czwartek, 2 stycznia 2014

Koniec punku w Helsinkach - Jaroslav Rudiš


tytuł: Koniec punku w Helsinkach
tytuł oryg.: Konec punku v Helsinkách
autor: Jaroslav Rudiš
wydawnictwo: Książkowe Klimaty
rok wydania:  2013
ilość stron:

moja ocena: 10/10

Jaroslav Rudiš jest moim ulubionym czeskim pisarzem. Jego niepowtarzalny styl pokochałam od pierwszego zdania powieści „Grandhotel”. „Koniec punku w Helsinkach” to jego najnowsza publikacja, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym, a przy tym jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w 2013 r.

Ole to czterdziestoletni facet, były punk, ojciec, rozwodnik, właściciel baru Helsinki. To ostatnia taka knajpa w mieście, bo mamy z wózkami nie są tam mile widziane, można palić ile się chce, a w menu znajdują się tylko solanka i rolmopsy. Ole jest samotny, nieszczęśliwy, zrezygnowany, rozczarowany dorosłością, zobojętniały na przyszłość. Dobrowolnie rezygnuje ze związków z kobietami, w końcu każda bliskość prędzej czy później prowadzi do katastrofy. W zasadzie bawi go tylko prowadzenie swojego baru. 

Opowieść Olego przeplata się z fragmentami pamiętnika Nancy, czechosłowackiej nastolatki z lat 80. Z zapisków dziewczyny aż sączą się żywe emocje, jej relacja jest pisana na gorąco, bez żadnych znaków interpunkcyjnych, za to z wielkim uczuciem i szczerością. Mała pancurka opowiada o miłości, seksie, przyjaźni do końca życia, buncie przeciwko światu, wielkich nadziejach i oczywiście muzyce! Tak, muzyka jest bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza. Nancy słucha punkowych kapel z Czechosłowacji, Niemiec i Polski. W miasteczku przy granicy radio wyłapuje Trójkę. A u Polaków zawsze grają dobrą muzykę. To co najbardziej uderza w trakcie lektury pamiętnika Nancy jest naiwność dziewczyny. I ta gorzka świadomość, że jej ideały rozbiją się w zderzeniu z rzeczywistością. 

Szybko domyśliłam się co łączy historię Olego i Nancy, ale chyba wcale nie chodziło o tajemnicę, ale o młodość i jej konsekwencje. Ogólnie o życie. Natomiast zaskoczyła mnie tożsamość anonimowej dziewczyny, której manifest został wydrukowany na nieco ciemniejszym papierze. Takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewałam.
„Punk – co wymawiał pjung – po niemiecku gówno albo śmieć i że punka poznać można po brudnym, podartym, popisanym albo zafarbowanym ubraniu i indiańskiej fryzurze oraz że punki uprawiają anarchię i szkodliwy dekadencki indywidualizm.”
„Koniec punku w Helsinkach” to dla mnie małe arcydzieło. Rudiš w rewelacyjny sposób wykreował małomiasteczkową społeczność komunistycznej Czechosłowacji, gdzie wszelkie przejawy oryginalności są tępione. Ponury nastrój potęgują jeszcze unoszące się w tle radioaktywne opary po Czarnobylu. I tylko Nancy i jej paczka są kolorowymi ptakami na szarym tle. Młodzi wierzą, że nie ma dla nich przyszłości. No future. Ole jest swego rodzaju odpowiedzią na ich pesymistyczne wizje. 

