piątek, 23 maja 2014

Miłość ponad wszystko

tytuł: Niewidoczne dla oczu. Przejmujące świadectwo o miłości ukrytej
tytuł oryg.: Derrière les apparences
autor: Sophie Lutz
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2014
ilość stron: 192

moja ocena: 8/10

„Niewidoczne dla oczu. Przejmujące świadectwo o miłości ukrytej” autorstwa Sophie Lutz to jedna z tych książek, po przeczytaniu których trudno napisać cokolwiek sensownego. Lepiej w milczeniu, ze ściśniętym przez wzruszenie gardłem, popchnąć ten tomik w świat, żeby inni również mogli poznać Philippine.

Philippine urodziła się z głęboką niepełnosprawnością. Jest upośledzona umysłowo i fizycznie. Nie mówi, nie chodzi, nie widzi, bardzo słabo słyszy. Często ludzi takich jak ona nazywa się warzywami. Ale to przecież dziecko, dziewczynka, której życie skrywa głęboką tajemnicę. Życie, którego mogłoby nie być, gdyby Sophie zdecydowała, że nie przyjmie daru jakim jest córeczka. Aborcja wydawała się jedynym rozwiązaniem, bo lekarze nie dawali szans na przeżycie dziecku z tak uszkodzonym mózgiem. A jednak udało się. Philippine jest cudem.

Tomik „Niewidoczne dla oczu” składa się z zapisków matki, która każdego dnia musi radzić sobie z niepełnosprawnością córki. W swoich notatkach Sophie Lutz jest zawstydzająco szczera. Autorka opowiada o radości jaką dają jej dzieci, ale gdzieś pomiędzy jednym a drugim uderzeniem serca pojawiają się wątpliwości, a człowiek ma ochotę wyć z bólu, wrzeszczeć i tupać nogami. Wtedy to Bóg przychodzi z pomocą, a wiara dodaje sił do podjęcia kolejnej walki. Walki o życie, godność i szczęście. Bo nawet w obliczu ciernienia rodzina Sophie wiedzie szczęśliwe życie.

Notatki autorki są krótkie, czasem to zaledwie kilka myśli pisanych na gorąco, w rzadkich chwilach, które matka czwórki dzieci znajduje dla siebie. To taka kronika dnia codziennego, w której autorka gromadzi radosne i smutne chwile z życia swojej rodziny. Może się wydawać, że tych drugich jest znacznie więcej, bo cierpienie na dobre rozgościło się w domu Lutzów, ale opowieść o Philippine to nic innego, jak tylko świadectwo niezłomnej wiary, nadziei i przede wszystkim miłości.

Opowieść Sophie  Lutz pozbawiona jest patosu i taniego sentymentalizmu, a ona sama nie robi z siebie bohaterki. Rodzice i bracia opiekuje się niepełnosprawną dziewczynką, ponieważ ją kochają. To takie proste. Philippine nie jest dla nich ciężarem. Ciężarem jest jej niepełnosprawność. W trakcie lektury od czasu do czasu uwiera mnie myśl, że ja chyba nie mogłabym tak żyć. A wtedy Sophie odpowiada: „Ja też nie wiem czy mogę.”

video

 ***
Za możliwość przeczytania książek serdecznie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!

7 komentarzy:

  1. Przyznam, że w taką pogodę mam ochotę na lżejsze lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka porusza bardzo ważną sferę ludzkiego życia. Bardzo chciałabym poznać tą przejmującą historię kobiety, która, jak widzę, swoją siłą mogłaby obdarować całą gromadę ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli to książka oparta na faktach? Po Twojej opinii widzę, że zrobiła na Tobie ogromne wrażenie i coś czuję, że i ja nie byłabym obojętna na taką historię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam rodzinę za siłę w codzienności i ich miłość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej... Piękną recenzję napisałaś, a pod koniec aż się wzruszyłam. Podziwiam całą rodzinę za miłość do dziewczynki, a za oskarżanie nie jej, a choroby. Taka sytuacja jest trudna, tragiczna... A jednak Sophie znajduje w niej nadzieję. I daje ją innym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam. Piękna książka o miłości i o wierze.

    OdpowiedzUsuń