czwartek, 6 marca 2014

Coś dobrego, słodkiego i nietuczącego :)



tytuł: Uparte serce
tytuł oryg.: My stubborn heart
autor: Becky Wade
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2014
ilość stron: 384

moja ocena: 6/10

Tak już jest, że od czasu do czasu spada mi poziom cukru we krwi i wówczas muszę przeczytać o czyjejś miłości. Wiadomo, że najlepiej złapać wtedy za jakieś romansidło i choć na chwilę pobujać w różowych obłoczkach. Jeśli odczujecie nagłą potrzebę na coś dobrego i słodkiego, to bez oporów sięgajcie po „Uparte serce” Becky Wade!

Kate jest uroczym rudzielcem po trzydziestce. Jakoś nie układa jej się w życiu uczuciowym. Do tego doszły poważne problemy w pracy, które dobiły dziewczynę i odebrały jej radość z wykonywanych obowiązków. Zmęczona samotnością i niedawną tragedią Kate postanowiła zająć ręce czymś innym. W trakcie trzymiesięcznego urlopu, za namową babci, bohaterka podejmuje się odnowy rodzinnej posiadłości. Sama ma bzika na punkcie programów, w których remontuje się domy, a także hobbistycznie interesuje się antykami, więc remont daje jej szansę na spełnienie ukrytych marzeń. Oczywiście czym byłby dobry romans bez oszałamiająco przystojnego mężczyzny? Jest więc i Matt – szalenie pociągający, ale małomówny i gburowaty budowlaniec. Otwarta i wesoła Kate próbuje znaleźć wspólny język z nowym znajomym. Z czasem dziewczyna odkrywa, że Matt nosi w sobie niewyobrażalną tragedię, która zmieniła całe jego życie....

Kate jest jedną z tych bohaterek, których zwyczajnie nie da się nie lubić. Wesoła, uśmiechnięta, wygadana, a przy tym do bólu zwyczajna dziewczyna zyskuje sympatię czytelnika już od samego początku. Jej postać jest przemyślana i misternie skonstruowana. Z kolei Matt jest cichy i tajemniczy, a przez to intrygujący. Co prawda przyczyny jego wewnętrznego smutku szybko wychodzą na jaw, ale w powieści wcale nie chodzi o sekrety, ale o życie po tragedii, która odbiera chęć życia.

Autorce w fajny sposób udało się wpleść wątki religijne, a dzięki temu jej powieść zyskuje drugie dno i nie jest tylko naiwnym czytadłem. Kate zwraca Mattowi uwagę na konieczność pojednania się z Bogiem. Każda tragedia prowokuje najtrudniejsze pytania, które zaczynają przytłaczać, a przez to oddalają od Stwórcy. Zamiast wypłakać się na Jego ramieniu, łatwiej jest się obrazić, schować za żalem, rozpaczą i pretensjami. Kate chce pokazać przyjacielowi dobro wokół niego, uświadomić mu, że spokój jest możliwy dopiero po pogodzeniu się z Bogiem i wszystkim tym, co się wydarzyło.

Becky Wade jest amerykańską pisarką książek z gatunku Christian Romance (tak, tak, Amerykanie wszystkiemu potrafią nadać odpowiednią nazwę). „Uparte serce” to pierwsza, mam nadzieję, że nie ostatnia, powieść tej autorki, która ukazała się na polskim rynku. Jak to bywa w romansach całość jest słodka i odrobinę naiwna, ale pisarce udało się przemycić kilka niezwykle istotnych wątków, dzięki którym powieść wyróżnia się na tle innych książek z gatunku. W zasadzie nie ma na co narzekać, bo fabuła jest dobrze skonstruowana, bohaterowie fajni i charakterystyczni, styl lekki i przyjemny, ale... Nie wiem po co, ale w każdej scenie autorka informuje czytelników w co ubrani bohaterowie. I nie ważne, czy są to postaci główne, czy poboczne. Dosłownie na co drugiej stronie możemy poczytać sobie odzieżowe fragmenty. Osłabiało mnie to i denerwowało przez cały czas, a także zepsuło ogólne wrażenia z lektury.

„Uparte serce” to romantyczna opowieść dla kobiet o tym, że wielka miłość może pokonać każdą traumę z przeszłości. Co prawda bagaż trudnych doświadczeń nie stanie się nagle lżejszy, ale we dwoje zdecydowanie łatwiej go nieść. Polecam, szczególnie wrażliwym czytelniczkom. 


 ***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!



16 komentarzy:

  1. No no :3 Idealna dla mnie, koniecznie muszę gdzieś dorwać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aja osobiście jestem urzeczona tą książką. Bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. typowe romansidła nie dla mnie, ale tak jak piszesz - czasem trzeba po nie sięgnąć. Jednak ta pozycja mnie jakoś nie kusi :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tą książkę, ale ja oceniałam o dwa oczka wyżej. Książka bardzo mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest dobry moment na coś słodkiego, zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam ochotę na tę książkę i nawet te opisy ubioru nie są mi straszne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Christian Romance... nieźle... wiem, komu sprawię radochę tą książką;) A sama dla wytchnienia czasem też z przyjemnością taką historyjkę połykam do kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Do tej książki chyba mi nie po drodze, czytałam o niej dużo i zapowiada się swietnie, ale jakoś nie mogę jej dostać w swoje łapki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może kiedyś się skuszę, choć wiele jest romansideł, które chcę przeczytać - a nie na wszystkie mam czas :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A może kiedyś się skuszę, nie brzmi źle. Ach te uparte serca, ale też zaufanie to czasem trudna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  11. ,,Uparte serce" jest jedną z tych powieści, która mnie prześladuje ostatnio. Praktycznie każdy ją chwali, a że od czasu do czasu lubię sięgnąć po romansidło, to i moja ciekawość rośnie. Może kiedyś po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Za romansidłami nie przepadam, ale po tę książkę mam ochotę sięgnąć:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mnie zainteresowałaś. Lubię sięgnąć po romansidło, a po dobre romansidło tym bardziej :)

    Przy okazji zapraszam Cię do mojego wyzwania autorskiego
    http://babskieczytadla.blogspot.com/p/autorskie-wyzywanie-europa-da-sie-lubic.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie książka urzekła :) Lubię takie ciepłe i zadziorne opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Może opisy ubrań są wskazówkami dla scenarzystów, którzy chcieliby ewentualnie zekranizować książkę;) Ale poważnie - to może denerwować. Sama książka wydaje się ciekawa, chociaż mało oryginalna. Mimo wszystko, na niedobór cukru - w sam raz;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chętnie bym przeczytała :-)

    OdpowiedzUsuń