środa, 19 marca 2014

Lisom zabrakło sensu

tytuł: Małe lisy
autor: Justyna Bargielska
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2013
ilość stron: 112

moja ocena: 5/10

Już dawno żadna powieść nie wprawiła mnie w takie zakłopotanie jak „Małe lisy” Justyny Bargielskiej. Naczytałam się pełnych zachwytów recenzji w prasie i byłam pewna, że będzie to książka, która zatrzęsie moim światopoglądem. Niestety chyba czegoś nie zrozumiałam...

Justyna Bargielska młoda, zdolna i wychwalana pisarka, ma na swoim koncie kilka branżowych wyróżnień, a do tego jest dwukrotną finalistką Nagrody Literackiej NIKE. Imponujące osiągnięcia w tak młodym wieku. „Małe lisy” intrygowały mnie od dawna, choć dopiero teraz, dzięki wiejskiemu DKK, miałam okazję zmierzyć się z pisarstwem Bargielskiej. Moje oczekiwania były gigantyczne, bo jak już wspominałam, recenzje obiecywały gruszki na wierzbie i nieziemskie przeżycia. No cóż, dobrze naobiecywać to każdy potrafi.

W powieści (a może nowelce?) przeplatają się opowieści dwóch kobiet mieszkających na tym samym osiedlu. Agnieszka jest rozgadaną singielką, która straciła w wypadku chłopaka (męża innej kobiety). Z kolei Magda jest trochę zahukaną, matką dwójki dzieci, której życie zaczyna przeciekać przez palce. Obie dziewczyny łączy nie tylko sąsiedztwo, ale także romans z Pajdą - nożownikiem mieszkającym w lesie. Bargielska kreuje kobiecy świat, w którym nieistotne plotki przeplatają się ze sprawami egzystencjalnymi. Mężczyźni są gdzieś w tle, przypominają raczej wytwory wyobraźni lub duchy, a nie prawdziwe i realne postaci. Bohaterki opowiadają zasłyszane historie z windy, sklepowych kolejek, fryzjerskich foteli. Z każdej strony otacza je babskie gadanie, gderanie, rozmarzenie, przechwałki, żale i frustracje. Te podsłuchane anegdotki, pełne czarnego humoru i ironii, są najmocniejszą stroną prozy Bargielskiej, ale pozostawione samym sobie nie tworzą całościowego sensu.

Autorka jest poetką, więc musi myśleć poetycko, a to powinno działać na korzyść języka powieści. I faktycznie, zdarzają się zdania wybitne, prawdziwe perełki, przy których zatrzymywałam się na moment i czytałam je po kilka razy. Ale jednak większa część książki to zwyczajny bełkot. W ciągu zaledwie stu dwunastu stron przynajmniej kilka razy zastanawiałam się o co właściwie chodzi w tej mini powieści. Niestety do tej pory tego nie wiem i nie mogę zrozumieć zachwytów krytyki, a przez to nie potrafię sprawiedliwie ocenić „Małych lisów”. Wybitne fragmenty przeplatają się z tymi byle jakimi i choć doceniam pomysł autorki, to jednak wykonanie mnie zawiodło. Nie jest to zła książki, ale lubię kiedy fabuła ma sens, a opowieść pisana jest po coś. Niestety w „Małych lisach” sensu nie znalazłam.

16 komentarzy:

  1. Dla mnie fabuła nie zawsze musi mieć sens. Tyle, że ta ucieczka od sensu musi być dobra, jak w "Nadepnęłam na węża" Kawakami. Nie wiem jeszcze jak jest z Bargielską, bo ciągle czeka na swoją kolej, ale jestem jej bardzo ciekawa. Twoja opinia trochę studzi mój zapał, zwłaszcza to zdanie o bełkocie, ale mimo wszystko sprawdzę, o co tyle szumu;) Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tej książki zwyczajnie nie ogarnęłam. Język rzeczywiście jest żywy, ale ogólnie lektura szła mi opornie i utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że jak autor jest nominowany do jakiejś nagrody, to mnie najprawdopodobniej nie przekona. Czasem mam też wrażenie, że właśnie im większy bełkot, tym większa szansa, że krytyków zachwyci, a zwykły czytelnik nie da rady przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam nawet o autorce nie słyszałam i jakoś nie mam ochoty poznawać jej twórczości. Fabuła musi mieć sens, w końcu autor pisze nie dla siebie, lecz dla czytelnika. Dobrze byłoby po zakończonej lekturze wiedzieć, co pisarz chciał nam przekazać. :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Fabuła sama w sobie interesuje mnie i dla niej byłabym w stanie sięgnąć po "Małe lisy", jednak nie wiem, czy zniosłabym ten bełkot, jaki wyziera z kart tej krótkiej lektury...

    OdpowiedzUsuń
  5. A co ci krytyce mówią?

    Przywołujesz ich i fakt, że uznali ten tytuł, ale nie odnosisz się do tego, za co mu go przyznali.

    OdpowiedzUsuń
  6. czytałam jej "Obsoletki", więc mniej więcej wiem "czym to się je". Faktycznie, nie każdemu się spodoba i ja sama miałam mieszane uczucia. przebija tu dużo z poetyckiego stylu tej pani i dlatego może jej książki trochę są niezrozumiałe, nie porywają, nie zatrzymują, jakby nie tworzą żadnej całości.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm... Na książkę napisaną bełkotem bez widocznego w niej sensu nie mam ochoty. Będę uważać, aby nie spotkać się z twórczością tej autorki, tak dla bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety, ale to nie mój typ literatury, mogłabym zabłądzić w tym dziele.

    OdpowiedzUsuń
  9. wiesz ja lubię książki pisane przez poetki, ale ta nie zachęca...tak jak piszesz ta poetyckość powinna działać na korzyść...;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciężko mi się wypowiedzieć na temat tej książki, nigdy nawet nie miałam jej w rękach. Ale wydaje mi się, że tego typu literatura ma albo zdecydowanych zwolenników, albo przeciwników;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tym razem podziękuje, gdyż w ogóle nie zainteresowała mnie ta książka.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niedawno zauważyłam ją bibliotece i zastanawiałam się, czy wypożyczyć. Dzięki Tobie wiem, że nie warto. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wcześniej mignęła mi tylko gdzieś ta okładka (zapamiętałam bo dosyć charakterystyczna jest). Do książki specjalnie mnie nie ciągnie, a w każdym razie nie planuje w najbliższym czasie po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasem naprawdę nie wiadomo dlaczego książki są nominowane do nagród a nawet nagradzane. Im mniej rozumiemy w normalny sposób tym bardziej krytyka się zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale po Twojej recenzji nie chcę po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń