poniedziałek, 16 czerwca 2014

Tego wyjścia do kina nie zapomnimy do końca życia!

Pamiętam jak na końcu „Death Proof” Quentina Tarantino ludzie wstali z miejsc i zaczęli bić brawo. Wydawało mi się wtedy, że już nic mnie w kinie nie zdziwi. O tym, że się myliłam przekonałam się w ubiegłą sobotę.  Ale po kolei… 

W sobotę urządziłyśmy sobie z Ewką babski dzień. Najpierw zakupy (bardzo udane), a później kino, czyli wyczekiwana przez nas ekranizacja powieście John’a Green’a „Gwiazd naszych wina”. Uzbrojone w paczki chusteczek higienicznych zasiadłyśmy w małej salce kinowej. Prawie wszystkie miejsca były zajęte, a wśród publiczności naliczyłam tylko trzech zakochanych nieszczęśników, którzy przyszli na film ze swoimi dziewczynami (ja mojemu postanowiłam oszczędzić tych tortur :-)). Trochę nie pasowałyśmy z Ewką do towarzystwa, które było mniej więcej dziesięć lat młodsze od nas, ale co tam. Wciąż jesteśmy piękne i młode, więc wtopiłyśmy się w tłum.  


Przed seansem nie miałam jakichś wielkich oczekiwań co do ekranizacji. Po trailerze nie spodziewałam się cudów. Aktorzy jakoś mi nie pasowali, za to zachwyciła mnie piosenka Ed’a Sheeran’a „All Of The Stars” . Ansel Elgor nie podoba mi się jako facet, bo jest jeszcze zbyt dziecinny, ale muszę przyznać, ze już po kilku minutach patrzenia na niego na ekranie byłam kupiona. Aktor doskonale wcielił się w swoją rolę. On nie grał, on był Augustusem Watersem! Naturalny, uroczy, chłopięcy wzbudził we mnie czułość i mnóstwo pozytywnych uczuć, a także pociągnął swoją osobą cały film i uratował go od przeciętności. Nat Wolff w roli Isaaca również był świetny. Dokładnie tak wyobrażałam go sobie w książce. Za to Shailene Woodley w roli Hazel Grace to dla mnie totalna pomyłka. Naprawdę nie było w całym Hollywood lepszej aktorki? Jakaś ona sztywna, bez wyrazu, z denerwującym głosikiem. Ale nawet fatalnie obsadzona rola głównej bohaterki nie zepsuła całości. Film jest wierny książkowemu oryginałowi, dobrze zrobiony i emocjonujący. Warto iść do kina, ale najpierw obowiązkowo trzeba przeczytać powieść, która jest dużo lepsza niż ekranizacja, choć filmowcy wykonali kawał dobrej roboty.


Najbardziej bałyśmy się z Ewą własnych emocji, tego, że będziemy płakać przy ludziach (co mnie osobiście krępuje). W końcu obie ryczałyśmy w trakcie lektury, więc tym bardziej miałyśmy powody do obaw. Niepotrzebnie się martwiłyśmy, bo w trakcie filmu nastąpiła zbiorowa histeria… Dziewczyny zaczęły płakać tak głośno i gwałtownie, że swoim zawodzeniem mogłyby zawstydzić zawodowe płaczki. Też miałam łzy w oczach, ale żeby zaraz wyć z rozpaczy?  No dobra, pewnie gdybym oglądała ten film sama, to też bym ryczała, ale zbiorowy lament w kinie obudził w nas czarny humor. Nie potrafiłyśmy z Ewką powstrzymać śmiechu (na szczęście potrafimy się śmiać bezgłośnie). Nie przypuszczałam nawet, że historia wymyślona przez John’a Green’a sieje takie spustoszenie w dziewczęcych sercach. To było niesamowite! Ale nasz szok, niedowierzanie i rozbawienie to jeszcze nic w porównaniu z miną jednego z chłopaków obecnych na sali. Jedno jest pewne, tego jednego wyjścia do kina nie zapomnimy do końca życia!