Tylko Rudiš potrafi kreować tak barwne postaci. Co prawda to Ole i Nancy grają pierwsze skrzypce, ale moim bohaterem stał się Frank. Genialna jest scena, w której tłumaczy on Olemu zasady opracowanej przez siebie gry w historię powszechną. Taki z niego uroczy, nieszkodliwy wariat, a jednocześnie postać tragiczna. Również klimat powieści nie zawodzi. Pełną piersią wdychałam atmosferę Helsinek i zadupia, na którym mieszka Nancy. Przesiąkłam odrobiną nostalgii i smutku, miłością do muzyki, pragnieniem wolności  i buntem. Ale czy można buntować się przez całe życie? Co z tymi dorosłymi dziećmi, które nie potrafią się dostosować do otaczającego świata? A może to ze światem jest coś nie w porządku? 
„Wspomnienia są jak kasza, czasem rzadkie, czasem gęste. Nigdy nie są to całe zdania, ale pogubione litery a dnie talerza, gdzie na koniec zawsze czyha jedynie własna rozsypana i zaskoczona twarz.”
Wszystko o czym pisze Jaroslav Rudiš układa się w piękną opowieść o miłości i przyjaźni, samotności, poczuciu wolności i buncie, szukaniu własnego miejsca w życiu, dzikiej i szalonej młodości. Coś wspaniałego! Upewniłam się, że Rudiš potrafi stworzyć arcydzieło nawet z banalnej historii! Polecam!

19 komentarzy:

  1. A nie pomyliło się wydawnictwo? :) Na górze jest Esprit, potem Czeskie Klimaty?

    Czuję się zachęcona do przeczytania w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że się pomyliło! Dziękuję za czujność :)

      Usuń
  2. Bardzo mi się podoba to, że piszesz o czeskich autorach - tak mało ich wszyscy czytamy, a istnieją doskonałe czeskie książki! Skoro jesteś oczarowana, to ja też się może skuszę. Podoba mi się forma książki - przeplatanie z fragmentami pamiętnika, lubię takie wstawki, ponieważ sprawiają, że książka jest ciekawsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja przyłączam się do Kasi jest sporo pisarzy z innych Państwa jak Anglia czy USA którzy są świetni, ale pisze się o nich mało i tracą na tym i czytelnicy i pisarze....rozejrzę się za jakąś jego książką;)

      Usuń
  3. Nigdy jeszcze nie czytałam nic pisarzy z Czech, ale może kiedyś się uda.
    Ciekawie, że autor wprowadził tzw. "dorosłe dzieci"- z buntem, pragnieniem wolności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachwyciłam się recenzją, wpiszę książkę na listę :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie wiem czy się skusze - chociaż zapowiada się dość interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Okładka taka niepozorna, ale za to o dziwo ,,zawartość'' fascynująca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowna recenzja! Bardzo mi się podoba! Jestem wielką fanką Kafki, ale poza nim raczej nie czytam czeskich autorów. Podejrzewam, że to wielki błąd. Jeżeli chodzi o kulturę, uwielbiam czeskie filmy. Wydaje mi się, że to bardzo twórczy i utalentowany naród. Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w tym przekonianiu :) Z drugiej strony dostałam w głowe własną ignorancją. Muszę zacząć czytać czeskie książki. Zacznę od polecanej przez Ciebie. Pozdrowienia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja uwielbiam czytać recenzję, gdzie widać, że książka bardzo się podobała. Nie znam tego autora i nigdy nie czytałam czeskiej literatury. I niestety na razie mnie do tego nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurczę, od dawna mam ochotę spróbować czeskiej literatury, ale jakoś się ociągam- zupełnie nie wiem, co będzie dobre na początek. Ta książka wydaje się świetna, akcent muzyczny mnie pociąga. Chyba w końcu się za tych Czechów wezmę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba nie czytałam jeszcze żadnych czeskich autorów. Dopisuję do listy na nowy rok :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Literatura czeska nie jest mi zbyt dobrze znana, tego autora nie kojarzę wcale, ale wychodzi na to, że będę musiała to nadrobić, bo Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca... wprost nie można nie przeczytać tej książki:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Literatura czeska, jeszcze przede mną... Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się coś z niej przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. i ja podpisuję się czterema łapkami pod tymi komentarzami...recenzja świetna, ale czy zmobilizuje mnie do sięgnięcia po czeską literaturę...tego nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. świetna recenzja i bardzo kusząca ;D

    OdpowiedzUsuń
  15. dwa lata spędziłam w Cieszynie, a do dziś nie poznałam niczego z czeskiej literatury. szczęście, że Twoja recenzja jest tak entuzjastyczna, bo z miejsca zachciało mi się tej książki. będę szukać, może moja przygoda z Rudisem będzie równie udana.

    OdpowiedzUsuń