środa, 29 stycznia 2014

Obozowe wesołe miasteczko


tytuł: Warsztat diabła
tytuł oryg.: Chladnou zemí
autor: Jáchym Topol
wydawnictwo: W.A.B.
rok wydania: 2013
ilość stron: 192

moja ocena: 5/10

Jáchym Topol jest jednym z najoryginalniejszych współczesnych pisarzy czeskich. Książkę „Warsztat diabła” wypatrzyłam w bibliotece. Okładka mnie zaintrygowała, a pomysł na fabułę zszokował, a lektura zmusiła do poważnych przemyśleń…

Główny bohater powieści sprawia wrażenie trochę przygłupiego. Żyje jakby przypadkiem, jest nieporadny, potrzebuje kogoś, kto będzie nim dyrygował. A przy tym jest doskonałym obserwatorem rzeczywistości, na świat patrzy z dystansem i spokojem, a wydarzenia, których jest świadkiem opowiada bez emocji, ale za to z nutą ironii. Razem z wujkiem Lebo zakładają w Terezinie Comenium. Później dołącza do nich przedsiębiorcza Sara, która pomaga rozkręcić biznes. Ludzie odwiedzający Terezin mają się uczyć, bawić, zajadać getto pizzą, uczestniczyć w Warsztatach Radości.  Były obóz koncentracyjny zaczyna zamieniać się w lunapark i jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych…

„Warsztat diabła” to dziwna książka. Szokująca, odważna, prowokacyjna i groteskowa. Momentami śmiałam się z niedowierzaniem, choć przez większość czasu jednak się nudziłam. Czarny humor sączy się z każdej strony, pomysł na fabułę jest genialny, ale sam styl autora jest dla mnie nijaki. W pewnym momencie opowieść Topola przestała mnie zupełnie interesować i doczytałam do końca trochę na siłę. Może nie zrozumiałam idei powieści? Również o bohaterach nie mogę powiedzieć nic konkretnego, bo nie wywołali we mnie praktycznie żadnych emocji. Nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała, ale ciężko mi zachęcać kogokolwiek do lektury. 

Trudno nie odnieść mi treści powieści do rzeczywistości, w której żyję. Mieszkam na wsi pod Oświęcimiem, a z miastem jestem związana rożnymi więzami. Proza Topola dała mi do myślenia, tak więc podnoszę rękawicę i staję w obronie Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, choć przecież nikt nie krytykuje tej instytucji w bezpośredni sposób. Sama mam czasami dość tych ciągłych rocznic, rozdrapywania przeszłości, korków i problemów z powrotem do domu, bo jakaś ważna osobistość zwiedza Auschwitz i pół miasta jest zabezpieczone przez policję. Ale nigdy nie pomyślałabym nawet, że ktoś próbuje robić biznes na byłym obozie. 

Były obóz zagłady Auschwitz-Birkenau nie jest atrakcją turystyczną. Można przeczytać wszystkie książki o Auschwitz, mieć świadomość co się tam wydarzyło, ale to i tak za mało. Przekroczenie obozowej bramy zmienia wszystko, całą perspektywę, wszelkie wyobrażenia. Nie można zwiedzać tego miejsca bez emocji, trudno nie wzruszyć się widząc malutkie buciki z odbitymi wewnątrz stópkami. Jedna wizyta wystarcza człowiekowi na całe życie. A to jak się odbiera to miejsce zależy od indywidualnej wrażliwości zwiedzającego i przede wszystkim od intencji, z jakimi konkretny człowiek udaje się do byłego obozu. Zdarzały się przecież przypadki uśmiechniętych nastolatek pozujących do zdjęć w krematorium, zapewne część odwiedzających goni za sensacją, są zwyczajnie ciekawi, zafascynowani tak niezwykłym miejscem. Ale są tez tacy, którzy szukają duchów z przeszłości, brakujących elementów historii rodzinnych, albo chcą się tam po prostu pomodlić, oddać hołd, zapalić świeczkę. Według statystyk Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w roku 2013 Miejsce Pamięci odwiedziło 1,33 mln osób z całego świata. Wśród zwiedzających najwięcej było młodych ludzi. Po co przyjechali? Na to pytanie każdy z nich musi odpowiedzieć sam…

Miało być głównie o książce, wyszło trochę inaczej niż początkowo planowałam, ale może to dobrze. Sama powieść choć dla mnie najwyżej średnia, prowokuje do poważniejszej dyskusji i zastanowienia się nad samym sobą. Czyżby cel autora został osiągnięty?

