko, może powinnam to zmienić, skoro te są takie dobre i traktują po prostu o życiu, o tym, co ważne, o wspomnieniach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie cieplutkie kapciuszki... Tez takie posiadam, bo jestem strasznym zmarzluchem :)

    OdpowiedzUsuń