poniedziałek, 21 lipca 2014

Głupoty to moja specjalność



Dnia 23 czerwca 2014 r. w ramach DKK w mojej rodzinnej Polance Wielkiej odbyło się spotkanie autorskie z Marią Czubaszek. Takie rzeczy nie dzieją się na co dzień w mojej malowniczej, ale jednak nudnej wiosce, więc nie mogło mnie zabraknąć wśród uczestników spotkania.

Jestem przekonana, że autorki nie trzeba nikomu przedstawiać, bo jej barwna osobowość jest powszechnie znana. Mnie pani Maria ujęła ogromnym poczuciem humoru, dystansem do siebie, a przede wszystkim czułością z jaką opowiadała o mężu. Oczywiście nie obyło się bez złośliwostek pod adresem Wojciecha Karolaka, ale i tak w jej słowach można było wyczuć prawdziwą miłość.

Autorka z dużą dawką ironii opowiadała o samej sobie. Wyśmiewała swój zaawansowany wiek i kwestie związane z urodą. Dostało się przy tym współczesnym „gwiazdom”, które twierdzą, że gładka buźka to wynik dobrych genów, a nie zdolności chirurga. Wspomniała swoją sesję do Palyboya, która miała miejsce na warszawskich Powązkach, ale podkreśliła, że to nie przez nią Marcin Meller został usunięty ze stanowiska redaktora naczelnego. Opowiadała o propozycji wystąpienia w reklamie plastrów antynikotynowych, z której musiała zrezygnować, ponieważ uznała, że każda reklama powinna zawierać choć odrobinę prawdy, a w to, że ona przestała palić zwyczajnie nikt nie uwierzy. Przechwalała się swoimi zdolnościami kulinarnymi, które ograniczają się do umiejętności ugotowania parówek na trzy sposoby, czyli na zimno, na ciepło z wody i na ciepło opalane nad kuchenką gazową. W przypadku ostatniej opcji parówka jest gotowa kiedy ładnie się zarumieni, ale należy pamiętać, że również widelec się nagrzewa i trzeba uważać, żeby nie poparzyć sobie kącików ust.

Sławne zdjęcie do Playboya

Komentowała różne wydarzenia społeczne i polityczne. Dla mnie jednak najlepsze były „domowe” wstawki związane z mężem i ich codziennym życiem. Czubaszek i Karolak są małżeństwem od wielu, wielu lat, ale sami dokładnie ni wiedzą od ilu, bo zgubili gdzieś akt małżeństwa, a przez to, że nie obchodzą żadnych rocznic, to data ślubu wyleciała im z pamięci. Podobno po 20 latach małżeństwa każdy facet dostaje nad głowę aureolkę, ale pani Maria stwierdziła, że nadal obstaje przy wersji, że lepiej przyprawiać mężowi aureolki niż rogi. 

Całe spotkanie było bardzo ciepłe, sympatyczne i przede wszystkim śmieszne. Autorka dużo mówiła na temat humoru i uznała, że są żarty, które nie urażą nikogo nawet jeśli okoliczności są wyjątkowo delikatne. Jako przykład opowiedziała dowcip, który usłyszała po śmierci Jana Pawła II. I właśnie tym żarcikiem chciałabym zakończyć mojej krótkie wspomnienie z bardzo udanego spotkania autorskiego z Marią Czubaszek.   


Po swojej śmierci Jan Paweł II szedł prosto do nieba, ale po drodze postanowił zerknąć jak wygląda piekło. A tam impreza, stoły uginają się od jedzenia, gra muzyka, wszyscy się bawią. Poszedł dalej, mijał czyściec, a tam również stoły zastawione jedzeniem, już trochę skromniejszym, ale mimo wszystko widać, że towarzystwo dobrze się bawi. Doszedł w końcu do nieba, przy bramie wita go Pan Bóg, zaprasza do środka i sadza przy stole. A na stole stoi tylko woda mineralna i słone paluszki. Zdziwiony Jan Paweł II trochę się zmieszał, ale w końcu zapytał:
- Nie chciałbym być nieuprzejmy Panie Boże, ale powiedz mi dlaczego w niebie jest tak  skromnie, a w piekle i czyśćcu stoły były zastawione pysznym jedzeniem?
- Bo widzisz Karolku, dla nas dwóch nie opłaca się gotować.

PS
Na filmiku możecie zobaczyć króciutki wywiad z panią Marią. To z niego pochodzą słowa zamieszczone w tytule posta.



18 komentarzy:

  1. Cóż za tytuł postu;)
    Nie wątpię, że spotkanie z panią Marią Czubaszek należało do udanych - z jej darem opowiadania i poczuciem humoru... i rzeczywiście, nikt nie uwierzyłby w to, że rzuciła palenie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie potrafię zachwycić się Panią Czubaszek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie potrafiłam. Wcześniej miałam do niej stosunek raczej obojętny, a na spotkanie poszłam z czystej ciekawości :)

      Usuń
    2. Ja także nie czuję zainteresowania tą panią :/

      Usuń
    3. Ja też nie mogę się nią zachwycić, nigdy szczególnie za nią nie przepadałam ani się nią nie interesowałam; ale na takie spotkanie w sumie też bym się wybrała, gdyby je organizowano u mnie :)

      Usuń
  3. Natrafia się na wiele komentarzy dotyczących Pani Czubaszek. Natomiast mnie ta postać bawi. Pocieszna kobieta : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Intrygujący tytuł posta ;) Czytałam "Każdy szczyt ma swój Czubaszek" i mi się podobała ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię, cenię i podziwiam Panią Marię za ogromny dystans do siebie, szeroko rozumianego showbiznesu, do świata.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakby w moim mieście, w którym też się nic nie dzieje, było takie spotkania, to na pewno bym się wybrała:) Lubię Czubaszek, taka swojska mi się wydaje;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna anegdotka z JPII :) Lubię panią Marię właśnie ze względu na to, że mówi wszystko z mostu, nie stara się przymilać do nikogo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię Marię Czubaszek, zazdroszczę spotkania :) A sposób na parówki... innowacyjny;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam książkę napisaną przez Czubaszek wspólnie z Andrusem i też mi się te wstawki rodzinne najbardziej podobały.
    A na spotkanie z autorką chętnie bym się wybrała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w ogóle uwielbiam panią Czubaszek. Jest niezwykle mądrą osobą i pod tymi żarcikami i ironią kryje się prawdziwa inteligencja.

    OdpowiedzUsuń
  11. bardzo lubię babeczkę, ma świetny głos!

    OdpowiedzUsuń
  12. Z twojej relacji wyłania się bardzo sympatyczna osoba. :) Sama chętnie bym ją poznała. Jasne, słyszałam i czytałam o niej wcześniej, ale nigdy jakoś się nie zainteresowałam bardziej. Zazdroszczę spotkania! ;)

    PS Fajny tytuł wpisu!

    OdpowiedzUsuń
  13. Relacja bardzo ciekawa!! Ja również, jak niektórzy powyżej nie zachwycam się osobą Pani Czubaszek:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo cenię panią Czubaszek. To niezwykła osoba z dużym poczuciem humoru.

    OdpowiedzUsuń