30 komentarzy:

  1. O kurka wodna! Koniecznie muszę obejrzeć ten film. Nie podejrzewałam, że może być aż tak dobry.

    OdpowiedzUsuń
  2. No łaaaadnie, teraz ja chcę jechać do kina!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam na pokazie przedpremierowym i też z mamą zawyżałyśmy średnią wieku ;) Ale na naszym seansie nie było zbiorowej histerii. Film całkiem fajny, choć przewidywalny. Książki nie czytałam, więc nie wiem, czy wierny pierwowzorowi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja reakcja byłaby identyczna. Duch przekory budzi się w człowieku, kiedy widzi takie zbiorowe spazmy :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja się wybieram w środę. Akurat ten aktor grający Augustusa mnie od samego początku bardzo pasował, więc spodziewam się, że swoją rolę zagrał świetnie. Co do aktorki mam podobne zdanie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pewnie obejrzę dopiero, gdy minie ten wielki boom na Greena ;) Póki co niestety nawet nie mam takiej możliwości.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No nieźle, jeszcze nie spotkałam w kinie kogoś, kto by tak przeżywał film - chociaż zdarzyło mi się kilka razy widzieć łzy w czyiś oczach (i samej też je mieć ale ciii ;)).

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak jak i Ciebie thriller mnie nie zachęcił ale teraz kompletnie zmieniłam zdanie i muszę go obejrzeć! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę w końcu sięgnąć po książkę:) Po cichu liczę, że na jej zakup skusi się moja młodsza siostra :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Hahaha, zbiorowej histerii (bo tak to chyba trzeba nazwać) w kinie nie doświadczyłam (nawet na Titanicu). No ale ja już od lat nie chodzę na filmy dla nastolatek ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja trafiłam na taki seans, że na całej sali kinowej były tylko dwie osoby ;) więc nie miałam się czego wstydzić i troszkę łez pociekło, ale ostatnio zdarza mi się to coraz częściej - tak chyba mam na starość ;D adaptacja udana, zgodzę się, podobało mi się a Gus skradł również moje serce, świetna rola ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę wybrać się do kina!:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Książka nie powaliła mnie na łopatki, ale mimo to była dobra, więc film na pewno obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piosenka śliczna! Cóż mnie książka Greene'a nie powaliła na kolana i sama nie wiem czemu. Film na pewno chciałabym obejrzeć. Z tą histerią to mnie zdziwiłaś :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Na film mam wielką ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiem czemu, ale takie filmy wole ogladac sama o poznej porze. Na pewno obejrze tylko najpierw KSIAZKA :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przy fragmencie o chłopaku sama się roześmiałam :D Jestem ciekawa jakie będą moje wrażenia. Jutro się wybieram (również w dobrym towarzystwie :D)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mnie osobiście cała główna obsada odpowiada, ale może dlatego że aktorkę polubiła jak jeszcze grała w serialu. A poza tym mam nastoletnią siostrę w domu i od maja nic innego nie słyszałam tylko "Gwiazd naszych wina" :)

    OdpowiedzUsuń
  19. A mnie się podobała gra aktorska i obsadzenie Shailene, jako Hazel :) Nie wiem, czy się śmiać czy płakać z reakcji dziewczyn na sali... Myślę, że takie głośne lamenty mnie odebrałyby przyjemność z oglądania i wzruszania się. Na szczęście, kiedy ja oglądałam film na sali było mało osób i żadna z dziewczyn nie płakała głośno. :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie czytałam książki i nie widziałam filmu, ale sam twój opis zbiorowej histerii zachęcił mnie niezmiernie:) To musiał być niesamowity widok!

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam ogromną ochotę obejrzeć ten film, ale muszę jeszcze trochę wytrzymać i najpierw przeczytać książkę :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba sama pójdę na ten film, bo histerii w kinie jeszcze nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja również byłam na "Gwiazd naszych wina" i także doświadczyłam "zbiorowej histerii". Nie było nas zbyt wielu na sali, ale za nami siadły dwie dziewczyny, które w połowie filmu zaczęły szlochać na cały głos. nie byłam w stanie powstrzymać śmiechu. Zamiast płakać, śmiałam się :P

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja muszę przede wszystkim przeczytać książkę :-) Może parę łez pocieknie, who knows

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też chcę obejrzeć ten film! :) I to bardzo, bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jestem baaardzo ciekawa tego filmu...

    OdpowiedzUsuń
  27. Aż się nie chce wierzyć, że takie zbiorowe lamenty podczas seansu w konie się zdarzają, chociaż na komediach wybuchy śmiechu też się zdarzają, ale płacz jest krępujący przy takim dużym gronie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ojj tak mnie ciekawi ten film, już od dawien dawna, nie mogę go przegapić o nie! Teraz to już w ogóle !

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam wielką ochotę na film, jednak najpierw koniecznie muszę przeczytać książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Powiem Ci, że ja też nie zapomnę swojego wypadu do kina na GNW. Pierwszy raz byłam świadkiem jak cała sala (w tym ja) płacze... Naprawdę ten film sieje spustoszenie w dziewczęcych serduszkach (męskich też!)

    OdpowiedzUsuń