środa, 7 maja 2014

Zmarnowanego czasu już nikt mi nie wróci


tytuł: Zaczekaj na mnie
tytuł oryg.: Wait for you
autor: J. Lynn
wydawnictwo: Amber
rok wydania: 2014
ilość stron: 304

moja ocena: 1/10

Doprawdy nie wiem dlaczego skusiłam się na lekturę tak bzdurnej i infantylnej powieści jak „Zaczekaj na mnie” J. Lynn. Już okładka odpycha, trąci tandetą i sugeruje opowieść, jakich znieść nie mogę. Cóż, wszystkiemu winna jest Ewka, nie ma innego, logicznego wytłumaczenia…

To prawda, że Ewa jest najlepszą przyjaciółką na świecie, ale tę książkę będę jej wypominać do końca życia, tak jak ona mi pewien musical. Ten jeden raz powinnam zignorować jej całkiem pochlebną opinię i odpuścić, zamiast z przejęciem poznawać nowe gatunki. New Adult to kolejny twór, niby gatunek powieści skierowanych do młodych ludzi (w domyśle dziewcząt, bo przecież faceci takich głupstw nie czytają) wchodzących w dorosłość. Jak dla mnie to takie soft porono osadzone w scenerii uczelni wyższych, gdzie młodzi uczą się, bawią, imprezują i pracują, ale i tak najważniejsza jest miłość i seks.

Avery rozpoczyna studia daleko od domu, żeby uciec od przeszłości i rozpocząć lepsze życie wśród ludzi, którzy nie znają jej historii. Już pierwszego dnia na uczelni spotyka jego – ucieleśnienie wszystkich kobiecych marzeń niezależnie od długości i szerokości geograficznej. Cam jest tak przystojny, czarujący, zabawny, wygadany, złośliwy i rozrywany przez głupiutkie panienki, że musi być zmyślony. Tacy mężczyźni po prostu nie istnieją. Między dwójką bohaterów zaczyna iskrzyć, choć Avery nie jest zainteresowana związkami, gdyż nadal mocno przeżywa koszmar, od którego uciekła. Zupełnie przypadkiem okazuje się, że Avery i Cam są sąsiadami (cóż za niezwykły zbieg okoliczności), więc chodzący ideał może w każdej chwili czarować i bajerować smętną Avery.

Podejrzewam, że powieść J. Lynn miała być pełna napięć i emocji. Jak dla mnie całość jest zwyczajnie głupia. Nawet problem gwałtu z jakim musi sobie poradzić Avery bardziej irytuje niż porusza, choć temat jest przecież poważny. Niestety potencjał drzemiący w tej historii został całkowicie zniszczony przez sposób podania i beznadziejnych bohaterów. Już dawno żadna bohaterka nie irytowała mnie tak jak Avery. Jakoś nie potrafiłam polubić tej łamagowatej kupki nieszczęść, która przez trzysta stron przeważnie jojczy i marudzi. Cam jest tak słodki i perfekcyjny, że aż zęby bolą, a nowi przyjaciele Avery swoją mentalnością przypominają raczej dzieci z gimnazjum niż studentów (wybaczcie gimnazjaliści!). Język powieści jest prostacki, a dialogi o niczym przecinają powtórzenia w stylu „Jezu” i „O Boże”. Zupełnie niedopuszczalne jest dla mnie kiedy on zwraca się do niej używając przekleństw! W takich chwilach to ona powinna mu trzasnąć w pysk, odwrócić się na pięcie i wyjść.

Kiedy zaczynałam czytać „Zaczekaj na mnie” byłam pełna optymizmu i nastawiałam się na typowe głupiutkie czytadło dla dziewczyn. Początek nawet mi się podobał, ale im głębiej brnęłam w fabułę, tym bardziej cała opowieść działała mi na nerwy. Nie wiem po co doczytałam do końca, chyba miałam nadzieję na jakiś przełom. Niestety cała powieść to nic innego, jak tylko strata czasu. Niewiedzieć czemu „Zaczekaj na mnie” zbiera bardzo dobre recenzje, a zachwyconych czytelniczek przybywa. Kobiety drogie, bardzo Was proszę, wytłumaczcie mi fenomen tej powieści, bo ja nie potrafię go zrozumieć.

25 komentarzy:

  1. Nie wiem, co ci napisać i jak wytłumaczyć fenomen tej książki. Chyba tak się nie da skoro ktoś ma inne oczekiwania niż ja. Mnie ta książka urzekła i będę jej bronić. Dla mnie to piękna, romantyczna historia, taka baśń dla dziewczyn szukających szczęśliwego happy endu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ile czytelników tyle recenzji. Ostatnio zdecydowałam się, dołaczyć ją do listy książek które chcę przeczytać, po jednej z pozytywnych recenzji. Teraz nie spieszy mi się już tak bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, no właśnie, fenomen głupich powieści...

