czwartek, 10 kwietnia 2014

Patchworkowa opowieść

tytuł: Skojarzenia. Zapisane w brulionie
autor: Anna Lutosławska-Jaworska
wydawnictwo: WAM
rok wydania: 2014
ilość stron: 192

moja ocena: 7/10

Powoli robię się monotematyczna, tylko te biografie i wspomnienia. Ale przecież nie mogłam odmówić publikacji, która ma cokolwiek wspólnego z teatrem…

Anna Lutosławska-Jaworska to kobieta z prawdziwie artystyczną duszą. Wszechstronnie uzdolniona aktorka teatralna i filmowa, reżyserka, malarka, nauczycielka. I do tego pisarka! Tomik „Skojarzenia. Zapisane w brulionie” zaczęłam czytać trochę od niechcenia, bardziej z nudów, niż ciekawości i zupełnie niespodziewanie zatraciłam się w lekturze. Całość składa się z krótkich zapisków, migawek z przeszłości, wspomnień. Czasami są to pojedyncze refleksje, innym razem całe opowieści. Autorka przeskakuje z tematu na temat, nie trzyma się chronologii, przez co momentami trudno połapać się w miejscu i czasie, a jej zapiski są jakby pourywane, wyrwane z pamięci i kontekstu. Dzięki temu czytelnik ma poczucie ciągłego ruchu, specyficznej akcji, a przecież sama opowieść pozbawiona jest fabuły jako takiej. Choć jak pisał mistrz Shakespeare „Świat jest teatrem, aktorami ludzie”, więc może to życie ze wszystkimi swoimi odcieniami stanowi fabułę opowieści Anny Lutosławskiej-Jaworskiej.

Aktorka wraca pamięcią do lat szczenięcych i młodzieńczych, opowiada o pracy w teatrze i przekazywaniu swojej wiedzy studentom, wspomina liczne podróże i przypadkowo spotkanych ludzi. Jednak najwięcej mówi o najbliższych. Można nawet powiedzieć, że chwali się rodzicami, ukochanymi mężczyznami, dziećmi i wnukami, przyjaciółmi. Lecz te jej przechwałki nie budzą zazdrości, ale zarażają optymizmem, radością, serdecznością, a sama aktorka zaczyna przypominać dobrotliwą babcię, która pachnie domem, głaszcze po włosach, częstuje cukierkami.

Tomik „Skojarzenia. Zapisane w brulionie” kojarzy mi się z patchworkową narzutą, piękną i ciepłą, którą można otulić się w chłodne dni. Dokładnie taka sama jest książka Anny Lutosławskiej-Jaworskiej, składająca się z kolorowych wspomnień podszytych czułością, wywołujących uśmiech na twarzy czytelnika. Lektura nastraja optymizmem i tchnie melancholią, a liczne fotografie tylko potęgują jej klimat. Prawdziwa gratka dla wielbicieli literatury wspomnieniowej. 

 ***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Panu Łukaszowi i Wydawnictwu WAM!


7 komentarzy:

  1. Zawsze mam problem z biografami, zraziłam się strasznie, kiedy kiedyś podeszłam do biografii Chopina i po prostu usypiałam przy niej - tak mnie przytłoczyła ilość dat i faktów. Na szczęście powoli to odmieniam. Może i pewnego dnia sięgnę po biografie recenzowane na Twoim blogu.
    Pozdrawiam!

    PS
    Uwielbiam Twój szablon ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak polecasz, że zazdroszczę, że ją masz.,

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro taka gratka dla miłośników literatury wspomnieniowej, to ja chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie kończę tę książkę i cieszę się, że Tobie sprawiła tyle samo wzruszeń i radości.. Zaskoczyła mnie ta książka i zachwyciła:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama pewnie bym po nią nie sięgnęła, ale Twój post jest bardzo zachęcający, więc mam ją w swoim kręgu zainteresowań :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tytuł raczej kojarzył mi się z zapiskami w stylu dziennika.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspomnienia i biografie nie są nudne i nie jesteś monotonna :) Ja także lubię je czytać, choć na powyższą niestety nie mam ochoty. Teatr aż tak mnie nie intryguje :) Choć z ciekawości obejrzałabym fotografie zamieszczone w publikacji.

    OdpowiedzUsuń