poniedziałek, 17 marca 2014

Pożegnanie z Alaską


tytuł: Serenada zmierzchu
tytuł oryg.: Twilight's Serenade
autor: Tracie Peterson
wydawnictwo: WAM
rok wydania: 2014
ilość stron: 344

moja ocena: 6/10

Serenada zmierzchu” to już ostatnia część trylogii „Pieśń Alaski” amerykańskiej pisarki Tracie Peterson. Tom zamykający historię rodziny Lindquistów okazał się być tym najlepszym i najbardziej emocjonującym.

Główną bohaterką powieści jest Britta, najmłodsza córka Lydii i Kjella. Dziewczyna wraca do Sitki jako uznana i doceniana skrzypaczka, aby przemyśleć propozycję znanego dyrygenta. Mężczyzna chce ją uczynić swoją żoną oraz pierwszą skrzypaczką w swojej orkiestrze. Wygląda na to, że Britta będzie żyła jak w bajce otoczona miłością faceta, który nie widzi poza nią świata. Liczne podróże, wspaniałe koncerty, wystawne bale, piękne stroje kuszą młodą dziewczynę, ale... No właśnie, wszystko byłoby idealne, gdyby nie fakt, że opuszczając Alaskę bohaterka zostawiła swoje serce Juriemu. Powrót do domu będzie dla niej prawdziwą konfrontacją z przeszłością.

Ze wszystkich bohaterek Tracie Peterson to właśnie Britta jest najlepiej wykreowana. Dziewczyna jest miła, słodka i urocza, jak wszyscy z rodziny  Lindquistów, ale w przeciwieństwie do reszty ma buntowniczy charakter, bywa egoistyczna i przebiegła. A wszystko po to, żeby zdobyć serce Juriego. Dzięki temu Britta to dla mnie jedyna bohaterka pani Peterson, z którą chciałabym się identyfikować. Jej problemy i dylematy autentycznie poruszają. Również Juri to postać z krwi i kości, niegrzeczny chłopak, którego prześladują demony przeszłości. Co prawda przeszedł nawrócenie i teraz próbuje poukładać swoje życie na nowo, ale potrzebuje kobiety, która powie mu co ma robić (choć on sam jeszcze o tym nie wie).

Miłosne perypetie bohaterów niezwykle mi się podobały, ale autorka zepsuła nieco mój ogólny odbiór powieści poprzez wmieszanie do akcji pasierbów Lydii. Pani Peterson niepotrzebnie wróciła do starych spraw i na siłę wprowadziła kolejne dramatyczne wątki, które okazały się po prostu nudne. Na szczęście Briita i Juri są tak fajną parą, że przez wzgląd na nich i ich skomplikowane relacje można przymknąć oko na wszystkie niedociągnięcia fabuły.

Trylogia „Pieśń Alaski” to seria idealna dla wrażliwych dziewczyn i kobiet, które uwielbiają sagi rodzinne, historie o miłości i poplątanych ludzkich losach. Wszystkie trzy powieści mają bardzo podobny klimat i są równie dobre, choć dla mnie zdecydowanie najlepsza była ostatnia część - „Serenada zmierzchu”. Drogie panie, ze swej strony zapewniam was, że czas spędzony z trylogią  Tracie Peterson na pewno nie będzie zmarnowany. A teraz żegnam się już z Alaską i muszę przyznać, że będę tęsknić za Brittą i jej słodką rodzinką.


 ***
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Panu Łukaszowi i Wydawnictwu WAM!

12 komentarzy:

  1. Historie o miłości i poplątanych ludzkich losach bardzo lubię czytać, dlatego ogromnie intryguje mnie powyższa seria i mam nadzieję, ze kiedyś ją poznam osobiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, muszę więc poszukać. I Marta nas zachęca :)

      Usuń
  2. no niestety nie znam wcześniejszych części więc do tej mi daleko :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że to dość lekka książka, chociaż sceneria i zajęcia głównej bohaterki dodają jej charakteru : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem troszkę mam mieszane uczucia do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Brzmi całkiem ciekawie, ale w kolejce mam ciekawsze tytuły:P

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę w końcu zabrać się za tą sagę! Strasznie nią kusisz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnia część jaka mi została <3
    Uwielbiam tę trylogię :)
    Zapraszam w wolnej chwilce do mnie :3

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak więc przede mną 3 wspaniałe książki, bo nie czytałam jeszcze tej trylogii :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na korzyść tej serii przemawia, jak dla mnie, Alaska i "skrzypce", zapamiętam i jak wpadanie mi w ręce w bibliotece, to sobie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z chęcią bym się zapoznała z powyższą pozycją.

    OdpowiedzUsuń