piątek, 9 maja 2014

Chłopiec z plasteliny dorasta


Nigdy na żadną płytę nie czekałam tak bardzo, jak na solowy album Artura Rojka. W zasadzie czekałam na „Składam się z ciągłych powtórzeń” od dwunastu lat, czyli od pierwszej chwili kiedy zakochałam się w najlepszej polskiej płycie wszech czasów, czyli „Uwaga jedzie tramwaj” Lenny Valentino.  

Artur Rojek jest moim muzycznym ideałem, pokrewnie wrażliwą duszą, najukochańszym wokalistą, którego stawiam na równi z Johnem Lennonem ((°j°)). Pojawienie się na rynku muzycznym jego debiutanckiej płyty przeżywałam bardziej, niż sama przed sobą chciałabym przyznać. Po pierwszym przesłuchaniu nie byłam zachwycona. Spodobała mi się tylko singlowa „Beksa”, znany mi wcześniej „Kot i pelikan”, a także genialne „Syreny”. Pomyślałam, że za dużo w tym wszystkim elektroniki i brzmień, które mnie drażnią. Ale wystarczyło się oswoić z nową stylistyką i zasłuchać się w tekstach, żeby na trzydzieści pięć minut świat przestał istnieć.

„Gdy nie ma nikogo boję się siebie…”
„Składam się z ciągłych powtórzeń” nie przypomina tego, co Rojek robił wcześniej z Lenny Valentino i Myslovitz. A mimo wszystko w jakiś sposób debiut Artura pasuje do jego dokonań z przeszłości. Możliwe, że to zasługa osobistych i poetyckich tekstów Rojka, które tak bardzo cenię. Podobnie jak na „Uwaga jedzie tramwaj” muzyk wraca do czasów dzieciństwa, rozdrapuje rany, rozlicza się z przeszłością. Ale widać, że chłopiec z plasteliny dorósł, zmężniał, nazbierał nowych doświadczeń, którymi dzieli się ze słuchaczami. Jego piosenki płyną prosto z wnętrza wrażliwego mężczyzny, a nie skrzywdzonego dziecka. 

„Z braku słów czasami czuję się jak tchórz…”
Każda piosenka to osobna historia, choć przecież wszystkie układają się w całość, tworząc kolarz słów, dźwięków, melodii. Od autobiograficznego utworu „Lato 76”, przejmującej „Beksy”, przez taneczne „To co będzie”, przypominającego kołysankę „Kota i pelikana”, niezrozumiały dla mnie „Kokon”, po lekkie, ale chwytające za serce „Syreny”. Właśnie „Syreny” stały się moim ulubionym kawałkiem na całej płycie. Wspaniała opowieść o miłości. Nie zakochaniu, czułostkach i trzymaniu się za ręce, ale o miłości właśnie. I trudnym byciu razem. Coś pięknego. 

„Budzą mnie o tobie sny…”
Albumem „Składam się z ciągłych powtórzeń” Rojek potwierdził swoją klasę. Może nie jest to krążek przełomowy, a z jego piosenek tylko „Syreny” są dla mnie wybitne, ale to nie ma większego znaczenia. Bo Artur Rojek po raz kolejny czaruje mnie swoim wokalem i uwodzi  zasmucająco pięknymi tekstami. A jak tak bardzo lubię smutne piosenki. Arturze, jesteś najlepszy! Dziękuję za wszystko! 
 

13 komentarzy:

  1. Jestem ,,sto lat za murzynami'', bo nigdy nie słyszałam o tym wokaliście, ale zaraz poszukam w sieci jego piosenki i zobaczę, czy przypadną mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, myślałam, że tylko ja jestem tak do tyłu... :) Też muszę poszperać w sieci.

      Usuń
  2. Jestem wstrząśnięta powyższym komentarzem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podejrzewam, że Cyrysia zna tego piosenkarza tylko nie wie, że akurat tak się nazywa! I kojarzy zespół a nie wokalistę;)

      Usuń
  3. Oj świetnie, że napisałaś tę recenzję! Cenię Rojka bardzo, bardzo! Bałam się tej płyty, choć "Beksa" zapowiadała wielką klasę. Teraz już nie mam wątpliwości, że to będzie przeżycie. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też po pierwszym przesłuchaniu nie byłam do końca przekonana do tej płyty, ale ostatecznie bardzo mi się podoba, a "Beksa" chyba najbardziej (pewnie nie jestem w tym osamotniona ;)).

    OdpowiedzUsuń
  5. zdjęcie przepiękne, a z muzyką z chęcią się zapoznam bo uwielbiałam go w M.;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rojek to dla mnie Myslovitz, a Myslovitz to Rojek, ale myślę, że mogę chyba spróbować zmierzyć się z jego solową twórczością... ostatecznie :) W końcu skoro zdecydował się odejść z zespołu, to pewnie czuł taką potrzebę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie niestety też... Może popełnię tu wielkie faux pas, ale słuchając Dawida Podsiadło - 4.30 do Kamieni na szaniec, mam poczucie, jakby to śpiewał Myslowitz - ten sam klimat, te gitary, te chórki...

      Usuń
    2. Zgadzam się w zupełności! Też mi ta piosenka zalatuje starym, dobrym Myslovitz :) Teraz to już nie to samo, niestety...

      Usuń
  7. Ciekawa, z muzyką jestem do tyłu, ale nazwisko znam , chętnie bym posłuchała.

    OdpowiedzUsuń