czwartek, 16 stycznia 2014

Triumfu miłości nie będzie...


 tytuł: Zanim się pojawiłeś
tytuł oryg.: Me Before You
autor: Jojo Moyes
wydawnictwo: Świat Książki
rok wydania: 2013
ilość stron: 384

moja ocena: 3/10

Powieść „Zanim się pojawiłeś” upatrzyłam sobie kiedyś w jakiejś krakowskiej księgarni. Od razu spodobała mi się okładka i opis fabuły. Unikam kupowania romansów, więc postanowiłam poczekać, aż książka pojawi się w bibliotece. Na bieżąco śledziłam najnowsze, pełne zachwytów recenzje, co tylko potęgowało moje zniecierpliwienie i chęć sięgnięcia po lekturę. W końcu się doczekałam i wypożyczyłam tom. Nie było warto.
Zacznę od tego, że opis z tyłu okładki jest przesadzony i nieprawdziwy. Podobno jest to powieść „o sile miłości dwojga ludzi wyrzuconych poza nawias życia.” Z tym nawiasem życia to lekka przesada. On faktycznie jest w nieciekawej sytuacji, ale ona zwyczajnie nie potrafi wziąć się w garść i tyle. Można nawet powiedzieć, że sama, z własnej woli usunęła się w cień. Poza tym nie prawdą jest, że kiedy Will poznaje Lou, ta „właśnie straciła pracę i rozstała się ze swoim chłopakiem”. Faktycznie pracę straciła, ale przecież cały czas jest w związku ze swoim długoletnim chłopakiem. Niby drobiazgi, a jednak irytują. Krótko mówiąc fabuła powieści została skonstruowana wokół relacji niepełnosprawnego Willa, który po wypadku cierpi na porażenie czterokończynowe i jego opiekunki Lou. Dziewczyna nie ma żadnego doświadczenia w pracy tego typu, ale jej wesołe usposobienie ma pomóc chłopakowi odzyskać dawną radość życia. 

Początkowo Lou okropnie mnie denerwowała. Bohaterka jest moją równolatką, a momentami miałam wrażenie, że ma mentalność nastolatki. I te jej ciągłe „tata powtarza, że”, doprowadzały mnie do szału. Nie potrafiła sklecić o sobie dwóch zdań bez powoływania się na opinię ojca. Z czasem jej postać się rozkręca, ale nadal pozostaje nijaka. Przede wszystkim zupełnie nie wie czego chce, a co więcej, nie wie nawet czego nie chce. Faktycznie jest wesoła, optymistyczna, nadaje się do pracy z ludźmi, ale nie wykazuje się jakimś większym charakterem. Trwa w wieloletnim związku, w którym wypaliły się już wszystkie emocje, bo tak jej wygodnie. W zasadzie nie potrafi podjąć żadnej decyzji, jest zagubiona  i zahukana.

Z kolei od początku polubiłam Willa, ale w trakcie rozwoju fabuły udało mu się skutecznie zniechęcić mnie do siebie. Rozumiem jego złość na wszystko i na wszystkich, którzy nad nim skaczą i traktują jak małe dziecko. Wiadomo, że najpierw musi warczeć trochę na Lou, żeby później mógł zrozumieć jaka ona jest urocza, wspaniała i inne pierdoły. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że Will jest jedynym posiadaczem prawdy i zawsze ma racje. Chce wtłoczyć Lou w schemat nowoczesnego świata. Podróże po świecie, super prestiżowa praca, w której zarabia się ogromne pieniądze, skoki na bungee, liczne imprezy i ciągła zabawa. Jakby tylko to było w życiu ważne. Do tego on uważa, że ona powinna pójść do szkoły dla projektantów mody, bo w końcu lubi dziwne i specyficzne ciuchy. Problem polega na tym, że ani przez moment Lou nie wspomina, że chciałaby być projektantką. W zasadzie to czego ona chce nie ma znaczenia. Will wie lepiej jak powinno wyglądać jej życie. Nie jest to powieść, w której bohater przechodzi diametralną zmianę wewnętrzną, nad którą można płakać z zachwytu. Niestety Will pozostaje egoistycznym dupkiem od pierwszej do ostatniej strony. Chyba to mnie najbardziej rozczarowało, bo spodziewałam się triumfu miłości, a co najwyżej zwycięstwo odniosły pieniądze.  

Przyznaję, ze powieść czyta się szybko i przez większość czasu nawet przyjemnie. Kilka razy się uśmiechnęłam i zdarzyło mi się rozpływać nad niektórymi scenami. Początkowo miałam nadzieję, że będzie to właśnie urocze romansidło, idealne na wieczór. I do pewnego momentu faktycznie takie było. Ale autorka porwała się na temat eutanazji, który według mnie został potraktowany infantylnie i jednostronnie. Choć pisarka próbuje ukazać perspektywę kilku osób, to cały czas trzyma się jednej i tej samej wersji, nie dopuszcza innych głosów w dyskusji i od samego początku wie jakie rozwiązanie jest najlepsze. 

