poniedziałek, 20 stycznia 2014

„Klasyka to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać.”


tytuł: W stronę Swanna
tytuł oryg.: A la recherche du temps perdu. A côté de chez Swann
autor: Marcel Proust
wydawnictwo: MG
rok wydania: 2013
ilość stron: 480

moja ocena: 8/10

Według Marka Twaina „Klasyka to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać.” Dokładnie tak jest w przypadku rozsławionej serii „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta.

Wznowienie „W stronę Swanna” ukazało się za sprawą wydawnictwa MG z okazji stulecia pierwszego, oryginalnego wydania. Na temat tego quasi-autobiograficznego cyklu krążą legendy. Trudny intelektualnie, ciężki w odbiorze, nie do przeczytania. I coś w tym jest. Pierwszy tom długo leżał na mojej półce, gdyż nie czułam się na siłach, aby rozpoczynać lekturę. Zwyczajnie bałam się książki uznanej w powszechnej opinii za arcydzieło. Okazało się, że faktycznie Prousta czyta się długo, mozolnie, czasem nawet wbrew sobie, ale warto zadać sobie ten trud.

Marcel – główny bohater powieści, a zarazem pierwszoosobowy narrator, wraca we wspomnieniach do lat swojego dzieciństwa. Do tej podróży w przeszłość prowokuje go smak popularnego, francuskiego ciasteczka zanurzonego w herbacie. Poznamy chorowitego i słabowitego chłopca, rozpieszczanego przez matkę i babcię, drżącego ze strachu przed surowym ojcem. Razem z Marcelem i jego rodzicami spacerujemy po Combray i pełną piersią oddychamy atmosferą mieściny. Salonowe ploteczki i arystokratyczne gierki mieszają się ze zwykłą codziennością. Na wszystko patrzymy oczami nadwrażliwego dziecka, które jest wnikliwym obserwatorem rzeczywistości. Istotną rolę odgrywa tutaj również tytułowy pan Swann – przyjaciel rodziny Marcela. Trudno w kilku słowach powiedzieć o czym jest ta powieść, bo w zasadzie o niczym… A może po prostu o życiu?

Powieść „W stronę Swanna” to literatura najwyższych lotów, zdecydowanie nie dla każdego. Raczej dla świadomych i dojrzałych czytelniczo odbiorców. Lektura wymaga spokoju, ciszy, cierpliwości i samozaparcia, a także koncentracji i myślenia. A myśleć nie każdy lubi. U Prousta zdarzają się fragmenty tak niewyobrażalnie piękne, że aż zapierające dech w piersi. Niektóre zdania czytałam kilkakrotnie, żeby się nimi nacieszyć. Ale miałam też kilka momentów zwątpienia, kiedy byłam pewna, że nie zniosę już ani słowa więcej. Przez większość czasu akcja wlecze się niemiłosiernie, a opisy dominują nad dialogami. Najważniejszy jest świat przeżyć wewnętrznych i to właśnie ten świat sprawia, że w trakcie lektury można paść na kolana z zachwytu.  

Na uwagę zasługuje również wstęp Żeleńskiego. Warto przeczytać te kilka dodatkowych stron, żeby zmierzyć się z legendą samego Prousta i na własne oczy zobaczyć ile jest w stanie poświęcić pisarz dla swojego dzieła. Polecam!

***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Dorocie i Wydawnictwu MG!

16 komentarzy:

  1. Interesująca okładka ; Nic na to nie poradzę, że najpierw zwracam uwagę na szatę graficzną. Na szczęście widzę też, że jej ,,zawartość'' również jest satysfakcjonująca, dlatego będę pamiętać o tej książce w stosownym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też właśnie boję się sięgnąć po Prousta i na pewno nie zrobię tego teraz, w czasie sesji. Dopiero w lutym na spokojnie przeczytam, chociaż Twoja recenzja wcale nie rozwiała moich obaw :p

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, to jest proza, w której się trzeba rozsmakować. Zdecydowanie NIE dla zwolenników wartkiej akcji i fabularnych zagadek. Jedna z najbardziej działających na moją wyobraźnię książek, literackie cacko. Uwielbiam, zdecydowanie warto :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uff... pamiętam, że w liceum czy końcówce gimnazjum miałam ambitne plany przeczytania tej książki. Odpuściłam bardzo szybko. Nie dałam wtedy rady jej skończyć - a tak na dobrą sprawę zacząć, bo niewiele przeczytałam. Kto wie, może kiedyś jeszcze raz spróbuję się z nią zaprzyjaźnić :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może przeczytam, jakoś tak nie do końca przemawia do mnie. Jednak tytuł sobie zapamiętam

    OdpowiedzUsuń
  6. Trudna, ale przepiękna książka. Nie mogę się doczekać kolejnych tomów. A wstęp Żeleńskiego warto przeczytać przede wszystkim dla samego kunsztu Żeleńskiego, bo drugiego takiego tłumacza nie ma i pewnie długo nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie czytający Prousta zawsze wydawali mi się szalenie mądrzy, więc koło jego książek nawet nie stałam. Bo i po co? ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Sama nie wiem... nie jestem przekonana, bo klasyka klasyką, ale czytanie zdań zajmujących całą stronę i opisów jednej czynności ciągnących się przez dwie, nieszczególnie mnie pociąga :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Polecam nie tylko "W stronę Swanna", ale także pozostałe części "W poszukiwaniu straconego czasu". Może nie dla każdego, ale dla mnie arcydzieło, które na pewno jeszcze kiedyś sobie odświeżę, z tym że całości trzeba poświęcić kilka miesięcy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam właśnie postanowienie noworoczne, żeby poniuchać te klasyczne dzieła, na które dotąd nie spojrzałam łaskawym okiem. Myślę, że na Prousta też przyjdzie czas.

    OdpowiedzUsuń
  11. Będąc nastolatką postanowiłam, że przeczytam (bo ktoś powiedział, że nie dam rady) no i nie udało się dokończyć, a tak na prawdę zacząć, bo nie dałam rady. Może teraz, jako bardziej świadomy czytelnik, dałabym radę?

    OdpowiedzUsuń
  12. Klasykę chciałabym znać, ale chyba akurat ta pozycja nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię myśleć nad książką, ale... ta by mnie chyba przerosła. Na razie od książek oczekuję czegoś innego :) Może za jakiś czas sięgnę po Prousta :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tyle się naczytałam o książkach Prousta, a żadnej dotąd nie wzięłam do ręki. Trzeba nadrobić zaległości. :) Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że lektura tego cyklu (a przynajmniej pierwszej powieści) to prawdziwa walka;) Ale ostatecznie warto. To dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  16. Zastanawia mnie bardzo jak bym odebrała tę książkę. Nie lubię się zmusząć do czytania czegoś tylko dlatego, że "wypada" znać i określane jest mianem klasyki, ale te zapierające dech zdania działają przyciągająco.

    OdpowiedzUsuń