piątek, 31 stycznia 2014

Święty ksiądz i wierny pies





Ostatniego dnia stycznia wspominamy księdza Jana Bosko. Świętego, którego lubią chyba wszyscy niezależenie od stanu swojej wiary i kondycji duchowej. No bo jak nie lubić faceta, którego biografia nadawałaby się idealnie na komiksową historię o superbohaterze? From zero to hero, od biednego chłopca ze wsi, do popularnego świętego z Nieba!

Jestem przekonana, że św. Jana Bosko (16.08. 1815 – 31.01.1888 r.) nie trzeba nikomu przedstawiać. Uśmiechnięty ale wymagający, otwarty i przyjacielski, pracowity i praktyczny, skromny, ale odważny wizjoner, który potrafił działać. Inteligentny, oczytany, wykształcony imał się różnych zawodów, znał życie i jego trudy. Sypał cudami jak z rękawa, ludzie go uwielbiali. Wszystko co miał, wszystko kim był poświęcił dla bezdomnych, opuszczonych i zaniedbanych chłopców. Efekty jego pracy są widoczne do dnia dzisiejszego. Salezjańska rodzina cały czas się powiększa, a szanowny święty zyskuje kolejne pokolenia młodych przyjaciół. 

Wśród wszystkich anegdotek, opowiastek, kwiatków z życia i działalności księdza Bosko najbardziej lubię te związane z szarym, dużym psem. Wprawdzie ks. Jan był powszechnie lubiany i szanowany, ale jednak nie wszystkim podobało się to co robił. Choć był dobrym i uczciwym człowiekiem, to miał także swoich wrogów, którzy życzyli mu najgorszego, a nawet osobiście napadali, bili, okradali przyszłego świętego. Pewnego wieczoru, gdy ks. Bosko wracał do domu przez jedną z najgorszych dzielnic Turynu, nagle zobaczył dużego, szarego psa, przypominającego wilka. Swoim wyglądem pies wzbudzał respekt, ale był niezwykle przyjazny. Ks. Jan nazwał go Grigio (z włoskiego „szary”), czyli po prostu Szarik. Szarik odprowadził nowego przyjaciela pod sam dom, a następnie zniknął. Od tamtej pory pies towarzyszył ks. Bosko zawsze, kiedy na Jana mogło czyhać niebezpieczeństwo. Szarki zjawiał się także na zawołanie jakim była modlitwa. Zdarzało się, że musiał bronić swojego pana zębami i groźnym warczeniem, a nawet pomógł mu odnaleźć drogę w lesie. Przyszły święty mógł liczyć na pomoc czworonożnego obrońcy wszędzie, nawet w trakcie licznych podróży. Szarik pojawiał się niespodziewanie, ale zawsze we właściwym miejscu i czasie. 

Szarki sprawiał wrażenie zwykłego psa. Szczekał, merdał ogonem, chętnie bawił się z chłopcami ze szkoły. Ale wszyscy wiedzieli, że czworonożny przyjaciel ks. Bosko jest inny niż wszystkie psy. Szarki znikał nagle nawet gdy był zamknięty w domu, potrafił przechodzić przez przedmioty, nigdy niczego nie jadł, choć podsuwano mu różne smakowite kąski. Przyjaźń dobrego księdza Jana i wiernego psa trwała ponad trzydzieści lat, choć psy nie żyją tak długo. Pewnego dnia Szarik zniknął bez śladu, cicho i bez uprzedzenia, dokładnie tak jak się pojawił. Kim był kosmaty obrońca ks. Bosko? Mówi się, że aniołem zesłanym księdzu do pomocy. Podobno do dnia dzisiejszego zdarza się, że gdy salezjanin znajduje się w niebezpieczeństwie i potrzebuje pomocy, to na jego drodze staje duży, szary pies…

 
***
Historię Szarika oraz wiele innych opowiastek znajdziecie w tomiku 365 dni z ks. Bosko! :-)


3 komentarze:

  1. bardzo fajny pościk! a psisko - świetne anegdoty;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy tomik. Będę miała go na uwadze, zwłaszcza, że moja ciocia zawsze z sentymentem wspomina księdza Jana Bosko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna historia. Kto nie chciał by mieć takiego opiekuna.

    OdpowiedzUsuń