wtorek, 18 lutego 2014

Naprawdę jaki jesteś nie wie nikt...



tytuł: Bim, bam, bom, mogę wszystko. Historia Bogusława Meca
autor: Maciej Wasielewski
wydawnictwo: Agora i Bellona
rok wydania: 2013
ilość stron: 256

moja ocena: 7/10

„Ile się kocha naprawdę? - zastanawia się Jola. - Miesiąc? Rok? Do pierwszej zdrady? A kiedy to kochanie wraca? Po dziesięciu latach, trzydziestu? Kiedy człowiek już wie, że umiera?”

Maciej Wasielewski zebrał wspomnienia najbliższych osób związanych z Bogusławem Mecem. Dzięki temu poznajemy Meca od tej najbardziej prywatnej strony. Patrzymy na artystę oczami żony i córki, siostry, starych przyjaciół, ludzi z branży muzycznej. Zaburzona chronologia jest zdecydowaną zaletą publikacji. Całość składa się z pojedynczych obrazków, krótkich historii, kawałków puzzli, z których autor układa niezwykły portret muzyka. Jaki w końcu był Bogusław Mec? Na pewno szalenie utalentowany, uroczy, czarujący, lubiący zwracać na siebie uwagę. Ale też trudny, z ciężkim charakterem, czasami przykry nawet dla najbliższych.

Publikacja „Bim, bam, bom, mogę wszystko. Historia Bogusława Meca” nie jest typową biografią, czy też książką wspomnieniową o znanym artyście. Według mnie tekst Wasilewskiego jest raczej reportażem o cholernie trudnej miłości. Teoretycznie to Bogusław Mec jest głównym, bo i tytułowym bohaterem tej opowieści, ale to Jola, jego żona, jest dla mnie prawdziwą bohaterką książki. W trakcie lektury nie mogłam się nadziwić, dlaczego Jola nie trzasnęła go w twarz, wykopała za drzwi, powiedziała, że nie chce go znać. A przecież miała powody. Czyżby była aż tak głupio zakochana w mężu? Nie mnie oceniać, ale pewne jest, że musiała kierować nią prawdziwa miłość. Gdyby to było coś innego, to chyba nie byłaby w stanie wytrzymać tego wszystkiego.

Pewnego razu Bogusław wyjechał do Stanów Zjednoczonych. W trakcie nieobecności przesłał tylko jeden list do domu. Jola i Lulu nie wiedziały gdzie jest i co robi. Wrócił po roku, jak gdyby nigdy nic. Jola nie męczyła go pytaniami, nie było sensu. Akceptowała jego fanaberie i decyzje bez słowa pretensji. Radziła sobie z jego alkoholowymi ciągotami, lekką ręką do pieniędzy, luzackim podejściem do życia. Kiedy do ich domu wkroczyła choroba, to Jola wzięła na siebie rolę pielęgniarki. To prawda, że siostra Danuta była dawcą szpiku kostnego, ale gdyby nie opieka żony, to Bogusław nie dożyłby nawet terminu operacji. To ona kurczowo trzymała go przy życiu. Wygrała. A raczej udało jej się odroczyć wyrok na następne dziesięć lat. Później już nic nie dało się zrobić…

„Słuchaj! – nie wytrzymała. – To od ciebie zależy, czy zajmiesz się życiem, czy umieraniem. Ale jak umrzesz, to ja ci tego nie daruję!
Chustki do nosa, które teraz kupowała w ilościach hurtowych, były już nie we łzach, ale w krwi – ze zmęczenia. Codziennością stały się dreny, igły i cewniki. Nieprzespane noce i stróżowanie. Pomyślała, że to takie oczywiste, kiedy się kocha.”

Książka Macieja Wasilewskiego to przejmująca i jednocześnie trudna opowieść o miłości. Muzyka, artystyczny świat, zmiany społeczne i polityczne w Polsce – to wszystko jest gdzieś w tle. Na pierwszym planie jest niesamowicie odważna, czuła,  kochająca i anielsko cierpliwa kobieta. Żona nie powiedziała o Mecu inaczej, niż tylko „Boguś”. To fakt, że momentami ta historia robi się ckliwa i sentymentalna, ale w ostatecznym rozrachunku nie ma to żadnego znaczenia. Puenta publikacji związana z imieniem Joli powaliła mnie na łopatki i nieco rozświetliła humorem patetyczne zakończenie. Przeczytajcie koniecznie historię Bogusława Meca. Jeśli nie dla Bogusia, to dla Joli. O kobietach takich jak ona powinno się mówić na co dzień. Polecam!

„Ile to trzeba włożyć wysiłku, żeby nie płakać. Boguś był moją miłością, a teraz nie wiem, co mam zrobić z butami po nim. Mija osiem miesięcy, a ja wciąż nie wiem, co mam zrobić z butami.”


***
Recenzja bierze udział w wyzwaniu muzycznym!

13 komentarzy:

  1. Interesująca publikacja i nawet już wiem, komu mogę ją polecić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozczytałaś się na dobre:P dodaję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię czytać o trudnej miłości, więc na pewno kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka trafiła do mnie przypadkiem w zeszłe wakacje i byłam mocno zaskoczona, że tak mnie wciągnęła. To naprawdę warta uwagi lektura i warto po nią sięgnąć, właśnie tak jak napisałaś - jeśli nie dla Bogusia, to dla Joli. Niezwykła kobieta, z niesamowicie silnym charakterem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tematyka porusza przez książkę leży raczej poza sferą moich zainteresowań ;) Zboczę z tematu: czytałaś może "Jeśli chcesz chodzić po wodzie musisz wyjść z łodzi"? Widziałem ostatnio w Edycji św. Pawła. Tytuł, opis i okładka zaciekawiły mnie. Ale zastanawiam się, czy treść jest równie dobra.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta kobieta miała jakąś nadludzką cierpliwość i dobroć. Podziwiam ją. Po roku nieobecności gość wraca i uważa, że wszystko jest ok. Zdenerwował mnie norrrmalnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie takie akcje jej odstawiał... Była w szoku jak czytałam tę książkę!

      Usuń
    2. Żartujesz :-o
      To coś dla mnie, podniósł by mi ciśnienie, a mam za niskie ;-))

      Usuń
    3. Ale jak mu śmierć w oczy zajrzała, to docenił Jolę i był idealny :) szkoda tylko, że przez najlepsze lata ich wspólnego życia zepsuł jej tyle krwi...

      Usuń
  7. Trudna miłość och to piękne i zarazem smutne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Biografia i muzyka- to nie dla mnie połączenie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubiłam trzy piosenki Meca - "Na pozór", "Jej portret" oraz "Pozwolił nam los" (duet z Anną Jantar). Chętnie przeczytałabym tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń