piątek, 25 lipca 2014

The sickness may be mine, but the tragedy is theirs


Rzadko piszę o filmach. Nie znam się na tym, więc kiepsko mi to wychodzi. Poza tym niewiele filmów mnie porusza. Współczesne kino raczej mnie męczy niż bawi, filmy są zdecydowanie za długie, a przez to pod koniec jestem już maksymalnie znudzona. Ale czasami zdarzają się prawdziwe perełki, takie jak „Third Star” Hattie Dalton.

Dwudziestodziewięcioletni James (Benedict Cumberbatch) choruje na raka. Z każdym dniem jego stan się pogarsza i odbiera jakąkolwiek nadzieję na przyszłość. Będzie tylko gorzej, to jedno jest pewne. Ale póki starcza mu sił wybiera się na ostaną wyprawę w gronie przyjaciół. Celem podróży Jim’a, Davy’ego (Tom Burke), Bill’a (Adam Robertson) i Miles’a (JJ Feild) ma być Zatoka Barafundle, ale chłopakom chodzi głównie o wspólną zabawę i wygłupy jak za dawnych lat, a także pożganie z przyjacielem. Dopiero na miejscu panowie dowiedzą się, że James zaplanował zupełnie coś innego…


Fabuła sama w sobie nie jest specjalnie odkrywcza, czy skomplikowana. Ale obraz Hattie Dalton zachwyca przepięknymi zdjęciami, genialnym czarnym humorem, a przede wszystkim wyśmienitą grą aktorską. Większość będzie pewnie oczarowana grą Benedict’a Cumberbatch’a, który wcielił się w rolę umierającego James’a (aktor jest tak chudy i blady, że faktycznie łatwo uwierzyć w jego chorobę). Przyznaję, że ja również cenię go bardzo za wybitną rolę Sherlock’a Holmes’a (o smoku w „Hobbicie” nie wspomnę), ale moje serce całkowicie skradł Tom Burke, czyli filmowy Davy. Burke’a z kolei wielbię za rolę Atosa w serialu BBC „The Musketeers”, w którym jest tak poważny i naburmuszony, że miałabym ochotę go połaskotać, żeby się wreszcie uśmiechnął (ale może nie zapędzajmy się w moje fantazje, bo źle się to skończy).

James cierpi z powodu swojej choroby, próbuje się maskować nonszalancko popijając morfinę z buteleczki, ale nie do końca mu to wychodzi. Za to Davy jest kłębkiem nerwów. Chłopak wziął na siebie całą odpowiedzialność za opiekę nad przyjacielem i chce się jak najlepiej wywiązać z zadania. Jest troskliwy, wrażliwy na potrzeby James’a, sprawia wrażenie delikatnego, ale to on niesie na barkach najcięższe brzemię. Nie dziwi więc, że to jego woła Jim, gdy tylko czegoś potrzebuje. Z kolei Bill to prawdziwy luzak i zawadiaka, który ukrywa wnętrze pod maską wesołka. Miles jest eleganci i trochę wyniosły. To ten typ, który odnosi sukces i może przebierać w kobietach. Jego obecność w grupie jest zaskakująca, bo panowie odsunęli się od siebie jakiś czas temu i nie przypuszczali, że Miles zdecyduje się im towarzyszyć.


Bohaterowie zestawieni zostali na zasadzie przeciwieństw, a ich osobowości nie zaskakują oryginalnością. Ot, banda dorosłych dzieciaków wyrusza na poszukiwanie przygód. Dopiero wraz z rozwojem fabuły i znakomitymi dialogami odkrywamy, że pod przykrywką czarnego humoru i lekkich żarcików skrywają się poważne problemy, małe dramaty i smutki. Na wierzch wychodzą niewypowiedziane wcześniej urazy, zadry z przeszłości, czy słabości charakteru. A gdzieś między kolejnymi wygłupami i kłótniami ujawnia się strach o to, co przyniesie najbliższa przyszłość.

„Third Star” to po męsku piękna, wzruszająca i przezabawna opowieść o przyjaźni, stracie, życiu i śmierci. W zasadzie cały film można przepłakać – zarówno ze śmiechu, jaki i ze smutku. Historia James’a porusza i budzi wiele emocji, ale pomimo trudnej tematyki pozbawiona jest patetycznego ciężaru. Całość dopełniona została cudowną muzyką. Mówiąc krótko filmowa uczta na najwyższym poziomie.


13 komentarzy:

  1. Muszę obejrzeć ten film. Z tego co piszesz jej wyjątkowy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam, ale wystarczająco mnie zachęciłaś; nie wiem czemu, ale mnie przyciągają filmy i książki opowiadające o chorobie, o raku... Postaram się go obejrzeć, ale nie wiem kiedy, bo nadrabiam zaległości serialowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkiem całkiem Ci wyszła ta opinia, co tu się trzeba znać - jaki film jest każdy widzi...

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam obejrzeć ze względu na Cumberbatcha, ale wciąż czekam na dobry moment kiedy będę w stanie psychicznie unieść ciężar filmu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, ze ten film jest jak najbardziej dla mnie. Cieszę się, ze o nim napisałaś, bo niegdy przedtem o nim nie słyszałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Już wiele filmów oglądałam o tej tematyce, ale po SH chcę zobaczyć jak Benedict spisuje się w innych rolach, więc jak będę mieć okazję to na pewno go obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zwróciłabym uwagi na ten film, a lubię dobre kino. Chociaż musiałabym uważać, żeby nie doszukiwać się w Jamesie Sherlocka.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rzadko ostatnio oglądam filmy, ale zaciekawiłaś mnie tym filmem. Ciężko bez patosu mówić o trudnych sprawach, a skoro tu się udało, to brawa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne zdjęcia, ciekawa historia..no i ci aktorzy! Benedict - wiadomo;) Jestem też ciekawa Toma Burke, którego jeszcze nie znam (a mam nadzieję poznać jako Atosa;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam takie filmy, na których łzy się leją i ze smutku i ze śmiechu. Bardzo mnie zachęciłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mnie ten film zaciekawił - a Ty się do tego dołożyłaś świetną recenzją :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię tego typu filmy, jak znajdę chwilę to może obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cumberbatch wystarczyłby mi za wszystkie argumenty, ale Ukochanemu powinnam jednak podać inne, więc Twoja recenzja spada mi z nieba :)

    OdpowiedzUsuń