niedziela, 20 lipca 2014

O kinie z innej perspektywy



tytuł: Bóg w Hollywood
autor:  Łukasz Adamski
wydawnictwo: AA
rok wydania: 2014
ilość stron: 304

moja ocena: 6/10

Wbrew temu co sugeruje tytuł „Bóg w Hollywood” nie jest książką religijną. To raczej opowieść o ludziach z pierwszych stron gazet, którzy nie boją się mówić otwarcie o swojej wierze, o tych, którzy pogubili się w życiu, o nawróconych grzesznikach, o twórcach, którzy swoje obawy, wątpliwości i religijne wahania potrafią przekuć w arcydzieła kinematografii.

Łukasz Adamski (dziennikarz, publicysta, recenzent filmowy) pisze ciekawie, widać, że kino jest jego wielką pasją. Autor potrafi intrygować, wie jak sprawić, żeby czytelnik zaraz po lekturze rzucił się na poszukiwanie omawianych filmów. Bezpośredni, luzacki styl dziennikarza ma swój urok i dodaje jego opowieści lekkości, ale wyjątkowo irytowało mnie, kiedy autor strofował sam siebie, pisał o sobie „Adamski”. Denerwuje mnie w życiu, kiedy ktoś mówi o sobie w trzeciej osobie, więc również w książce nie uszło to mojej uwadze.

Dobór filmów zastosowany przez Łukasza Adamskiego jest zaskakujący. Jeśli spodziewacie się omówienia kolejnych ekranizacji Ewangelii, czy choćby „Pasji” Mela Gibsona, to będziecie rozczarowani. Adamski wybiera filmy kultowe i trochę zapomniane. W większości z nich trudno dopatrywać się religijnych odniesień. Co prawda nie dziwi wybór „Constantina”, czy „Armii Boga”, ale „Uzależnienie” jest przecież o wampirach. A jednak autor zgrabnie wyciąga wątki związane z wiarą nawet w tego typu filmie. Autor konfrontuje to co dzieje się na ekranie z aktualną nauką Kościoła (z papieżem Franciszkiem na czele). Ma przy tym trochę ewangelizacyjne zacięcie, ale akurat mnie to nie razi. Trzeba zauważyć, że to wszystko wychodzi  mu lekko i naturalnie, z miłości do kina i sporej wiedzy na ten temat.

Z książki dowiadujemy się wielu ciekawostek o filmach i ludziach z Hollywood. Jestem raczej ignorantką jeśli chodzi o prywatne życie gwiazd, więc przeżyłam prawdziwy szok, kiedy dowiedziałam się, że Martin Sheen jest ojcem Emilio Esteveza. Zanim zaczęłam czytać obejrzałam film dołączony do książki i w trakcie rozwoju fabuły nie mogłam się nadziwić, że twórcom udało się dobrać aktorów, którzy są do siebie tak podobni, że mogliby faktycznie być rodziną. No cóż… 

Poważnym zaniedbaniem jest dla mnie brak indeksu na końcu, który mógłby służyć jako doskonała ściąga filmów, które warto zobaczyć. Nie pomyślałam na początku, żeby od razu wynotowywać sobie tytuły i teraz muszę przeglądać cały tom, żeby znaleźć to, czego potrzebuję. Z kolei doskonałym pomysłem okazało się dołączenie płyty DVD z filmem „Droga życia”. Obraz Emilio Esteveza to piękna, wzruszająca i chwytająca za serce opowieść o ojcu (Martin Sheen), który dowiaduje się, że jego syn (Emilio Estevez) zginął w Pirenejach w trakcie pielgrzymki do Santiago de Compostela. Na miejscu mężczyzna odbiera puszkę z prochami Daniela i postanawia pokonać cały szlak za syna, po drodze rozsypując jego prochy. Na trasie spotyka kilku oryginalnych ludzi, którzy wbrew woli Toma ruszają wspólną drogą. Dla całej czwórki pielgrzymka nie wiąże się z przeżyciami religijnymi, ale na Camino nikt nie idzie przypadkiem…

Takich perełek jak „Droga życia” jest w książce Adamskiego więcej, więc jeśli jesteście miłośnikami kina, to z pewnością nie będziecie rozczarowani lekturą. Publikacja daje możliwość spojrzenia na Hollywood z nieco innej perspektywy i prowokuje do głębszego zastanowienia się filmami, które często oglądamy bezmyślnie.
 
***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Karolinie i wydawnictwu AA

15 komentarzy:

  1. Jestem fanką kina, więc nie mogłabym przejść obok tej publikacji obojętnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm w sumie w minimalnym stopniu interesuję się podobnymi rzeczami, ale nie aż tak,... jednak mam kogoś, kto by z chęcią się z nią zapoznał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Raczej nie dla mnie, nie jestem przekonana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoja opinia wzbudziła u mnie zaciekawienie książką , więc postaram się po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Początkowo myślałam, że to książka religijna, ale wyprowadziłaś mnie z tego błędu. Niemniej jednak jestem nią zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś już mignęła mi ta książka, ale dopiero Twoja recenzja sprawiła, że się nią zainteresowałam. Z chęcią dodałabym kilka ciekawych filmów do listy do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z chęcią bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kino i religia - to dobre połączenie;) A dzięki tej książce mogłabym poznać kolejne tytuły warte obejrzenia (i to byłoby lepsze, niż chaotyczne poszukiwania nowych filmów na wieczorny seans;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ mnie zainteresowałaś! :) Muszę poszukać tej publikacji :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa książka, aż mam chęć ją przeczytać !:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie szkoda, że nie ma indeksu czy jakiejś informacji jakie zostały filmy omówione. Sama książka mojego zainteresowania aż tak nie zdobyła, abym jej gdzieś szukała :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ciekawe podejście do filmu i H.,, choć szkoda tych braków...

    OdpowiedzUsuń
  13. Coś dla mnie, dlatego wzięłam udział w konkursie.

    OdpowiedzUsuń