Zakończenie powieści „Zanim się pojawiłeś” maksymalnie mnie rozczarowało. Przyznaję, takiego obrotu spraw się nie spodziewałam, ale mimo wszystko uważam, że rozwiązanie zastosowane przez autorkę jest niedopuszczalne i moralnie podejrzane. Chciałabym umotywować moją ocenę bardziej szczegółowo, ale wówczas musiałabym zdradzić wam zakończenie, a takich rzeczy nie robi się nawet w przypadku bzdurnych książek. Po zamknięciu powieści naszła mnie gorzka refleksja. W życiu bez jakichkolwiek wartości liczą się tylko pieniądze i wysportowane ciało, a seks i dobra zabawa są ważniejsze niż miłość. Taką oto naukę wyczytałam w książki pani Jojo Moyes. Zdecydowanie nie polecam!

33 komentarze:

  1. Z Twojej recenzji wynika, ze faktycznie książka niedopracowana, wielka szkoda, że taki morał z tej historii....

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj właśnie do mnie dotarła ta książka i mam ogromną nadzieję, że mi bardziej przypadnie do gustu :D Ostatnio mam ochotę na coś w takim stylu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że lepiej odbierzesz powieść :)

      Usuń
  3. Gdzieś ten tytuł obił mi się o uszy, fabuła nawet zaciekawiła, nawet od razu przeszłam zobaczyć Twoją ocenę i moja chęć na tę książkę znacznie spadła :). Chyba nie ścierpiałabym takiej postaci Willa, nie lubię ludzi z takim charakterem i w życiu i w książkach więc podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wygląda bardzo ciekawie, tytuł brzmi ładnie, ale najwidoczniej jest w niej dużo niedociągnięć :C

    Pozdrawiam, Anath

    OdpowiedzUsuń
  5. Tyle pozytywnych recenzji, a tu takie zaskoczenie. Ale od początku czułam, że coś z tą powieścią jest nie tak i miałam rację. Jeżeli spotkam ją u siebie w bibliotece to wypożyczę i przeczytam, ale nie będę traciła pieniędzy na taką książkę. Zwłaszcza, że jednak nie jest aż tak dobra, jak się początkowo wydawało.

    OdpowiedzUsuń
  6. widzę, że nie ma co zastanawiać się nad poznaniem książki :( okładka ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W zasadzie nie dziwię Ci się, że zarówno okładka, jak i sam zarys fabuły przypadł Ci do gustu. Szkoda jedynie, że całość nie spełniła oczekiwań. Często spotykałam się z książkami, gdzie autorzy chcieli poruszać dosyć poważne tematy, a w rezultacie wychodziło kiepsko...
    Tyle dobrych recenzji i wydawałoby się, że książka bardzo dobra. Czasami jednak trzeba coś sprawdzić na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam książkę i zdecydowanie oceniam ją znacznie wyżej. Historia bohaterów (których polubiłam) bardzo mi spodobała (kilkakrotnie nawet uroniłam kilka łez).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaka cudna okładka ale z przykrością widzę po twojej recenzji, że jej ,,zawartość'' rozczarowuje. Szkoda, wielka szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładka rzeczywiście fajna, ale jak widać nijak ma się do treści. Cóż, będę raczej omijać:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż, nie interesuje mnie...

    OdpowiedzUsuń
  12. Hmm... ostro trochę osądziłaś tę książkę i z tego co widzę, bardzo zgodnie z Twoimi wartościami :) Ja bohaterów odebrałam trochę inaczej. Lou jest dla mnie dziewczyną, która boi się żyć i też nie bardzo ma ku temu warunki: brak pieniędzy, rodzina podkopująca jej poczucie własnej wartości. Powiem Ci, że zdarza mi się spotykać osoby, które przed trzydziestką jeszcze nie wiedzą, co chcą w swoim życiu robić. A Will... nie wydaje mi się, że chciał ją "wtłoczyć" w swój schemat życia. Lou miała potencjał, bo gdy już liznęła, czym jest życie pełną piersią, widać było po niej, że daje jej to szczęście.
    Pogadałabym jeszcze, ale chyba taka forma i niemożność spoilerowania ogranicza jednak trochę dyskusję :)

    Staję w obronie książki, bo abstrahując od jej poziomu i czytelniczych gustów, warto wyrobić sobie o niej własne zdanie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że Lou boi się żyć. Mnie irytowało, że dziewczyna nie wie nawet czego nie chce. A co do Willa, to odniesiona wrażenie, ze wg. niego życie pełną piersią (jak to ładnie ujęłaś:)) możliwe jest tylko dzięki pieniądzom. Wiadomo, że kasa daje większe możliwości, większe pole do szaleństw, ale osobiście odebrałam powieść tak, ze happy end możliwy jest tylko wówczas, gdy na koncie zalega odpowiednia ilość gotówki. Oczywiście może histeryzuję i przesadzam (i pewnie tak jest :p), ale całość odebrałam zdecydowanie negatywnie.
      Również chętnie powymieniałabym dodatkowe opinie, ale chyba musiałybyśmy opowiedzieć zakończenie :D

      Usuń
    2. ... a tego robić nie będziemy tej garstce ocalałych, która po Twojej recenzji jednak będzie chciała sięgnąć po książkę :)

      W książce przedstawione są dwie skrajności - obie niezdrowe, ale też faktem jest, że zbyt wielka ilość gotówki przeważnie szkodzi i przysłania prawdziwe problemy innych ludzi, a zbyt mała zamyka wiele drzwi i buduje mury nie do przeskoczenia. Wracając do Lou, to mnie aż tak nie irytowała, bardziej było mi jej żal. Chętnie zafundowałabym jej kilka wizyt u psychologa, bo samo "pozbieraj się" w tym wypadku by nie wystarczyło :)

      Usuń
    3. O dokładnie! Wizyta u psychologa przydałaby się większości bohaterów powieści... Ogólnie atmosfera w domu Lou również była niezdrowa. Sympatyczna, rodzinna i zbzikowana, ale jednak niezdrowa. O rodzicach Willa też nie ma co wspominać. Chociaż oboje bardzo schematyczni i bardzo amerykańsko popkulturowi - matka pozornie zimna suka, przesadna elegantka itp., a ojciec lowelas i drań. Wszędzie to już było, zero oryginalności.
      W sumie to moje refleksje po książce, bo w trakcie lektury na prawdę dobrze się bawiłam, a przynajmniej do pewnego momentu. Jak na taką marną książkę za dużo o niej myślę, analizuję i się przejmuję... :P

      Usuń
    4. Skoro tak dobrze się bawiłaś, to może nie była taka marna? :) Nie wszystko musi być idealne, a że schematyczne... chyba biorąc książkę do ręki nie spodziewałaś się, że to jedna z kandydatek do nagrody Nobla? To taki cukierek, który ma smakować w trakcie jedzenia i też wiadomo, że dostarcza kilka pustych kalorii, ale w tej chwili nie ma to większego znaczenia.
      Próbuję ocalić choć kilka osób z tej garstki ;)

      Usuń
    5. Tylko okazało się, że ten cukierek miał wyjątkowo niesmaczne nadzienie :)

      Usuń
  13. Kurczak, a ja tak bardzo pozytywnie byłam nastawiona po kilku innych recenzjach!
    Ostudziłaś mój zapał, ale przyznać trzeba, że w profesjonalny - to znaczy - za pomocą sensownych argumentów - sposób.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zakończenia są najważniejsze, to po nich pamiętamy całą książkę. Bardzo dobra recenzja, a okładka książki rzeczywiście piękna. Szkoda, że nie można powiedzieć tego samego o jej zawartości. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Choć mam na półce, ale jakoś nie ciągnęło mnie do niej, teraz widzę, że intuicja mnie nie zawiodła

    OdpowiedzUsuń
  16. tak kurcze świetnie się zapowiada i zachęca, ale patrząc na zawartość np. potraktowanie zagadniena eutanazji i zakończenie stwierdzam, że to nie lektura dla mnie niestety

    OdpowiedzUsuń
  17. Wolałabym coś...przyjemniejszego? To chyba odpowiednie słowo;) Nie podoba mi się już pomysł na fabułę, a wytknięte przez Ciebie błędy tylko zwiększają moją niechęć do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  18. Sama nie wiem, trochę mnie kusi, żeby jednak spróbować... Może za jakiś czas:)

    OdpowiedzUsuń
  19. To chociaż mam tą książkę ze skanowaną (dzięki Tobie) to nawet się za nią nie biorę ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Sama nie wiem, miałam na nią ochotę, ale zobaczymy - może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  21. Myślałam, że to ciekawsza książka, bo też ją chciałam przeczytać, ale chyba nie warto. Chociaż jestem ciekawa tego zakończenia... :)

    OdpowiedzUsuń
  22. sam tytuł mnie zniechęcił, nie czytuję romansów i na pewno po nią tez nie sięgne, przekonałaś mnie do tego Twoją recenzją w 100% :)

    zapraszam do obserwowania drugiego bloga http://jestemtylkosnem.blogspot.com/ gdzie cały recenzencki majdałek z między kartkami przenoszę
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam tę książkę, ale jakoś do tej pory odkładałam jej przeczytanie na później i widzę, że nic nie straciłam.
    Pewnie kiedyś sięgnę po nią, bo jestem ciekawa, czy będę miała podobne odczucia do Twoich. Jednak nie będzie to w najbliższej przyszłości:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja również liczyłam na magiczne romansidło :/

    OdpowiedzUsuń
  25. Z pewnością do niej nie sięgnę..

    OdpowiedzUsuń
  26. Dobrze ,że mam ferie i kupię czasu :D

    OdpowiedzUsuń
  27. A mnie się nawet okładka przestała podobać po Twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń