sobota, 18 stycznia 2014

szczęście - to przemijanie nam też zniknąć trzeba


W ósmą rocznicę śmierci ks. Jana Twardowskiego zamiast kwiatów przynoszę wspomnienie w postaci jego własnych wierszy.

  Kochanowskiego przekład psalmów

  Przywróć mi Panie z dawnych lat
   herbaty gorzkiej łyk w manierce
   i umarłego ojca list
   sweter od siostry matki serce

   Kochanowskiego przekład psalmów
   spalony z Wilczą w czas powstania
   i wszystko, czego życzę innym –
   a sam niestety nie dostanę

   I spowiedź świętą z dawnych burz
   gdy łzy ważyła ręka Zbawcy  
   i jeszcze jeden jakiś dzień
   z dzieciństwa mego na ślizgawce

   Ten śnieg co mi na oczy spadł,
   i to com szeptał bezrozumny  
   a potem jak najcięższy mszał
   postaw z kielichem mi na trumnie


  Do albumu
 
  Pisać wiersz niczyj dla wszystkich
  jak zabawny byczek co podchodzi z bliska
  być biedronką co uklękła w słońcu
  bez adresu imienia nazwiska
   

  * * *
 
  Na Powązkach warszawskich
  zdziwić się uśmiechnąć
  przy grobie pana Prusa
  popatrzeć na wszystko
  - wiewiórko przezabawna
  co się tutaj dzieje
  można odejść na zawsze
  by stale być blisko


  Jeśli
 
  Jeśli mi zaczną wypominać
  że jestem do niczego
  że piszę trzy po trzy
  ograniczony jak ryba
  co daje się oglądać tylko z profilu
  że to co wymyśliłem jest dobre - ale pięćdziesiąt lat temu
  uśmiecham się - mój Boże
  tylko tyle
  ile można o mnie gorszego powiedzieć


  Powązki
  - Romce Lewandowskiej
 
  Nie chodzę tam by usłyszeć śpiew wilgi
  podpatrzeć jak mikołajek zakwita od dołu do góry
  a cień depce po piętach
  goniąc wiewiórkę ze śmiechem w ogonie
  jak teściowe z zięciami porastają bluszczem
  to nie duch ale pomnik straszy
  jak czyjaś wielka sława zdechła zupełnie sama
  choć przy nazwisku łazi robak
  - smutno żywych kochać ponad miarę
  jak na grób Rydza-Śmigłego opadają ciernie
 
  chodzę dziwię się myślę przemilczam
  ilu młodszych umarło ode mnie


  * * *

  Żeby móc tak nareszcie uproście,
  jedną miłość wybrać z wielu miłości,
  jedną przyjaźń najbardziej prawdziwą,
  z zim na łyżwach - tę jedną szczęśliwą,
  z psów kudłatych - najwierniejsze psisko,
  z prac doktorskich - jasną nade wszystko

  To bliziutko już od tej prostoty
  do jedynej za Bogiem tęsknoty


  Z kozą
 
  Słoniu kaczko żyrafo jałówko niewinna
  mówią że śmierć po ludzi przyjdzie całkiem inna
  lecz ja po miłości ostatniej chorobie
  chciałbym mieć z aniołami
  choć kozę przy sobie


  Wiersz z chrzanem w środku
 
  Wzruszenie - to czasu przemijanie
  był dom ale już go nie ma
  znikły świętej pamięci gęsi kaczki drzewa
  fotel na ganku
  strzelba co drażniła wyżła
  pani co miała przyjść kwadrans po trzeciej lecz nie przyszła
  liście brzozy co jesienią żółkną zawsze pierwsze
  bardzo starych poetów nieczytane wiersze
  portret nieznośnej babki milutki jak trzeba
  liść chrzanu pamiątka u siebie pieczonego chleba
  chłopiec co wyznał miłość i zginął na wojnie
  tak kochał że z nosem urwanym umierał spokojnie
 
  szczęście - to przemijanie nam też zniknąć trzeba
   
 
  Z pliszką siwą
 
  Śmierć miłości potrzebna
  jak sól ją utrwala
  ukochani umarli są z nami już blisko
  w śnie na palcach podchodzą
  czytamy ich listy
  dopiero po rozstaniu pamięta się wszystko
  jak pachniał orzech suszona lawenda
  jak wujek kochał ciotkę w pamiętniku
  bawił dowcip o kuchni z widokiem na cmentarz
  spotkanie we dwoje nad wodą zieloną
  w milczeniu to jest wtedy gdy wstydzi się słowo
  z pliszką siwą co podgląda na wysokich nóżkach
  nad Narwią zwą ją starą panną młodą
  Boga się nie udowadnia
  Boga się poznaje
  po tym że serce pęka i świat nie ustaje
  choćby wieś na której można pokochać króliki
  życie miłość umniejsza znieważa odbiera
  śmierć ocala na zawsze i teraz


  Rozstania
 
  Tak długo byli razem tak wiele łączyło
  ciała nawet na odległość całowali w liście
  lecz rozstania przychodzą nagle i tak sobie
  jeżeli Bóg rozdzieli to potem pojedna
  najdłuższe to rozstanie po którym się żyje
  jakby serce pękło i nic się nie stało
  rozstania co przychodzą gdy nic nie wiesz o tym
  i w taki sposób że nikt nie rozumie
  nawet żyrafa co się wydłuża aby coś widzieć
 
  lecz zwierzę za dyskretne
  nic ludziom nie powie


  Czemu
 
  Czemu w mordę dostałem
  filozof zapytał
  zgubiłem maskotkę od niej
  drobiazg rozpacz mała
  słonik
  wyleciał gdy myślałem w pociągu podmiejskim:
 
  nie ma grzechów średnich lekkich i powszednich
  gdy miłość zdenerwujesz każdy grzech jest ciężki
 

  Prośba
 
  Sam nic nie czyniłem dobrego
  ani mniej ani więcej
  to tylko anioł rozdawał
  czasami przez moje ręce
  kochać też nie umiałem
  wiernie ani niewiernie
  ktoś inny lepszy
  kochał przeze mnie
  dogmatów nie rozumiałem
  rano w południe w nocy
 
  ufam że wytłumaczysz
  kiedy mi zamkniesz oczy
 

  Co prosi o miłość
 
  Bóg wszechmogący co prosi o miłość
  tak wszechmogący że nie wszystko może
  skoro dał wolną wolę
  miłość teraz sama
  wybiera po swojemu
  to czyni co zechce
  więc czasem wzruszenie jak szczęście przylaszczek
  co się od razu na wiosnę kochają
  bywa obojętność to jest sprawy trudne
  głogi tak bardzo bliskie że siebie nie znają
  kocha lub nie kocha - to jęk nie pytanie
  więc oczy zwierząt ogromne i smutne
  śpi spokojnie w gnieździe
  szpak szpakowa szpaczek
 
  Bóg co prosi o miłość
  rozgrzeszy zrozumie
  Wszechmoc wszystko potrafi
  więc także zapłacze
  Wszechmogący gdy kocha najsłabszym być umie
   

  Odejść
 
  Odejść by dłużej pamiętać
  wiewiórki co kabaret przeniosły na cmentarz
  pies co wył przez megafon tak na rząd się wściekał
  łzy co płyną z nieba jak z kaczkami rzeka
  ktoś kto tak umarł by inny uwierzył
  spokój - gdy się na rozpacz popatrzy z daleka


  Bałem się
 
  Bałem się oczy słabną - nie będę mógł czytać
  pamięć tracę - pisać nie potrafię
  drżałem jak obora którą wiatr kołysze
 
  - Bóg zapłać Panie Boże bo podał mi łapę
  pies co książek nie czyta i wierszy nie pisze
 
 
  Odeszła
 
  Czy miłość co odeszła raz jeszcze powróci
  czy przejdzie przez pokój jak pies oswojony
  na dzień dobry niedobry potrąci nas nosem
  przypomni stare listy czy Boga przeprosi
  że przyszła jak dama odeszła jak chamka

 
  Nie martw się
 
  Nie martw się że chociaż kochasz
  nie piszą do ciebie
  nie dzwonią
  termometr opadł a nikt ci palta nie zapiął pod szyją
  w szafie mól lub inaczej nieudany motyl
  tutaj nawet na zawsze
  jest tylko stąd dotąd
  serce które kocha
  nie jest już niczyje
  kobieta sama rzadko bywa sama
 
  wiem - to banał
  lecz w banale nie banał się kryje
  mądra pszczoła powraca często z oślej łąki
  nieraz mali poeci dobrej sprawie służą


  Takie proste
 
  Matka moja tak święta że tylko przez skromność
  w naszym domu rodzinnym nie czyniła cudów
  odeszła - czuwa niewidzialna
 
  to przecież takie proste wątpliwości nie ma
  wiadomo miłość na śmierć nie umiera
  zostać niewidocznym nie szkodzi nikomu
  świat prawdziwy gdy mniej w nim widocznych pozorów
  to co widzimy może być zmyślone
  jak zęby sztuczne w ustach równo ustawione
 
  w marcu szafirek niebieski kubeczek
  podnosi w górę - potem z nim się schowa
  i tyle niewidocznych kochanków na świecie
  tych co za późno i innych - za wcześnie
  wrzosów co mają zwyczaj kwitnąć jednocześnie
  żeby się pokazać i odchodzić razem
  gdy czas biegnie jak kuna od wiewiórki szybsza
 
  tego co się kocha widzieć się przestaje
  to tylko porzekadło - jak słuszne mniemanie
  że wolą dwóch starszych panów niż dwie starsze panie
   

  Bez kaplicy
 
  Jest taka Matka Boska
  co nie ma kaplicy
  na jednym miejscu pozostać nie umie
 
  przeszła przez Katyń
  chodzi po rozpaczy
  spotyka niewierzących
  nie płacze
  rozumie

 Anioł
 
  Są chwile kiedy się odchodzi
  od Aniołów Stróżów nawet Cherubinów
  od tych co wysoko
  od tych co w pobliżu -
  do Jezusa człowieka
  niziutko na ziemi
 
  Anioł nie zrozumie nie wisiał na krzyżu
  i miłość zna łatwą
  skoro nie ma ciała
     

  Żeby nagle zobaczyć
 
  Więc tak długo trzeba było rozsądku się uczyć
  na pytania logicznie odpowiadać
  nie mówić bez sensu i od rzeczy
  żeby nagle zobaczyć
  że nadzieja może być obok rozpaczy
  niewiara obok wiary
  skakanka dziecięca na podłodze obok trumny
  dostojnik obok prosiaka
  prawda z palcem na ustach
  podopieczny pod kołami karetki pogotowia
  modlitwa obok smutnego kotleta na talerzu
  i ten krzyk nie umieraj nie odchodź jeszcze okażę ci serce
  z którym uciekałem - obok ciszy


  O głupim sercu
 
  Tylu aniołów odeszło,
  tyle umarło gołębi,
  lecz moje serce uparte...
 
  Ni to ze złota, ni z brązu,
  nie płonie krwawym językiem,
  pragnęło lec na ołtarzu,
  lecz ktoś je strącił patykiem.
 
  Upokorzone, wstydliwe,
  nie można spojrzeć mu w oczy
 
  jak głupi Jasio szczęśliwe
  pod Jasną Górę się toczy.
 

  Wyjaśnienie
 
  Nie przyszedłem pana nawracać
  zresztą wyleciały mi z głowy wszystkie mądre kazania
  jestem od dawna obdarty z błyszczenia
  jak bohater w zwolnionym tempie
  nie będę panu wiercić dziury w brzuchu
  pytając co pan sądzi o Mertonie
  nie będę podskakiwał w dyskusji jak indor
  z czerwoną kapką na nosie
  nie wypięknieję jak kaczor w październiku
  nie podyktuję łez, które się do wszystkiego przyznają
  nie zacznę panu wlewać do ucha świętej teologii łyżeczką
 
  po prostu usiądę przy panu
  i zwierzę swój sekret
  że ja, ksiądz
  wierzę Panu Bogu jak dziecko


  Trudno
 
  No widzisz - mówiła matka
  wyrzekłeś się domu rodzinnego
  kobiety
  dziecka co stale biega bo chciałoby fruwać
  wzruszenia kiedy miłość podchodzi pod gardło
 
  a teraz martwi ciebie
  kubek z niebieską obwódką
  puste miejsce po mnie przy stole
  trzewiki o których mówiłeś że są
  tak jak wszystkie - do sprzedania
  a nie do noszenia
  zegarek co chodzi po śmierci
  stukasz w niewidzialną szybę
  patrzysz jak czapla w jeden punkt
  widzisz jak łatwo się wyrzec
  jak trudno utracić


  Lura
 
  Listopad cmentarz pusty
  deszczu zimna lura
  - to straszne - ktoś mówi
  przestać kochać zmarłego dlatego że umarł

11 komentarzy:

  1. Poezja ks. Twardowskiego ma sobie niepowtarzalny urok.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem jakąś szczególną fanką poezji, ale niektóre z tych wierszy chwytają za serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo. Niby nie lubię wierszy, ale czasem trafi się taki, że trudno się pozbierać.

      Usuń
  3. Podziwiam każdego kto pisze wiersze. w dzisiejszych czasach nikt już nie pielegnuje tego pięknego przekazu myśli i słów.

    263 obserwator.będę zaglądać do Ciebie częściej

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne wiersze... Twoja miłość do jego twórczości jest bardzo inspirująca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na jakiej zasadzie wybierasz wiersze? Twoje ulubione, czy może losowo? Wielu z tych tutaj nie znałam, ale jak zwykle słowa ks. Twardowskiego trafiają do mnie w 100%.

    P.S. Literówka Ci się wkradła w tytule - w nazwisku :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dzięki :) już poprawiam :) a wiersze wybieram te, które lubię, do których wracam najczęściej :)

      Usuń
  6. Przepiękny post:) Niesamowite, pełne mądrości wiersze, które można czytać i czytać i nigdy człowiek nie będzie miał dość...

    OdpowiedzUsuń
  7. "I zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz"...

    OdpowiedzUsuń
  8. Najpiękniejsze wiersze. Najprostsze słowa mówią o najważniejszych sprawach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że są Takie wiersze... :)

    OdpowiedzUsuń