niedziela, 6 kwietnia 2014

Wysoka cena sukcesu

 tytuł: Sven Hannawald. Tryumf. Upadek. Powrót do życia
tytuł oryg.: Mein Höhenflug, mein Absturz, meine Landung im Leben
autor: Ulrich Pramann, Sven Hannawald
wydawnictwo: Sine Qua Non
rok wydania: 2014
ilość stron: 308

moja ocena: 7/10

Skoki narciarskie to chyba jedyna dyscyplina sportowa, którą naprawdę lubię. Właśnie z tego powodu, a także z mojego zamiłowania do wszelakich biografii, z ogromną przyjemnością sięgnęłam po autobiografię Svena Hannawalda – człowieka, którego w pewnym momencie nienawidzili wszyscy polscy fani skoków.

Doskonale pamiętam nagły wybuch formy Hannawalda, jego niesamowite skoki i spektakularny sukces w Turnieju Czterech Skoczni w sezonie 2001/02. Niemcy oszaleli z radości, a Polacy się wściekli. Adam Małysz musiał przywoływać kibiców do porządku. Było, minęło. Kiedy Sven Hannawald przyjechał do Polski w związku z promocją swojej książki fani i czytelnicy okazywali mu sympatię i szacunek. Chyba nie spodziewał się aż tak ciepłego przyjęcia i szumu wokół jego osoby. Poza tysiącem uśmiechów Hannawald przywiózł ze sobą historię oszałamiającego triumfu i bolesnego upadku, ogromnej radości i dumy, a także upokorzenia i smutku. Jego opowieść całkowicie zmienia wyobrażenie przeciętego kibica na temat skoków narciarskich.


Publikacja „Sven Hannawald. Tryumf. Upadek. Powrót do życia” nie jest typową biografią. Historia życia Hannawalda miesza się w niej z historią samych skoków narciarskich, a także rozwojem tej dyscypliny w Niemczech. Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się opowieść o małym chłopcu z wielkimi marzeniami, który dzięki determinacji i ciężkiej pracy wspiął się sam szczyt, a później zaliczył bolesny upadek. Zaledwie dwa lata po historycznym zwycięstwie we wszystkich czterech konkursach Turnieju Czterech Skoczni zdiagnozowano u Svena syndrom wypalenia zawodowego. Nie wytrzymał presji, a cena sukcesu okazała się zbyt wysoka. Przez pięć lat walczył z depresją, anoreksją, stanami lękowymi, problemami emocjonalnymi, a przede wszystkim z samym sobą. Powoli i mozolnie układał życie na nowo. Jego szczere i często bolesne wyznania przeplatają się z opowieściami rodziny, przyjaciół, trenerów oraz innych ludzi, którzy są blisko związani ze sportowcem oraz w odpowiednim momencie wykazali się zrozumieniem i wyciągnęli do niego pomocną dłoń.

Przypuszczam, że spisanie swojej historii było dla Hannawalda rodzajem terapii, uporządkowaniem pewnych spraw. Natomiast wydanie tej książki jest dla mnie aktem nieprawdopodobnej odwagi, bo nie jest łatwo opowiadać o najintymniejszych sprawach, osobistych problemach, obawach, porażkach. Sven Hannawald odsłonił przed czytelnikami swoje wrażliwe wnętrze, pokazał się z najlepszej strony i tylko zyskał. Zyskał sympatię, szacunek i przede wszystkim podziw nie tylko fanów sportu, ale także przeciętnych czytelników.


***
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Pana Oskara i Wydawnictwa Sine Qua Non!

14 komentarzy:

  1. Tym razem spasuje. Nie ciekawi mnie tego typu tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nawet nie słyszałam nigdy o tym, że on miał tak ciężki okres. Muszę to przeczytać! Fanką skoków też jestem, biografii również ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam czasy świetności tego skoczka. Gdy byłam młodsza oglądałam każdy konkurs skoków narciarskich :)

    OdpowiedzUsuń
  4. My oglądamy, bijemy brawo, albo narzekamy a nigdy nie bierzemy pod uwagę tego co się za sportem wyczynowym kryje.
    Nieraz się zastanawiam, czy warto. Ostatnio na przypadku Justyny Kowalczyk. Czy warto swoje życie tak podporządkowywać dla sukcesu. Czy to nie jest pycha, brak pokory, który później owocuje różnymi problemami psychicznymi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam te czasy, kiedy przed odbiornikiem telewizyjnym mój mąż siedział i krzyczał, jak Sven oddawał skoki "Ląduj już ląduj, nie skacz tak daleko, przecież Małysz musi wygrać" I nagle przyszedł taki moment, kiedy zabrakło Svena. Zapomnieliśmy o nim, nie zdając sobie sprawy ile ciężkich chwil musiał ten chłopak przeżyć. Wielkie brawa dla niego, że pokonał depresję, anoreksję, a także za to, że nie wstydzi się o tym mówić i pisać publicznie!!

    OdpowiedzUsuń
  6. W2 piątek przyszła do mnie i jednym tchem ją tego samego dnia przeczytałam. Świetna

    OdpowiedzUsuń
  7. Komentarz nie na temat, ale widzę, że odświeżyłaś szatę graficzną - bardzo mi się podoba - fajne logo i z firmowym ptaszkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja każdego autora takiej książki podziwiam za odwagę :) Skoki czasami lubię obejrzeć, ale czytać o Svenie już nie tak bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy, rzetelny tekst. Nie powiedziałaś za dużo, ale w sam raz by zainteresować książką innych. Szkoda tylko, ze zdradziłaś trochę o jego zmaganiach z "samych sobą". Nie ukrywam, ze akurat ta cześć interesuje mnie szczególnie i zgadzam się też, że publikacja wszelkich bolesnych doświadczeń to akt odwagi. I nigdy bym nie poznała Svena na tych zdjęciach, zmienił się, ale na plus.

    OdpowiedzUsuń
  10. O, widzę zmiany w wyglądzie bloga - bardzo mi się podobają... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że taka drobna zmiana nie uszła uwadze czytelników :)

      Usuń
  11. Biografia sportowca- hm.. raczej nie dla mnie. Pisanie jako terapia- spotkałam się z tym określeniem, może dla innych sportowców będzie to jakaś przestroga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka już czeka w kolejce do przeczytania. Nie mogę się doczekać, aż do niej usiądę:)
    Fajnie, że odnajduję kolejnych fanów skoków narciarskich:)

    OdpowiedzUsuń