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam i nie przeczytam. Tak druzgocącej recenzji dawno nie czytałam :) A przyjaciółki mają to do siebie, że nie muszą lubić wszystkiego tego co my... i to jest fajne :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze słyszę o tej książce - i mam nadzieję, że po raz ostatni :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że książka nie przypadła Ci do gustu... Również pożyczyłam ją od koleżanki i niebawem przeczytam. Mam nadzieję, że spodoba mi się bardziej niż Tobie. Serię New Adult poznałam dopiero niedawno, dzięki "Na krawędzi nigdy", która okazała się świetną powieścią - może kiedyś uda Ci się przekonać do niej. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie podobnie było z książką "Zmierzch", zmarnowałam czas, ale przynajmniej dowiedziałam się o co tyle szumu było. No cóż, czasami trzeba się przekonać na własnej skórze o jakości książki. Wydaję mi się, że fenomen takich powieści polega na stosowaniu typowych bohaterów (nieziemsko przystojny chłopak itp.) i schematycznych historii, które nie rozczarują wiernych czytelniczek takiego gatunku, bo są w stanie przewidzieć, co się wydarzy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze, że nawet nie mam w planach tej książki, bo z tego, co piszesz, to jakaś tragedia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Akurat tej powieści nie czytałam i właściwie nawet nie planuję po nią sięgać. Od siebie tylko dodam, że gdy New Adult dopiero zaczynało podbijać rynek, jak byłam bardzo zadowolona - podobały mi się te lekkie powieści traktujące o już nie nastolatkach, ale tak nie do końca dorosłych. Teraz z przykrością stwierdzam, że zalewają nas kolejne fale identycznych powieści, które powielają i tematykę, i schematy fabularne, i nawet sposób, w jaki zachowuje się męski bohater! New Adult ma interesujące powieści, ale coraz trudniej je wyłuskać z morza nijakości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzisiaj skończyłam czytać (wszystko przez ciebie i dobrze o tym wiesz! :)) i mam bardzo podobne wrażenia. Nie oceniłam jej tak surowo jak ty, ale to pewnie dlatego, że ogólnie czytam głównie głupoty, czyli dużo za dużo fantastyki i młodzieżówek - albo połączenia jednego i drugiego ;) Avery nie da się lubić, a język jest rzeczywiście okropny (więcej "wow" nie dało się już chyba wrzucić) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz jeśli zmarnowałaś przeze mnie czas :D ale początek zapowiadał się nieźle, dlatego wspomniałam CI o tej powieści :D

      Usuń
  11. No cóż, skutecznie zniechęcasz do przeczytania- a nie znam tego gatunku. Fenomenu Ci nie wytłumaczę, bo nie wiem, po prostu chyba każdy ma inny gust.

    OdpowiedzUsuń
  12. 1/10 chyba u Ciebie jeszcze nie widziałam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarzały się i takie perły :D

      Usuń
    2. Mam szczęście, bo trafiam zwykle na te z górnej półki :)

      Usuń
  13. Bardzo mi się spodobał nagłówek - ale jak to z miłośnikami książek bywa, pewnie dobrnęłaś do końca?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też jeszcze 1/10 tu nie widziałam :D Kurcze, zauważyłam, że lubimy podobne gatunki, a tą książką zachęciła mnie Cyrysia i w sumie... teraz na pewno sobie ją odpuszczę, przynajmniej na jakiś czas, bo zbyt wiele świetnych książek na mnie czeka ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tyle różnych recenzji, że znając mnie - spróbuję na własnej skórze

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiem czym wytłumaczyć ten fenomen...Może to fala "po Greyu", czego właściwie też nie rozumiem :P Dzięki za ostrzeżenie :D Chociaż pewnie przez okładkę i tak bym się nie skusiła ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. No cóż, pozostaje mi wyrazić nadzieję, że nie trafi ci się już więcej taki marnotrawca czasu:) Piszę tak dlatego, bo zawsze kiedy mam za sobą prawdziwe głupią książkę żałuję czasu, który jej poświęciłam:)

    OdpowiedzUsuń
  18. o żesz...Mam książkę, nabyłam po zachwytach na innych blogach...Ty niedobra :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Twoja ocena nie zachęca, więc raczej się nie skuszę... Szkoda czasu:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie czytałam, nie wytłumaczę więc fenomenu tej powieści... Ale tak ogólnie dziwią mnie zachwyty blogerek dotyczące różnych, marnych (według mnie) książek. Cóż, każdy ma prawo do swojego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  21. Marta może większość zachwytów nad tą książką pochodzi od nastolatek, które póki marzą o księciu na białym koniu :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba rozumiem Twój punkt widzenia, chociaż lektury nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń