czwartek, 30 stycznia 2014

Z pamiętnika trzynastolatki...


tytuł: Dzienniki 1945–1950
autor: Agnieszka Osiecka
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
rok wydania: 2013
ilość stron: 496

moja ocena: 8/10

Jeśli słyszysz w radiu szlagier sprzed lat, który mimowolnie zaczynasz nucić razem z wykonawcą, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że autorką tekstu piosenki jest Agnieszka Osiecka (poetka napisała ich około dwóch tysięcy).

Agnieszka Osiecka (09.10.1936 – 07.03.1997) była diabelnie utalentowana. Z czymś takim trzeba się urodzić, żaden warsztat, lata pracy nad sobą i starania nie zastąpią tej iskry, którą Osiecka po prosu miała. Osobiście uwielbiam jej poezję i piosenki, ale jej samej, jako kobiety jakoś nie potrafię polubić. Informację o publikacji prywatnych dzienników poetki przyjęłam z umiarkowanym zainteresowaniem. Właściwie nawet nie miałam zamiaru czytać jej prywatnych zapisków, jednak skusiły mnie kolejne pełne zachwytów recenzje. Tom „Dzienniki 1945–1950” kupiłam z ciekawości co może być takiego niezwykłego w zapiskach trzynastoletniej dziewczynki. I wiecie co? Książkę przeczytałam z opadniętą szczęką... 

Osiecka zaczęła prowadzić dziennik w wieku dziewięciu lat. Pisała go już do końca życia. Co roku oddawała się lekturze swoich zapisków, wprowadzała autokorektę, albo dopisywała komentarze opatrzone datą. Pierwszy tom opublikowanych „Dzienników” obejmuje lata 1945–1950. Agnieszka podpisywała się pseudonimem Bożena Ostoja, a swój pamiętnik prowadziła w zwyczajnych brulionach, gdzie na okładce zapisywała numer tomu i zakres dat. Agnieszka i inne diarystki z jej otoczenia wymieniały się swoimi dziennikami i dyskutowały nad sztuką prowadzenia pamiętników. Dorośli nigdy nie mieli dostępu do jej zapisków. 

 „Powiedziałam sobie, że z Jasiem koniec i już. Jestem trochę zazdrosna, ale to tylko wtedy, kiedy go spotykam i patrzę na niego. Myślę wtedy, że go kocham i wszystko bym dla niego oddała. Ale to tylko moja stara wada -  po prostu chcę zdobyć dla siebie każdego ładnego chłopca.”
Talent Osieckiej przebija z każdej strony „Dzienników”. Momentami byłam zwyczajnie zazdrosna o to jak ta gówniara pisze! Agnieszka opisywała swoje codzienne życie, perypetie szkolne i domowe, relacje z koleżankami i przede wszystkim z kolegami… Bo Osiecka już jako trzynastolatka była niesamowicie kochliwa. Co kilka miesięcy zmieniała obiekt westchnień, zwodziła tych biednych nieszczęśników, bo lubiła otaczać się wianuszkiem wielbicieli. Od tych wszystkich Janków, Leszków, Jurków, Staszków może się zakręcić w głowie. O miłości pisała w sposób niezwykle dojrzały i przemyślany, jakby miała całkiem spory bagaż życiowy. A przy tym zdawała sobie sprawę ze swojego wieku, sama siebie nazywała dzieckiem, tym argumentem stopowała chłopców, którzy za bardzo zapędzali się w zalotach. 
„Z chwilą gdy poczuję wstręt i nudę w stosunku do symbolicznego domu, odważę się powiedzieć dość i pożegluję dalej w poszukiwaniu szczęścia i maksimum skoncentrowanego, pędzącego życia.Jak najmocniej, najpełniej, najdłużej żyć pełnią życia. Czuć, że się żyje. Znaleźć nie jeden – tysiące celów w życiu. Odszukać siebie i swoją duszę. Znać i kochać świat, życie i innych ludzi. Cały czas pamiętać, że żyje się tylko raz i to bardzo krótko.”
Zapiski Osieckiej pełne są sprzeczności. Są momenty kiedy pisze jak zwykła dziewczynka, jeszcze dziecko, które jest trochę niegrzeczne i niesamowicie rozpieszczone, lubi się po szczeniacku wygłupiać,  bawić, bujać w obłokach. Jednak niektóre fragmenty wciskały mnie w fotel. Jaka ona była wrażliwa, nad wiek dojrzała, cholernie zdolna i utalentowana, a przy tym w pewnym stopniu wyrachowana. Przecierałam oczy ze zdumienia, że ona ma to wszystko tak doskonale przemyślane, zdaje sobie sprawę ze swoich słabości, wie czego chce, choć wydaje jej się, że jest zupełni inaczej. Z każdej strony sączą się żywe emocje, bo Agnieszka przeżywała wszystko na gorąco, nie potrafiła obojętnie patrzeć na świat, nawet w prozaiczne sytuacje  angażowała wszystkie swoje uczucia.

Agnieszka Osiecka przelewała na papier kawałki swojej duszy. W regularne prowadzenie zapisków wkładała serce i to jej serce na dłoni jest doskonale widoczne. Dzięki lekturze „Dzienników” poetka zyskała dla mnie bardziej swojskie i ludzkie oblicze. Będę z ogromną niecierpliwością wypatrywać kolejnych tomów. Pamiętniki Osieckiej są przykładem diarystyki na najwyższym poziomie! Polecam!
 „Ja nie będę życia błagać o łaski, ja będę mu szczęście garściami wydzierać! Nie chcę, nie chcę się poddać woli i wpływom drugiego człowieka. Nie chcę wspominać, nie chcę marzyć, nie chcę filozofować gdyby…, tylko chcę myśleć, czuć, żyć. Ja z resztą sama nie wiem, czego chcę. Zobaczymy. Ciekawa jest przyszłość.”
***
Recenzja bierze udział w wyzwaniu muzycznym!

13 komentarzy:

  1. Pięknie to wszystko opisałaś. Szczególnie ujęło mnie zdanie dotyczące przelewania przez panią Osiecką na papier kawałek swej duszy. Myślę, ze chyba skuszę się na ową publikacje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również uwielbiam jej teksty, ale właściwie nic o niej nie wiem jako o kobiecie. "Dzienniki" muszę przeczytać, bo wiem jak ona potrafi pisać i jestem pewna, że zaznaczałabym mnóstwo fragmentów, do których potem bym wracała...

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzja dodana do wyzwania:) Przyznam, że u mnie również apetyt na tę pozycję rośnie w raz z kolejną przeczytaną recenzją. Już nawet oglądałam ją w księgarni (okazuje się, że to sporych rozmiarów lektura!), ale ostatecznie wstrzymałam się na jakiś czas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Musiałaś to tak kusząco opisać? :P. Zarówno twórczość pani Osieckiej jak jej życiorys znam bardzo słabo, więc takie dzienniki z pewnością mogłyby mi pomóc w jej poznaniu. Dziękuję za polecenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle świetnie zaprezentowałaś książkę. Warto przeczytać, by poznać u źródła jaką była.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię pamiętniki, a dodatkowo tak mnie zachęciłaś, że muszę przeczytać tę książkę. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja, po której nie mam najmniejszych wątpliwości czy przeczytać książkę

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie wiem, czy lubię, czy nie lubię Osieckiej, ale w jakimś stopniu mnie fascynuje. Czytałam jej biografię, listy z Przyborą, teraz czas na "Dzienniki". Jak tylko pojawią się w bibliotece, ustawię się w kolejce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Muszę przyznać, że teksty napisane przez Osiecką mają coś w sobie, dlatego wypadałoby przeczytać coś o samej Osieckiej. Myślę, iż byłby to dobry początek.

    OdpowiedzUsuń
  10. To ,,skoncentrowane, pędzące życie" Agnieszki, które ja porwało i któremu wydzierała szczęście garściami, ma też tę drugą twarz: porzuconej córki...
    Co nie zmienia faktu, że bardzo lubię jej teksty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękna recenzja :) Też byłam zazdrosna o to, jak pisze. A bardzo dziwnym dla mnie było jej zachowanie, tak jak napisałaś - jednym razem do bólu była odpowiedzialna i dorosła, a za innym razem była strasznym dzieciuchem. Ciekawa osobowość :) Tomisko czytałam i chcę więcej części!

    OdpowiedzUsuń
  12. Kusi mnie ta książka... Zwłaszcza, że chciałabym bliżej poznać Osiecką, jako osobę, nie tylko poprzez jej twórczość poetycką.

    OdpowiedzUsuń
  13. I mnie kusi ta książka :)

    OdpowiedzUsuń