wtorek, 14 stycznia 2014

Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są - Sheila Walsh

tytuł: Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są
tytuł oryg.: God loves broken people (and those who pretend they're not)
autor: Sheila Walsh
wydawnictwo: Święty Wojciech
rok wydania: 2013
ilość stron: 340

moja ocena: 7/10

Sheila Walsh jest popularną piosenkarką, pisarką i popularyzatorką wiary chrześcijańskiej. Spod jej pióra wyszło wiele poradników i książek duchowych, napisanych z myślą o kobietach. „Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są” to jej najnowsza książka, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym.

Książka składa się z trzynastu rozdziałów, w których autorka porusza temat osobistego złamania na duchu oraz możliwości jakie niesie ze sobą ten stan. Chodzi głownie o otwarcie się na Boga, pokładanie w Nim swojej nadziei, wsparcie się na Jego ramieniu. A to wcale nie jest takie proste, bo problemy różnego typu często prowokują do buntu i obrażania się na Stwórcę. Pani Walsh przytacza całe mnóstwo historii z własnego życia i życia różnych znajomych, dzięki którym udowadnia, że nawet najgorszy ból i cierpienie mogą prowadzić prosto w objęcia Jezusa. Przy tym nie ucieka od trudnych i bolesnych pytań, które każdy zadaje sobie w obliczu osobistej tragedii. No bo w końcu co można powiedzieć rodzicom, których malutkie dziecko jest śmiertelnie chore?

Mam wrażenie, że Sheila Walsh jest tak przepełniona wiarą, optymizmem i pragnieniem działania, że gdyby ktoś zaproponował jej maszerowanie po mieście z transparentami „Jezus cię kocha”, to ona bez wahania wskoczyła by w wygodne buty i popędziła na miejsce zbiórki. Teraz trochę żartuję, ale zazdroszczę jej umiejętności nieskrępowanego mówienia o Boga w sposób otwarty i bezpośredni. Pod powierzchnią słów można wyczuć charakterystyczne amerykańskie podejście do tematu, co może być momentami lekko irytujące, bo raczej nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego typu rozmów o wierze i Bogu.

Ostatnimi czasy zauważyłam, że w książkach amerykańskich autorów na końcu publikacji znajdują się tematy do dyskusji, lub własnych przemyśleń. Tak jest również w przypadku tytułu „Bóg kocha złamanych na duchu…”, ale tym razem ta dodatkowa część nazwana została studium biblijnym, które zawiera trzynaście mniejszych rozdziałów. Co ciekawe autorka zadaje różne pytania, czy też zadania do realizacji, a swoje odpowiedzi i przemyślenia można zapisywać w miejscach do tego przeznaczonych.

„Bóg kocha złamanych na duchu i tych, którzy udają, że takimi nie są” to specyficzna, ale bardzo interesująca pozycja. Styl autorki jest lekki i nieskomplikowany, ale sama lektura jest raczej wymagająca i niesie ze sobą pewien ciężar. Sheila Walsh w nietuzinkowy sposób podpowiada jak, nawet w chwilach najgorszego zwątpienia, odnaleźć w sobie wiarę, nadzieję i siłę. Polecam!

 ***
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Pani Joli i wydawnictwu Święty Wojciech!


16 komentarzy:

  1. Może się skuszę, jeśli wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę i jest naprawdę piękna i poruszająca. Co ważne, zmusza do przystopowania i myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie to ciekawa publikacja i przydatna właśnie dla osób, które są zranione bądź kiedyś tego doświadczyły. Lubię takie książki, które są pełne optymizmu, przepełnione wiarą, nadzieją i siłą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Za sam tytuł chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna okładka. Od razu mnie zainteresowała. Co do fabuły również przykuła moją uwagę, więc chętnie ją poznam bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobnie jak Emma Ernst już za sprawą tytułu czuję się zachęcona. Do tego bardzo by mi się przydało trochę takiego pozytywnego nastawienia...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie jestem do końca przekonana, czy chciałbym po nią sięgnąć:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że powstają książki tego typu, bo niejednemu na pewno pomogły.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bez wątpienia to ciekawa i wartościowa pozycja:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Urzekł mnie już sam tytuł;) Chociaż nie wiem, czy byłabym w stanie przeczytać całą tę książkę od razu. Pewnie musiałabym ją sobie dawkować - ze względu na tematykę.

    OdpowiedzUsuń
  11. to nawet fajna pozycja, ale ja osobiście uważam, ze modlitwa zawsze najbardziej nam dodaje wiary...niekoniecznie formułki, a wewnętrzna rozmowa z Bogiem;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ach, ten amerykański styl :D ale sama książka brzmi interesująco :) również zazdroszczę autorce jej bezpośredniości.

    OdpowiedzUsuń
  13. Już i u nas coraz więcej osób, które mają kontakt z charyzmatycznymi wspólnotami i ruchami potrafi tak "po amerykańsku" traktować swą wiarę i Jezusa. Chyba najbardziej tu pomaga Odnowa w Duchu Świętym. Po ukończeniu seminarium trwającym 50 dni ludzie są tak uduchowieni i zakręceni, że chcieli by ewangelizować cały świat. I ten dopływ żywej wiary jest nam potrzebny w parafiach.

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna książka! Przeczytałam ją i gorąco polecam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ach, kolejna świetna książka Marto:) Bardzo chcę ją przeczytać! A Twoje słowa są tak trafne...
    Tak, wielu z nas brakuje tej nieskrępowanej umiejętności mówienia o Bogu...

    OdpowiedzUsuń