piątek, 16 maja 2014

Żałoba w czternastu aktach



tytuł: Umarł mi. Notatnik żałoby
autor: Inga Iwasiów
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2013
ilość stron: 127

moja ocena: 8/10

W czternastu tekstach Inga Iwasiów zawarła całą rozpacz i żal po nagłej śmierci swojego taty. W tomiku „Umarł mi” nie znajdziemy recepty na złagodzenie bólu, bo pisarka sama ma problem z pogodzeniem się ze śmiercią ojca. Pisanie nie jest również formą terapii, bo autorka nie wierzy w uzdrawiająca moc literatury. Jej książka to zwyczajnie piękna i wzruszająca opowieść o człowieku, którego kochała z całego serca, a którego niespodziewana śmierć zniszczyła brutalnie porządek świata. 

Najłatwiej oszukiwać ból i smutek za pomocą pracy i chyba z tego powodu powstała książka Ingi Iwasiów. Przecież dorosłym nie wypada wyć z rozpaczy i swoim żalem obarczać innych ludzi. Każdy musi pozbierać się sam. Byle szybko, żeby zbytnio nie afiszować się z uczuciami. Autorka robi coś zupełnie odwrotnego. Precyzyjnie opisuje wszystkie etapy rozpaczy. Od momentu kiedy ta straszna wiadomość przerwała służbowe obowiązki, przez pogrzeb, aż do chwili, kiedy trzeba było przeorganizować sobie życie, posprzątać, uporządkować pamiątki, oddać to co zbędne. W międzyczasie córka wspomina tatę takiego jakim był – dobrego, spokojnego, uśmiechniętego.
„Nie wiem, czy dobrze robię, ponieważ nie wierzę w terapie, w żadne terapie poza tabletkami i samokontrolą, więc nie mogę tego pisania uznać za lekarstwo.”
„Umarł mi” to książka, którą trudno oceniać. Bo jakie kategorie przyjąć słuchając prywatnych wyznań kobiety, która próbuje odnaleźć się w roli półsieroty? Przecież jej strata nigdy nie przestanie boleć. Są takie dziury w sercu, których nie zaleczy żaden czas. Zaledwie zasklepione pękają przy najdrobniejszym naruszeniu i jątrzą się smutkiem. A wszystko to przez miłość, bo gdyby nie ona, to ból i poczucie niesprawiedliwości nie doskwierałby tak bardzo. 
„Wiele zależy od miłości. Moim zdaniem wszystko zależy od miłości.”
Podziwiam Ingę Iwasiów, że zdecydowała się opublikować tak osobistą i intymną książkę. Ja chyba nie miałabym odwagi dzielić się ze światem swoim smutkiem. Jednak dzięki opowieści córki śmierć miłego pana zegarmistrza dotyka także czytelnika. Inga Iwasiów  pisze prosto z serca, unika mentorskiego tonu i pseudo-mądrości. Czytając skwapliwie kiwam głową, bo choć wspomnienia pisarki dotyczą jej indywidualnej historii, to jednak jest to opowieść uniwersalna. Sytuacja, z którą musi zmierzyć się autorka i emocje, które musi oswoić nie są oryginalne. Każdy, kto przeżył w swoim życiu choć jedną dotkliwą stratę rozpozna swoją rozpacz w prozie Iwasiów.

Dzięki tej niewielkiej książeczce mogę dotknąć dłoni autorki i powiedzieć jakiś banał, bo w takich momentach nic mądrego nigdy nie przychodzi mi do głowy. Chociaż nie, lepiej nic nie będę mówić. Kiwnę tylko głową na znak zrozumienia.
 „Chodząc ulicami, płaczę do siebie. Nie za bardzo, więc nikt nie zauważa. Zauważyłam, że pisząc tę książkę, prawie nie udaję.”

17 komentarzy:

  1. Muszę się dorwać do tej książki, Twoja recenzja brzmi zachęcająco :)
    Książka krótka ale wydaje się przekazywać bardzo wiele wartościowych treści.
    Pozdrawiam i zapraszam na bloga: http://blask-ksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ty potrafisz pięknie przekazać to, co czujesz po lekturze danej książki. Powyższa recenzja jest na to najlepszym dowodem. Brak słów...

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi ciekawie. Sama swego czasu zmagałam się z podobną stratą, więc chętnie sięgnę chociażby dla porównania doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne cytaty, jeśli cała książka jest taka, to naprawdę jest to pozycja godna uwagi. Lubię czasem poczytać takie przejmujące książki - pozwalają mi sięgnąć gdzieś w głąb samej siebie. Sam tytuł książki już mnie przejmuje - jest taki prosty, prawie cyniczny - tym bardziej więc wzrusza...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kojarzyłam okładkę i nawet tytuł, ale nie miałam pojęcia, że książka porusza taki trudny temat jak odejście bliskiej osoby... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o tej książce wcześniej. Chętnie bym ją przeczytała ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Cytaty z książki bardzo poruszają, jednak póki co nie sięgnęłabym po nią, nie wiem czy byłabym w stanie przebrnąć przez całość.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trudna lektura. Jednak warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaki smutny tytuł... Taki... Ukazujący tragiczny koniec każdego z nas - śmierć. Również podziwiam autorkę, że postanowiła podzielić się z czytelnikami swoimi przemyśleniami, swoimi uczuciami odnośnie śmierci ojca. Ja nie wiem, czy potrafiłabym się otworzyć na taką skalę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nawet na same słowa "Umarł mi" można jedynie zamilknąć i przytulić. Myślę, że nawet jeśli Iwasiów nie traktowała książki jako terapii, to według mnie w jakimś stopniu na pewno nią jest. Może za kilka miesięcy czy za kilka lat autorka przeczyta jeszcze raz to co napisała, i stwierdzi, że jest lepiej, że już nie ma aż takiego żalu i cierpienia, ale że pozostała pamięć dobrych chwil :)

    OdpowiedzUsuń
  11. dokładnie co powiedzieć, czy czuć w takiej chwili? jeśli nie znamy tego uczucia? fajny tekst i wartościowa książka!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dokładnie, strata bliskiej osoby chyba nigdy nie przestanie boleć, ale trzeba wspominać te dobre chwile.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z bólem po stracie bliskiej osoby trudno się dzielić.Tym bardziej ta książka godna jest uwagi.
    A Ty jak zwykle w świetnie zachęcasz.

    OdpowiedzUsuń
  14. Iwasiów od dawna mam w planach, ale dopiero ta książka mnie wystarczająco zaintrygowała, żeby rzeczywiście ją kupić i przeczytać. Mam ją od jakiegoś czasu na czytniku i lada chwila ją poznam. Ze względów osobistych wiele sobie po niej obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie piszesz wiesz? Może to zabrzmiało nieco banalnie, ale podczytuję twoje teksty od jakiegoś czasu i bardzo chętnie tu wracam. Wiem, że zawsze trafię u ciebie na smakowity kąsek okraszony osobistymi odczuciami po lekturze, a to cenię najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hm lektura zbyt smutna żebym mogła ją przeczytać, ale wartościowa. Tym razem bynajmniej w chwili obecnej nie sięgnę, ale zostawiam dla tej pozycji otwarta furtkę.

    OdpowiedzUsuń