19 komentarzy:

  1. Tym razem nie jestem ani trochę zaciekawiona książką. Nawet okładka jakoś mnie odpycha. Twój tekst za to jak zwykle świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, a szkoda, bo zapowiadało się ciekawie... Ale chyba i tak przeczytam, żeby się przekonać! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę za słaba, abym się na nią napaliła ...raczej odpuszcze ")

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie pomyślałabym, że ktoś próbuje zarabiać na Auschwitz czy jakimkolwiek innym miejscu zagłady. Ta myśl mnie przeraża i odpycha. I ta książka zaczyna mi się bardzo odpychająco kojarzyć, choć pewnie nie taki był zamysł autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba pierwszy raz nie wiem, co napisać... Nie wiem, czy chciałabym przeczytać tę książkę, czy też nie... Już Twoja recenzja wywołuje u mnie lekki niesmak i mieszane uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wizyta w obozie wywołuje wiele emocji. Też mieszkam w wiosce pod Oświęcimiem. Czy chcę przeczytać tę książkę? Chyba nie... Boję się jej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w Oświęcimiu byłam dwa razy, raz zwiedzałam z rodzicami, a raz oczywiście z klasą. I muszę przyznać, że wizyty się od siebie różniły. Z rodzicami oczywiście było spokojniej i dało się bardziej poczuć starego ducha tego miejsca. Zaś ze szkoły to jak klasyczna wycieczka do muzeum. Myślę, że właśnie takich ludzi tam najwięcej przyjeżdża - na szkolną wycieczkę. I nie tylko z naszego kraju, bo widziałam w Birkenau grupę Żydów idącą z flagą Izraela.
    Jeśli chodzi o książkę, zwykle lubię jakieś dziwne historie, ale nie podoba mi się pomysł lunaparku w byłym obozie. Wszystko ma swoje granice.

    OdpowiedzUsuń
  8. jeżeli książka prowokuje do dyskusji, to na pewno jest warta przeczytania

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawno temu zwiedzałem obóz w Oświęcimiu, zrobił na mnie spore wrażenie, w tym miejscu prawie czuje się ból ludzi, przerażające ale nie wolno zapominać o tym co się tam działo. Co do książki zainteresowała mnie ta historia i ten głupkowaty bohater :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mimo wszystko ważniejszy jest dla mnie styl od fabuły.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pomysł rzeczywiście jest genialny, sama z wielką chęcia przeczytałabym taką książkę. Lubię groteskę, czarny humor, lubię też temat obozów. Szkoda więc, że powieść jest niedopracowana. Ale, jeśli zmusza do zastanowienia, to może nie jest tak całkiem zła?

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba podrzucę tę książkę mojemu wykładowcy. On lubi prowokujące tematy, więc może dzięki tej książce będzie ciekawie na zajęciach. Co do mnie to okładka mi się podoba. I chyba też bym się na nią skusiła. Szkoda, że nie ma jej u mnie w bibliotece (przed chwilą sprawdziłam w katalogu online) :/

    OdpowiedzUsuń
  13. Pomysł na fabułę uważam za trafiony, lecz widzę, że jego realizacja raczej kuleje, dlatego dam sobie spokój jednak z tą książką, bo zapewne o tej tematyce znajdę jeszcze niejedną pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czeska literatura i czeski film są specyficzne. Wydaje mi się, że łatwo zrozumieć je zupełnie inaczej, niż chciałby tego autor. Po prostu mają inną mentalność.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeżeli książka wpadnie mi w ręce z pewnością ja przeczytam ale sama nie będę jej szukać.
    Byłam w Oświęcimiu dawno temu, ale do tej pory nie mogę o tym myśleć ani mówić bez emocji. Oglądanie porażających "pamiątek" historii wryło w moim sercu pomnik pamięci...

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetna okładka, a co do reszty, to nie jestem pewna, czy po nią sięgnę ;)

    Pozdrawiam, Anath

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba jednak nie sięgnę. Ale czarny humor, który twierdzisz że sączy się z każdej strony może być ciekawy. Więc nie mówię ostatecznego słowa nie. Może więc w przyszłości ;)

    OdpowiedzUsuń